sobota, 15 sierpnia 2015

Chwiejność

Sam nie wiem, co myśleć.
Dzisiaj było idealnie. Widzieliśmy się z K. pierwszy raz w życiu, a rozmawialiśmy ze sobą tak, jak znalibyśmy się co najmniej kilka lat i bylibyśmy dobrymi przyjaciółmi. Ani przez moment nie było niezręcznej ciszy, cały czas któryś z nas coś mówił, opowiadał. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło, zawsze bowiem następował jakiś moment ciszy, skrępowania, z których trudno było wybrnąć.
K. był też pierwszym facetem w moim życiu, który wpadł na pomysł, że może mnie odebrać z dworca, a potem się gdzieś przejdziemy. To miłe, bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. Żaden inny nigdy tego nie zaproponował, a spotykaliśmy się gdzieś indziej.
I mimo że to wszystko wróży dobrze (K. nawet zaprosił mnie do siebie, ale odmówiłem, bo poznawanie jego współlokatorów i spędzanie z nimi wieczoru/nocy w tym samym dniu, w którym dopiero poznałem K. wydało mi się zbyt daleko idącym krokiem - uroki bycia cholernym introwertykiem. Żałuję, bo mogłem się świetnie bawić i poznać się lepiej, ale wolałem nie. Nie na pierwszym spotkaniu), to wydaje mi się, mam takie przeczucie, że będzie jak zwykle i i tak nic z tego nie wyjdzie. Nie nastawiam się więc na nic. Będzie, co ma być.

Nie ukrywam, że chciałbym się wreszcie znów zakochać. Tak po prostu. Mieć z kim spędzać czas, mieć kogo zabrać do kina i teatru, mieć z kim zjeść kolację, mieć dla kogo się starać.
Ale jeśli tym razem znowu nie wyjdzie, usuwam wszystkie swoje konta na dziwnych portalach, odinstalowuję aplikacje i skupiam się na czymś innym. Szkoda mi czasu i energii na coś, co nigdy mi nie wychodzi. Może wyjdzie kiedyś. Ale wtedy już zdziadzieję i tym bardziej mi to nie wyjdzie.
Cóż, może nie jest mi to pisane.

Tymczasem czekam na K.

3 komentarze:

  1. Bynajmniej nie mam zamiaru oceniać Twoich wyborów lecz śmiem przyznać, iż postąpiłeś bardzo roztropnie w związku z otrzymanym zaproszeniem. Podjęcie takiej decyzji z pewnością wymaga pewnej dozy dojrzałości w działaniu.

    Trzymam kciuki, aby wszystko toczyło się swoim pozytywnym rytmem. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Choler(yczny)ny ekstrawertyk jakim sam jestem, zdecydowanie też wolałby przy pierwszym spotkaniu spędzić czas kameralnie, niż uczestniczyć w tłumnej imprezie. Z mojego punktu widzenia zatem to nie kwestia cechy osobowości a chęci dokładniejszego "obwąchania się" przy pierwszym poznaniu.

    Co do przeczuć... Nie polegałbym na nich aż tak bardzo. Często mimo, iż brzmią nam w głowie bardzo realnie płatają figle. Dla mnie grunt, to pozytywne nastawienie, które niemal całkowicie niweczy skutki samosprawdzających się negatywnych przepowiedni naszej podświadomości.
    Powodzenia !

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie dobrze, że odmówiłeś pójścia do niego. Ja bym na pewno nie poszedł do czyjegoś domu na pierwszym spotkaniu. Dla mnie by to było chyba za szybkie.

    Co nagle to po diable w końcu :)

    OdpowiedzUsuń