sobota, 21 marca 2015

Powroty

21 marca. Kolejne urodziny. Kolejne, w które spotyka mnie coś takiego. 
Przy drzwiach stoi walizka z częścią moich ubrań. Dlaczego tam stoi?
Otóż M. stwierdził, że powinienem wrócić do domu. Chociaż na jakiś czas.
Stwierdził, że czuje się za bardzo związany, a on nie nadaje się do związku, potrzebuje swobody, tęskni za singielskim życiem.
Czuje to już od jakiegoś czasu, ale miał nadzieję, że mu przejdzie. Dlatego ostatnio tak się zachowywał. Nie przeszło. Walczył ze sobą, chciał to naprawić, ale nie wyszło. Dlatego mam na jakiś czas wrócić do domu. Wszyscy chyba wiemy, co to znaczy, że "na jakiś czas" mam wrócić, a potem się zobaczy.

Swobody? Ale czy ja mu ją odbierałem? Czy ja go w jakiś sposób blokowałem? Nie pozwalałem na coś? Miał wszystko, co chciał. Mógł ode mnie odpocząć, kiedy całe dnie spędzałem na zajęciach, a on miał ich mało. Ja mogłem odpocząć od niego, kiedy pracował w weekendy. Dużo rozmawialiśmy, dyskutowaliśmy, robiliśmy mnóstwo rzeczy razem, kilka osobno.  Ale M. się znudził. Nie chce tak żyć. Nie chce wracać do mieszkania, w którym ktoś dla niego pierze, sprząta, prasuje i codziennie gotuje, wymyśla nowe dania, uwzględniając wszelkie zachcianki. Teraz będzie sam gotował. Albo i nie. Jest jeszcze R., nasz współlokator. Z R. w ogóle jest dziwna sytuacja. Zanim poznałem M., R. był jego bliskim przyjacielem, mieszkał gdzieś na drugim końcu Poznania. Do tego stopnia bliskim, że sypiali ze sobą, kiedy O., przyjaciółka M., która wtedy jeszcze tu mieszkała, spędzała noce poza domem. Kiedy poznałem M., R. nazwał mnie przyjebem. Z zazdrości, że teraz już nie będzie mógł z nim sypiać. M. obraził się na R., że ten tak nazywa swojego chłopaka. Kiedy się tu wprowadził, gdy O. przeprowadziła się do swojego chłopaka, ich kontakt był prawie zerowy, M. ciągle narzekał na R., mówił, że to najgorsza osoba, jaką w życiu spotkał. A cóż ostatnio? M. znów zwierza się R. R. znowu jest najlepszym przyjacielem. Jak dziś zostanę w domu, będą znów spali ze sobą?

Cóż ja? Czeka mnie kupno biletu miesięcznego, bo bez M. nie stać mnie na to, żeby dalej samemu mieszkać w Poznaniu. Znów zacznę nastawiać budzik na 5, wracać po zajęciach o 22, spać kilka godzin i głowić się, co mam robić między zajęciami, w kilkugodzinnych okienkach. Przyzwyczaję się. Całe cztery lata tak było, to dlaczego miałbym się nie przyzwyczaić po przerwie?
Tak, jak przyzwyczaję się do samotnych nocy. Sporo czasu minie, zanim dojdzie do mnie, że nie mogę się do niego przytulić i szybko zasnąć. Znów będę przytulać poduszki i liczyć na odrobinę ciepła.

Kolejne urodziny. W zeszłym roku, tego samego dnia, też mnie ktoś zostawił. Może to już taka tradycja.

2 komentarze:

  1. Nadogrliwość jest gorsza od faszyzmu, a wlazłodupstwo czasem uwiera. Skoro dużo rozmawialiście to nie wyczułeś, że on potrzebuje trochę swobody. Wiem to takie mało zręczne, ale czasem może lepiej się mijać w mieszkaniu bez spięcia w obwodach jak podsycać atmosferę.
    Człowieka, który nie ma humoru nie pyta się co Ci jest tylko przechodzi się obok niego. Przećwiczyłem to wielokrotnie z 979 i jemu też to mówiłem. Dziś, jak któryś z nas nie ma humoru, drugi w ogóle go nie zaczepia, a wręcz omija. Jutro też jest dzień.
    Wiem to tylko mały wycinek, ale taki usprawniający relacje.
    Po za tym pozostaje seks, który jest spoiwem nawet najgorszego związku. To szeroki temat, ale szczególnie dba się o dobre relacje łóżkowe. Może z R mu było lepiej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi przykro...

    Dasz sobie radę?

    OdpowiedzUsuń