piątek, 4 września 2015

Cipa

Kiedy K. zaprasza mnie do siebie, po tym, jak odwołał kilka wcześniejszych spotkań (powody były ważne, zrozumiałem, wybaczyłem) i mam wrażenie, że tym razem jakoś wreszcie się do siebie fizycznie zbliżymy, okazuje się, że jednak nie.
Ja chciałem, K. też chciał, ale nie wyszło. Widziałem, że on chce, ale mu nie szło, a ja z kolei nie czułem się jeszcze zbyt pewnie, żeby się na niego rzucać. W naszych rozmowach jakoś tak się ułożyło, że wiszę mu masaż. Przypomniało mu się o tym. Położył się, kazał masować, usiadłem na nim (co za tyłek!), już miałem zacząć, kiedy zadzwonił jego telefon. Bardzo ważny telefon, który koniecznie musiał odebrać. Wstał (nie tylko on, widziałem na własne oczy!), odebrał i już się nie położył. Z masowania nic nie wyszło. Potem tylko usiadł obok mnie. I też nic!
Teraz pisze do mnie, że jestem cipą i to ja mam zrobić pierwszy krok. Dzięki, K., dzięki.
Może rzeczywiście czasami trzeba zaryzykować i niepotrzebnie nie bać się odrzucenia.
Teraz mam za swoje.

1 komentarz:

  1. a ja nawet lubiłem robić pierwszy krok, owszem, zawsze było ryzyko odrzucenia, ale co tam, bez ryzyka człowiek nic nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń