środa, 16 kwietnia 2014

Jeszcze się nie zaczęło, a już się skończyło

Zawsze tak jest, że jak zaczynam się za szybko cieszyć, to nic z niczego nie wychodzi.
Bo co ma wyjść, jeśli każda propozycja spotkania kończy się wiadomością: "przykro mi, ale nie mam czasu", "przykro mi, ale te filmy już widziałem", "przykro mi, ale jestem już umówiony z przyjaciółką"? Pisanie na fb i mijanie się na korytarzach uczelni mi nie wystarcza. Zresztą to pisanie... Chyba raczej odpisywanie na moje wiadomości. No cóż, pozostaje mi tylko dalsze patrzenie w bistro i przesyłanie uśmiechów z Ł.

Gejowski światek jest okropny. Nienawidzę fellow, czuję się tam jak szmata. Wszyscy odwiedzają, decyduje się napisać kilka osób. Po pierwszych wiadomościach z tych kilku osób pozostają dwie. Jedna z nich przestaje się odzywać po wysłaniu hasła do zdjęć, a z drugą kontakt urywa się po tygodniu.
Są też inne osoby. Takie, które co godzinę pytają "jak masz imię?". Dobra, rozumiem, że jest tam sporo ludzi i z każdym można pisać, ale do cholery, żeby nie pamiętać imienia osoby, z którą się pisze już jakiś czas? Tak, może to dlatego, że nie pokazałem kutasa/dupy/klaty. Może wtedy łatwiej jest zapamiętać, połączyć. Są też osoby, które mają pięknie opisane wymagania, oczekują miłości, prawdy, zaufania, a po dwóch godzinach rozmowy okazuje się, że to tylko przykrywka, znowu chcą wiedzieć, ile mam cm i czy idę do łóżka na pierwszej randce.

To nie jest miejsce dla mnie. Nie chcę w tym uczestniczyć.
Może nawet nie mam na to czasu.

2 komentarze:

  1. Taak, fellow to syf totalny... Ale podobno nie zawsze tak było, tylko ostatnio tak zszedł na psy...

    OdpowiedzUsuń