środa, 9 października 2013

Coś złego

Zdecydowanie dzieje się ze mną coś złego.


Od jakiegoś czasu w ogóle nie potrafię dogadać się z moim M.


Na nowym kierunku pojawił się J. Przyjemnie mi się z nim rozmawia, jest nawet przystojny, inteligentny. Trochę przegięty i to bardzo mnie razi. Siedziałem kilka razy na wykładach obok niego i musiałem się powstrzymywać przed rozbieraniem go w myślach.


Czuję się strasznie. Jestem z M. już trzy lata. Zawsze powtarzaliśmy sobie, że pokażemy tym wszystkim złym gejom, którzy są ze sobą maksymalnie po 3 miesiące, że można stworzyć związek na całe życie. I cały czas nam się to udawało. Ale dzisiaj chyba nie ma już miłości. Jest bardzo dużo żalu, jeszcze więcej ciągłych pretensji i jeszcze więcej kłótni, które M. codziennie wywołuje.
Nie chcę go stracić. Nie mogę, bo bez niego sobie nie poradzę.


Co mam zrobić, żeby przetrwać? Ile mogę udawać, że wszystko jest dobrze, kiedy nie jest? Jestem zmęczony. Jednocześnie nie chcę go stracić na minutę z oczu, ale z drugiej mam dość kłótni, które chyba nigdy się nie skończą.
Nie wiem, jak sobie radzić.



Byłem dziś ostatni dzień na praktykach w szkole. Nadal nie lubię dzieci i nie chcę ich uczyć. Zawód nauczyciela jest wspaniałym zawodem, bardzo satysfakcjonującym i wiem, że właśnie to chcę w życiu robić. Ale błagam, nie w podstawówce.


Na drugim kierunku jest idealnie. Kameralna atmosfera, bo osób 30, ludzie, o dziwo, są bardzo przyjemni, przyjaźni, a wykładowcy są takimi promiennymi słoneczkami, którzy na wszystko się zgadzają, zajęcia prowadzą z humorem, nie straszą, ale wymagają. Trafiłem do studenckiego nieba. I oby tak było do końca studiów.

2 komentarze:

  1. heh, też w podstawówce nie chciałbym uczyć, mój chłopak uczy i ja mu bardzo współczuję xD

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też myślałem o byciu nauczycielem, ale tyyyyyyylko w liceum. Dzieci niet :D

    OdpowiedzUsuń