sobota, 22 marca 2014

"Ktoś mi wyjął balon z dupy"

Spotkałem się dzisiaj z M. To było już chyba nasze ostatnie spotkanie i przeżyłem coś w rodzaju katharsis. Nawet nie jest mi już żal. Nie czuję po prostu nic.

To była bardzo szczera rozmowa. Dowiedziałem się, że M. oszukiwał mnie już od prawie samego początku. Kiedyś, w tajemnicy przede mną, w nocy wyjechał z domu. Pojechał do HaHu. Chciał się zabawić, poprawić sobie humor. To było półtora roku temu. Od tamtego czasu utrzymuje w sekrecie przyjaźń z 50-kilku letnim facetem, którego tam poznał. Kupił nawet nowy telefon i nowy numer, żeby móc z nim utrzymywać kontakt. Ten facet jest bardzo bogaty, ma swoją restaurację, a M. był nawet kilka razy u niego w mieszkaniu na pysznym makaronie z krewetkami.

M. kiedyś zamienił się telefonami z wujem. On wziął nowy telefon od wujka, a swój stary dał wujkowi. Tylko że tym wujkiem nie okazał się wujek, a były chłopak, z którym M. przez całe trzy lata utrzymywał kontakt i czasami się spotykali.

M. niedawno poznał P. P. miał być jego kolegą z pracy. Kilka dni temu okazało się, że moja przyjaciółka widziała ich razem w Poznaniu i aż zapytała mnie czy my jesteśmy jeszcze razem, bo widziała M. w pociągu  z jakimś facetem  i zachowywali się tak, jakby coś ich łączyło. Trzymali się bardzo blisko siebie, szeptali coś do uszu, P. pomagał M. zakładać kurtkę, strzepywał mu coś z ramion. Wracali razem kilka razy. Okazało się, że P. nie jest kolegą z pracy, a znajomym, którego M. poznał właśnie w pociągu. P. z M. niby nic nie łączy, ale M. twierdzi, że jest przystojny, dobrze wykształcony (obecnie robi doktorat z historii), bogaty. Dobrze im się rozmawia.

Spotkałem się dziś z O. Musiałem się komuś wygadać, bo chodziłem już po ścianach w domu. Przez ostatnie kilka dni czułem się jak w piekle, dostawałem na głowę, nie kontaktowałem, liczył się tylko M. Podczas rozmowy z nim to wszystko ze mnie zeszło. Już nie ma żalu, nie ma rozpaczy. Kocham go nadal i to jest pewne, ale wiem też, że to już nigdy nie wróci. Już nigdy nie położę się obok niego, nie zasnę przy nim i nie obudzę się, nie będzie porannego seksu, nie będzie chwalenia jego ciała. Nie będzie niczego. O. powiedziała dziś, że kiedy rozeszła się swoją M. (bądź od niedawna T., jak on/ona woli by ją/jego nazywać), poczuła się jakby ktoś "wyjął jej balon z dupy". Dokładnie tak samo czuję się dzisiaj ja. Żałoba się skończyła, wszystko uleciało. Zastanawia mnie tylko dlaczego? Bo okazało się, że nie był taki idealny, jak myślałem, że jest? Czy gdzieś głęboko w sobie szukałem powodu, dla którego okaże się, że to nie tylko moja wina?

Nie chcę być sam. Kolejny raz okazało się, że mity o gejowskim światku są prawdą. Zdarzyło się to mnie, osobie, która chciała udowodnić wszystkim dookoła, że nie jest tak, jak mówią, że można żyć normalnie.

Nie chcę być sam, ale czy będę w stanie komuś jeszcze zaufać? Czy po związaniu się z kimś nie zostanę znów tak piekielnie zraniony, że dowiem się po trzech latach i pół roku, że nasz związek jest jednym wielkim kłamstwem, że mój partner toczy podwójne życie?

Nie chcę być sam.

4 komentarze:

  1. Cóż tu można powiedzieć... Okropnie to przykre, że tak Cię potraktowano. Pozostaje życzyć, by Ci się szczęśliwie ułożyło i byś spotkał dobrego, porządnego faceta na jakiego zasługujesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm, kurcze, dziwnie troszkę, mam nadzieję, że czas załagodzi Twój smutek i że jeszcze nie straciłeś całkowicie wiary w facetów... a jeśli tak, to mam nadzieję, że szybko udowodni Ci ktoś, że jednak uczciwi i wierni geje również istnieją... ściskam internetowo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi przykro. :( Zaufanie to podstawa, ale jeżeli choć raz zostanie nadszarpnięte, to ciężko potem innym osobom go odbudować. Ściskam internetowo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po każdej burzy wychodzi słońce, także trzeba wziąć się w garść i do przodu, na podbój świata! :]

    OdpowiedzUsuń