niedziela, 16 grudnia 2012

Pociągowość


Kim jest Wiosenny Chłopiec?

Sam o sobie mówić nie umie, bo zawsze mówi banały.
Studiuje polonistykę, gra na fortepianie, saksofonie. Jego największym marzeniem jest zostanie naukowcem, a nawet nie potrafi sobie siebie wyobrazić w innej pracy. Jeszcze sam do końca nie wie, w czym chciałby się specjalizować. Kocha literaturę romantyzmu, zarówno polską, jak i powszechną. Ale uwielbia także naukę o języku - nie tylko współczesnym, ale też historycznym. Do pierwszego, ale najtrudniejszego dylematu dojdzie za rok, kiedy będzie musiał wybrać: historia literatury czy może językoznawstwo (a tu kolejny dylemat - współczesne czy historyczne?). Jednak serce już coś podpowiada.


Skąd się wziął Wiosenny Chłopiec?
A stąd, że urodziłem się w pierwszy dzień wiosny. Wiosenny Chłopiec pełną gębą. :D



Słowo "Pociągowość" zawdzięczam Oleńce. Jakiś czas temu to od niej je przejąłem, jednak ja to słowo rozumiem inaczej. Oczywiście, nie będę tu przedstawiał całej analizy słowotwórczej.

Dla Oleńki "pociągowość" to po prostu pociąg. Może też nasze wspólne nim podróże.
Dla mnie natomiast, pociągowość to wszystko, co wiąże się z pociągiem:
- codzienne wstawanie, by zdążyć na dworzec na czas (oczywiście, przecież każdy uwielbia wstawać o 5, co nie?),
- codzienne biegi na dworzec, by zdążyć na pociąg na czas (bo zawsze się grzebię!),
- codzienny strach o spóźnienie pociągu (zdążę na zajęcia? oh, wait, fuck it),
- prawie codzienny strach przed późnym wracaniem (jeżdżę już drugi rok, a ciągle boję się tego, że na dworcu, kiedy czekam na pociąg, ktoś może mi coś zrobić, dlatego włóczę się CODZIENNIE po dworcowej księgarni i Rossmannie z nadzieją, że znajdę coś ciekawego, czego wcześniej tam nie było),

- codzienna strata czasu. Chociaż nie, może nie do końca strata. W pociągu można usłyszeć wiele ciekawych historii: np. chłopak jadący ze swoją matką i przekonujący ją do tego, by odstąpiła jemu i jego chłopakowi swoją sypialnię na czas jego u nich pobytu; uczennica, która do telefonu i na cały pociąg drze się, że dostała 3 z wypracowania z polskiego i że to (sic!) najlepsza ocena w klasie; babcinka, która opowiada, u ilu lekarzy była w zeszłym miesiącu, ile przeszła operacji, zabiegów i ile przed chwilą wydała w aptece; i mógłbym tak w nieskończoność.

Kiedy jednak dochodzę do dalszych przemyśleń o pociągowości, to dochodzę do wniosku, że, mimo wszystko, pociąg to dobra rzecz. Mam jak dojechać, dzięki pociągom zaprzyjaźniłem się z Oleńką (która teraz już nie jeździ, bo mieszka kawałek od uczelni!), słyszę "ciekawe" rozmowy, widzę dziwnych ludzi, hartuję się (marznę, biegam, stoję, dźwigam cudze walizki, w ogóle full service).

Ktoś to w ogóle będzie czytał?

5 komentarzy:

  1. Witamy w blogowym świecie :>

    Sirjusli, boisz się, że ktoś Ci na dworcu głównym krzywdę zrobi? ;-)

    Jak ja nie lubię tego szablonuuuuuuuuuuuuuu

    OdpowiedzUsuń
  2. Sirjusli, nawet nie wiesz, ilu ludzi tam się kręci, jeśli jest tam codziennie, to łatwo idzie ich zaobserwować. Na przykład koleś cały w tatuażach (nawet na twarzy), który kradnie ludziom jedzenie - po prostu wyrywa je z ręki, inny facet, który jest bezdomny, a nosi białe spodnie (śnieżnobiałe) idealnie wyprasowane "w kant", kolejny dziadek, który chodzi z miotłą i swoim rowerem. Jest ich całe mnóstwo, nigdy nie wiadomo, co któremu trafi do głowy, szczególnie, jak stoi się samemu na peronie i czeka na pociąg. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chce zobaczyc tego kolesia w tatuazach !

      Usuń
  3. Fajnie ze trafilem na Twoj blog. Czytam z zaintrygowaniem Twoje przemyslenia

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny blog. Chętnie poczytałbym co dalej u Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń