czwartek, 4 września 2014

Zawiń mnie w dywan

Kiedy ostatnio czymś się pochwaliłem na blogu, okazało się, że nic z tego nie wyszło, a na drugi dzień wszystko się posypało. Może to znak, że nie powinienem się niczym tutaj chwalić, a pisać jedynie w czasie przeszłym.

Dlatego nie pochwalę się, że już naprawdę nie mogę doczekać się października, bo w październiku wreszcie zobaczę się na żywo z kimś, kto mieszka całe 400 kilometrów ode mnie, a z kim od 3 tygodni spędzam całe dnie wirtualnie, a to już nie wystarcza, ale ośmiogodzinna podróż pociągiem w jedną stronę to mordęga, więc czekamy, aż zacznie się rok akademicki, kiedy razem będziemy na miejscu, a czasu nie zostało znowu aż tak wiele.

Staram się nie przywiązywać, nie oswajać, nie myśleć, bo w październiku może się okazać coś zupełnie innego, ale jest mi strasznie trudno, kiedy on pociąga mnie w tak wielu różnych płaszczyznach, kiedy okazuje się, że jest laureatem dwóch olimpiad przedmiotowych, na studia dostał się poza kolejnością, a materiał studiów, na które się wybiera, już doskonale zna i to on może oblewać egzaminatorów, kiedy okazuje się, że w wieku 16 lat pisał dla rozrywki prace na temat książek, które ja poznaję dopiero na studiach, że mimo tak młodego wieku, ma na swoim koncie już kilka publikacji, kiedy okazuje się, że tak bardzo mi się podoba, a całe dnie możemy rozmawiać o wszystkim i niczym. I zawiesieliśmy nasze konta na fellow, bo od kiedy ze sobą piszemy, nie wchodzimy tam wcale. 

Nie chciałem pisać, ale napisałem, teraz czekam do jutra, żeby sprawdzić czy siła mojego bloga (która wcale nie jest siłą bloga, lecz tylko i wyłącznie moją, ale w głębi duszy boję się do tego przyznać) naprawdę jest taka destrukcyjna. Oby okazało się, że nie.

1 komentarz:

  1. Słowo pisane ma zaskakującą moc stwórczą czy też moc 'zadziania się'. Sam mam podobne odczucia, najlepiej się wstrzymać i pisać później w czasie przeszłym.

    OdpowiedzUsuń