piątek, 3 kwietnia 2015

Ucieczka

Stało się.
Uciekłem.
Pojechałem dziś do Poznania samochodem, zabrałem wszystkie swoje rzeczy, kiedy M. pojechał już do domu, a R. był w pracy.
Jakoś nie miałem odwagi powiedzieć tego M., pakować się przy nim. Zrobiłem to po cichu, w tajemnicy, bez zbędnego upokorzenia i trudnych rozmów. Zorientują się, jak wrócą do mieszkania.
Decyzję podjąłem dopiero wczoraj, kiedy usłyszałem rozmowę i okazało się, że M. żałuje, że pozwolił mi zostać i już go wkurwiam. Kiedy R. powiedział, że jego od początku wkurwiałem i M. ma przemyśleć swoją decyzję. Poza tym M. ma zamiar zrobić mieszkania kurwidołek i codziennie sprowadzać innych facetów. W końcu jest za młody na związek, chce się wyszaleć. I nie, nie hiperbolizuję, to jego własne słowa. Chce się bzykać z kim popadnie, bo jest młody i może.

Nie będę się pchać tam, gdzie mnie nie chcą. Nie moja bajka.
Od środy kupuje nowy bilet miesięczny i wesoło, z uśmiechem i pieśnią na ustach dojeżdżam. Na szczęście już kwiecień. Już z górki. Nie może być źle.
Moje życie towarzyskie znowu będzie na poziomie -50.
Biedny K., który już zaczął się wkręcać w naszą znajomość, będzie musiał zrozumieć, że "nie, nie mogę, bo ostatni pociąg odjeżdża o...". Albo i nie zrozumie. Wtedy moje życie towarzyskie znów będzie na poziomie -100. Jak zawsze, nic nowego, wracamy na stare śmieci.

Tymczasem odpoczywam. I wspaniale spędzę czas z świątecznym jedzeniem. Z świętami, które nie mają dla mnie żadnego znaczenia, bo nie wierzę.

3 komentarze:

  1. W nerwach to się przeróżne rzeczy wygaduje niekoniecznie szczere, ale takie które mają dojebać przeciwnika, stąd o tym kurwidołku to takie jest założenie, aby dowalić, natomiast tak nie będzie, bo wiadomo jakie jest środowisko, codzinnie nie będzie w stanie kogoś sobie sprowadzać.
    A święta - poprostu dodatkowe dni wolne od pracy i u niektórych we względnym spokoju, choć tych jest chyba mało. Przeważnie jakieś rodzinne spotkania, które większości wychodzą bokiem, ale mniejszość je organizuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. i bardzo dobrze, po co siedzieć tam, gdzie nas nie chcą - wracałbyś codziennie zestresowany i nie czułbyś się tam dobrze [wiem, co mówię, miałem kiedyś podobnie]
    spróbuj to potraktować jako nowy początek - ja miałem milion takich początków, mi przynajmniej to wracało wiarę w siebie :)

    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń