piątek, 24 lipca 2015

Spontaniczność

Moje wakacje ograniczają się do egzystowania. Nie żyję, wegetuję.
Leżę, śpię, jem, czytam, oglądam Charmed (tak, kolejny raz), leżę, śpię, jem, czytam, oglądam...
Poznaję ludzi, ale jak to zwykle bywa, kontakt urywa się po kilkudziesięciu wiadomościach i nic z tego nie wychodzi. A B. i tak odzywa się tylko raz w tygodniu.
Pracuję, nawet udzielam korków dla niedobitków, którzy są młodsi ode mnie o dwa lata, a wciąż tkwią w liceum i mają egzaminy komisyjne. Świetna praca, to jak wtaczanie kamienia przez Syzyfa. Mam nadzieję, że czegoś się nauczą i mój czas na pójdzie na marne. Przynajmniej robię sobie powtórki z lektur. I zarabiam.
Przed chwilą kupiłem bilety do Warszawy. Stwierdziłem, że nie będę siedział na dupie przez całe wakacje i się opierdalał, dlatego we wtorek jadę do stolicy. Tylko na jeden dzień, wyjeżdżam z domu o 4, wracam o 23:30, mam nadzieję, że zdążę zobaczyć to, co chcę. Ostatnio byłem w Warszawie jeszcze w podstawówce, więc nawet nie wiem, jak tam wygląda. Pewnie się pogubię już w drodze do Centrum Nauki Kopernik, choć droga z dworca wydaje się taka prosta. Oby pogoda dopisała. Co ciekawe, każdy portal z pogodą ma inną na ten dzień prognozę. Może padać, może być burza, może być grad, może być słonecznie i upalnie. Wiem tylko, że nie będzie śniegu.

No nic, wracam do swojego lenistwa. I planuję trasę zwiedzania.

1 komentarz:

  1. zatem mam nadzieję, że stolica spodoba się przynajmniej troszkę :)

    OdpowiedzUsuń