niedziela, 17 lutego 2013

W szkole - dni kilka

Mam za sobą kilka przeprowadzonych lekcji, było cudownie, chcę jeszcze. Najbliższa okazja jutro, prowadzę 4 lekcje.
Szkoła jest zdecydowanie wylęgarnią chorób wszelakich. Nie pamiętam, kiedy ostatnio chorowałem. Teraz leżę pod kocem z gorączką, palącym gardłem i katarem. Muszę do siebie jakoś dojść, żeby móc jutro cokolwiek powiedzieć.

Z rzeczy innych: uwielbiam obserwować zajęcia prowadzone przez mojego opiekuna. Nie tylko dlatego, że dużo się od niej uczę, ale też dlatego, że wszystkich widzę (tak, już się przyzwyczaiłem do siedzenia przodem) i typuję, kto jest gejem. Ten na pewno, ten może, ten znowu na pewno, a tamten... Dobra, wiem, że zachowuję się nieprofesjonalnie, ale jestem dopiero praktykantem, wiele można mi wybaczyć. Pewnie można mi też wybaczyć to, że jednego z uczniów, którego typowałem, odnalazłem w piątek na branżowym portalu... Cóż mogę powiedzieć? No słodki jest, maturzysta, tak ładnie na mnie patrzy, uśmiecha się i w ogóle. :D

W poniedziałek zaczyna się nowy semestr, czas wracać na uczelnię. Ja jednak do niej nie wracam, czeka mnie jeszcze kilka dni w szkole. Będzie mi naprawdę trudno rozstawać się z tą szkołą, tak bardzo jest mi tam dobrze. Nauczyciele, atmosfera, uczniowie, wszystko to jest takie przyjemne.
Ale nic straconego, będę miał okazję trafić tam jeszcze co najmniej dwa razy. A może kiedyś zagoszczę tam i na dłużej, co było sytuacją idealną.


7 komentarzy:

  1. Co do ewentualnego zagoszczenia i idealności tejże sytuacji - wiesz, że tego maturzysty już tam nie będzie, prawda? ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. heh, jak Cię czytam, to tak jakbym siebie na praktykach widział :P też mi się podobało, potem dowiedziałem się, że szkoły są różne, jak trafisz do dobrej lub średniej to masz sporo satysfakcji z pracy, a jak do kiepskiej, to różnie bywa z tym ;) w każdym razie ja Tobie życzę zawsze takiego zadowolenia z pracy z uczniami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj prowadziłem lekcję w jednej z najlepszych klas w szkole. Wyniki mają nieosiągalne do wyników innych. Klasa idealna - cicha, nikt się nie rusza, nie odzywa, słychać przelatującą muchę - koszmar nauczyciela. Musiałem od nich wyciągać wszystko nieśmiertelną metodą sokratejską. Bez wskazania pytania konkretnej osobie, nikt sam z siebie głosu nie zabrał.
      Za to z kolei jutro mam w najgorszej klasie, w której to własnych myśli nie słychać, za to są w miarę aktywni i mówią sami.
      Co lepsze? :D

      Usuń
    2. haha, ani to, ani to :P lubię ogólnie żywe klasy, oby tylko nie za bardzo ;) na szczęście w obecnej szkole mam dwie ulubione klasy, do których chodzę z olbrzymią przyjemnością - zgłaszają się, znają się na żartach, kiedy trzeba to uważają i co najważniejsze, uczą się :P

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że praktyki się udały i nie zniechęciły do zawodu. Potrzeba nam młodych w szkole... Ja mam dość moich emerytowanych koleżanek. Czas odświeżyć nieco kadrę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS a następnym razem do mnie zapraszam na praktyki :P

      Usuń