czwartek, 21 marca 2013

Tradycyjna rodzina

W tym semestrze zapisałem się na pewien fakultet. Rozmawiamy na nim o kulturze popularnej i o tym, jak tę wiedzę wykorzystać w edukacji polonistycznej. Rozmawiamy właściwie o wszystkim, głównie o kulturze, ale pojawiają się też tematy polityczne i inne.

Ostatnio rozmawialiśmy o czasopismach dla dzieci i młodzieży. Nie wygląda to dobrze. O tym, jaki z nich płynie wizerunek życia, młodzieży, dorosłych, szkoły, seksu, chyba mówić nie muszę, wierzę, że każdy choć raz w życiu miał w ręce "Bravo" lub inne tego typu pozycje.
I właśnie z rozmowy o tych czasopismach wzięła się rozmowa na temat tradycyjnej rodziny. Zagadnienie ciekawe, bowiem wspólna próba definicji rodziny tradycyjnej wykazała że:
- jest to rodzina wielopokoleniowa,
- są rodzice i minimum dwoje dzieci,
- z dziadkami istnieje silna więź,
- głową rodziny jest ojciec, natomiast matka - szyją, która kieruje głową.
Doszedłem do wniosku, że nie zbliżyłem się nawet na krok do tradycyjnej rodziny. Jestem jedynakiem, z dziadkami miałem bardzo słabe relacje (jedni mieszkali w innym mieście, odwiedzaliśmy ich raz na dwa miesiące, telefony jeszcze nie były popularne, przynajmniej ani my nie mieliśmy, ani dziadkowie także - kontakt zerowy, zmarli bardzo wcześnie, już prawie nawet ich nie pamiętam, pamiętam jedynie wszystkie złe rzeczy z nimi związane; drudzy dziadkowie mieszkali w tym samym mieście, kilka ulic dalej, ale to również mojego z nimi kontaktu nie ułatwiło, nigdy nie chciałem tam chodzić, pójście do nich traktowałem jak karę), a głową i szyją rodziny jednocześnie zawsze była moja mama.
Ja sam nie stworzę tradycyjnej rodziny, w ogóle nie stworzę żadnej, przecież jestem jałowy i wszystko, co stworzę będzie czymś jałowym, czego rodziną nazwać nie można.
A teraz najciekawsze: w dobie kryzysu demograficznego, upadku wartości wszelakich, polonista zobowiązany jest do dostarczania dzieciom i młodzieży prawidłowych wzorców, bowiem to polski jest tym przedmiotem, na którym głównie kształtować ma się światopogląd, a nie tylko wkuwać puste regułki. A robić to ma przez literaturę i swoją postawę. Tak, już to oczyma duszy widzę. Pomijam fakt, że w literaturze te wzorce nie zawsze są tradycyjne, o ile w ogóle można nazwać je wzorcami. Ale coś, czym dzieci można nakłonić do zakładania rodzin tradycyjnych zawsze się znajdzie. Tylko jak mam to zrobić ja? Polonista-gej mówić będzie dzieciom, że w przyszłości mają zakładać rodziny i rodzić dzieci, bo inaczej nie dostaną emerytury.  Tak, rzeczywiście będę wiarygodny.

Z innej beczki. Na zajęciach z pedagogiki, po nauczeniu się, jak robić socjogramy, które właściwie potrzebne są tylko do awansu zawodowego, bo relacje między uczniami wychowawca powinien umieć zaobserwować bez badań, przeszliśmy do kolejnego tematu. Temat był zagadką, a zaczął się od wyłonienia 5 osób, które miały wylosować karteczki. Na tych karteczkach napisane było, kogo dana osoba ma zagrać, a reszta grupy miała zgadywać. Osobistości były dość ciekawe: cyganka, kibic, rolnik, japoński turysta i, uwaga, uwaga  - HOMOSEKSUALISTA. Gdy zobaczyłem minę koleżanki, nie miałem pojęcia, co wylosowała. Zrobiła się czerwona, zaczęła się głupio śmiać, pokazywać kartkę innym koleżankom, chwaląc się, że wylosowała najgorsze, przecież jak ona ma to zagrać? Do pomocy wzięła inną koleżankę, którą chwyciła za ręce, zaczęła rozmawiać o kinie i o tym, kiedy wezmą ślub. Ktoś z sali rzucił tonem oburzonej moherowej babci: "To na pewno jest związek homoseksualny!". Cóż, reszta grupy miała niezły ubaw, ja pozostałem zniesmaczony. Chciałem się do tego zadania zgłosić jako chętny. Co bym zrobił, gdybym wylosował właśnie tę karteczkę? Nic. Nienawidzę stereotypów. Stanąłbym na środku i był sobą, myśląc, że na to wpadną. To właśnie jest homoseksualista, a nie chłopiec z "miękkimi nadgarstkami", jak to powiedziała prowadząca zajęcia (chodziło o to, że facetom łatwiej byłoby zagrać tę rolę, niż kobietom, bo kobiecy wzór homoseksualisty jakoś się nie utrwalił).


Wiosennego Chłopca, w dniu jego urodzin, w tym roku przywitała piękna zima.
Jak myślisz, Drogi Czytelniku, czy 21 lat pozwala mi dołączyć do reszty blogowiczów, którzy narzekają na swój daleko posunięty wiek? :P
I wiecie co?  Mimo że wszyscy mają mnie gdzieś, z rodziny nie pamiętał o mnie nikt, ze znajomych nikt, nawet tak bliski mi M. o mnie zapomniał, to O. zrobiła mi niesamowity prezent. Dostałem od niej tomik sonetów Shakespeare'a  w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Polowałem na niego już dłuuuuuugo, ale jakoś zawsze miałem pilniejsze wydatki. To wydanie jest fenomenalne - po lewej stronie jest tekst oryginalny, po prawej tłumaczony przez Barańczaka. Urodzinowy wieczór, mimo wszystko, uważam za udany. Jestem ja, Shakespeare i jego sonety. Będę sobie wyobrażać, że tajemniczym chłopcem, do którego pisze, okazałem się w końcu ja. :)


Tu miała być jeszcze piosenka, ale jakoś nie idzie jej znaleźć. Będzie więc tylko link: Mikromusic - Takiego chłopaka

10 komentarzy:

  1. 21 lat? phi, a spróbuj tylko narzekać, że to dużo, a dam Ci pierwszego kopa :P a tak w ogóle, to wszystkiego najlepszego ;)

    a co do ćwiczeń, jak ja nie znosiłem tego typu ćwiczeń, a miałem straszne ćwiczenia z emisji głosu, do tej pory śnią mi się koszmary po nich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emisja głosu jest świetna i bardzo przydatna. Sam takie zajęcia miałem przez prawie 10 lat w szkole muzycznej, na zajęciach z wokalu i innych. Ale fakt, że na studiach trafiłem na koszmarną prowadzącą, też sprawiał, że miałem koszmary...

      Poza tym, jestem mistrzem łamańców językowych.
      Tak, ta odpowiedź jest dwuznaczna. :P

      I dziękuję za życzenia. :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. STARZEC się odezwał :P

      Usuń
    2. no urodziłem się jeszcze przed okrągłym stołem ;p

      a ta piosenka to majstersztyk, cały wieczór słucham!

      Usuń
    3. W ogóle Mikromusic to majstersztyk!
      Znam ich jakieś 6 lat już i wciąż nie przestają mnie zadziwiać. Mam nadzieję, że tytuł najnowszej płyty, z której pochodzi ta piosenka, nie jest jakąś przepowiednią. :P

      Usuń
  3. Rodzina to kwestia psychiki, a nie tego o (nie)widzą inni.
    Sto lat Dziecino i wszystkiego Naj... Naj... :)
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  4. narzekać na 21 lat, bo zachowam się bardzo niepedagogicznie i Cię walne "Nad Niemnem" Orzeszkowej przez łeb, dopiero co mu włosy wyrosły gdzie powinny, a On się zastanawia czy jest stary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, dostanie w łeb dwutomową BNką bardzo by bolało. :P

      Usuń
  5. no tak... młodzieniec, ale przynajmniej kolega po fachu się szykuje... polonistyczna brać ma ciężko, ale i największą satysfakcję, więc chyba rozumiem te słowa o wzorcach, jakie ma dostarczać. zwłaszcza w gimnazjum, gdy potrzebne są wzorce... i moje pokemony czekające na zdanie swojego polonisty jak na jakąś wyrocznię... bezcenne!

    PS a na wiek nie narzekam! :P

    OdpowiedzUsuń