środa, 6 sierpnia 2014

Miasto samobójców

Moje miasto nazywane jest czasami miastem samobójców. Nie bez powodu.
Jest tu takie jedno urocze miejsce, w którym średnio raz na dwa - trzy miesące ktoś ginie. Niby jest w centrum miasta, ale niby na uboczu. Między najstarszą częścią cmentarza a działkami rekreacyjnymi. Trochę tu drzew, bagna, płynie rzeczka, cisza, spokój, słychać ptaki, czasami dochodzi dźwięk ludzi z pobliskiego basenu letniego. Jest też mostek, na którym zbiera się młodzież i czasem pije. Ale ogólnie to miejsce puste, czasami tylko ktoś tu przejdzie, wybierając drogę na skróty do swojego ogródka. No i są tory. Tory relacji Poznań - Szczecin, więc pociągi jeżdżą tu co chwilę. 


Kilka dni temu kolejna dziewczyna odebrała tu sobie życie. Po prostu położyła się na torach i czekała, podczas gdy jej rodzina rozpalała grilla na swojej działce niedaleko tych torów. Dzień po tym jej chłopak próbował się powiesić, ale go uratowali i teraz przebywa na leczeniu w szpitalu. 
Miasteczko w takich sytuacjach zawsze wybucha i aż huczy od plotek. Wszyscy wiedzą dlaczego, jak, po co, kto widział, kto nic nie zrobił. I od razu wszyscy znają szczegóły z życia tej osoby. Była taka owaka, robiła to, tamto...


Właśnie siedzę w tym miejscu. Zabrałem swoją ulubioną książkę, czytam ją chyba 10 raz. Mam też ze sobą słuchawki, które grają moją długą playlistę ze Spotify. 


Musiałem wyjść z domu. Nie wiedziałem, dokąd iść, więc przyszedłem tutaj. Pokłóciłem się z mamą, do której nic nie dociera. Nawet wizja mieszkania na ulicy, która jest tuż za rogiem. Po prostu wie lepiej i nic do niej nie przemawia. 
A ja już nie mam siły myśleć o tym każdej nocy. Nie mam siły nie spać do 4 nad ranem, bo myśli i narastające zdenerwowanie mi na to nie pozwalają. 
Nawet porozmawiać nie mam z kim. Jedyną osobą był M. Ale M. już nie ma. I nie będzie. I chyba nigdy go nie było. Moja najlepsza przyjaciółka, O., też ma mnie od jakiegoś czasu w dupie, nawet się nie odezwie, a na moje wiadomości odpisuje po kilku dniach, chociaż ciągle jest on-line. 


Wróciłem też na fellow. Z nadzieją, że może tym razem... Ale nie. Też nie. Kilka wysłanych wiadomości, zero odpowiedzi. To tylko dlatego, że mam swoje zdjęcie. Jakoś wszyscy odpisywali, gdy zdjęcia nie miałem. Przestawali pisać, gdy podawałem hasło. Dlatego właśnie ludzie nie chcą się pokazywać. Dlatego nie wstawiają swoich zdjęć. To najzwyczajniej w świecie boli. Zwłaszcza, gdy dzieje się za każdym razem. 


Wciąż tu siedzę. Nie chcę wracać. I chcę już wyjść. Chcę wysiąść. Chcę być wolny.  

3 komentarze:

  1. Prędzej, czy później każdy tam wraca. Ten portal jest jakiś przeklęty...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Pokłóciłem się z mamą, do której nic nie dociera. Nawet wizja mieszkania na ulicy, która jest tuż za rogiem. Po prostu wie lepiej i nic do niej nie przemawia.
    A ja już nie mam siły myśleć o tym każdej nocy."

    nie bierzesz przypadkiem na swoje barki zbyt wiele...?

    OdpowiedzUsuń
  3. Tory relacji Poznań - Szczecin... Sądzę, że nasze miasta mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby nam się wydawać.

    Ludzie uwielbiają sensacje i niekiedy sami szukają ich na siłę. Przerywają one wszechobecną nudę i monotonie. Dzięki nim jest co robić, o czym mówić. Coś się dzieje. Jedni karmią się nieszczęściem drugich...

    Wyobrażam sobie, jak się teraz czujesz. Tak właściwie, to ja sam często czuję się podobnie i miewam zbliżone do Twoich przemyślenia. Również czuję się samotny w tym pozbawionym jakichkolwiek zahamowań tłumie złożonej z ludzkiej masy. To boli.

    Ostatni akapit powyższego wpisu długo pozostanie w mojej pamięci. Prawdziwy majstersztyk w swojej prostocie i przekazie.

    Trzymam za Ciebie mocno kciuki i życzę powodzenia. Wierzę, że uda Ci się szczęśliwie przebrnąć przez te życiowe huragany. Nie poddawaj się! :)

    OdpowiedzUsuń