niedziela, 13 września 2015

Relacje

Albo ja czegoś, kurwa, nie rozumiem, albo to ludzie są pojebani, albo to ze mną jest coś nie tak.

K. chciał, żebym do niego przyjechał, został na noc. Ucieszyłem się, pojechałem. Niczego nie zakładałem, to miał być miły wieczór z noclegiem, do niczego nawet nie miało dojść.
Tak jednak się stało, że doszło. K. dotykał mnie podczas oglądania filmu po klatce piersiowej, ramionach, szyi, przez co zupełnie nie wiedziałem, o co w tym filmie chodzi. Zauważył drżenie moich mięśni, przyspieszony oddech, mocniejsze bicie serca. Obracał to nawet w żart.
Kiedy znaleźliśmy się w łóżku, zobaczył to samo, powiedział: "Ja wiem, o co ci chodzi, jesteś napalony". Miał rację. Sam zresztą dotykał mnie po udach, chyba nawet specjalnie. Zacząłem go całować, dotykać, ale K. stawiał opór. Zrezygnowałem więc, przytuliłem się tylko i myślałem, że zaśniemy. Tyle że wtedy to K. wkroczył do akcji. Dobrał się do moich majtek, jednocześnie nie pozwalając dotknąć w ogóle zawartości swoich. Zrobił swoje i... poszedł spać. Dziwne, mówię, ale ok, może nie chcieć, ma prawo, muszę to uszanować.

Rano mieliśmy wyjść razem, bo zmierzaliśmy w tym samym kierunku, ale K. poprosił mnie, żebym wyszedł wcześniej, bo ma jeszcze "kilka spraw do załatwienia w domu", a moja obecność będzie go krępować. Zaczęło się, pomyślałem, spławia mnie. I chyba miałem rację. Odezwał się, później zamilkł, a kiedy pod koniec dnia zapytałem czy wszystko w porządku, odpowiedział tylko: "Nie do końca. Odezwę się jutro. Dobranoc!".
Może to znowu ja tylko nadinterpretuję wszystko na swoją niekorzyść, ale wydaje mi się, że doskonale wiem, co jutro (a właściwie to już dzisiaj) usłyszę. A może to wcale nie chodzi o mnie, a w domu stało się coś, przez co nie ma ochoty rozmawiać i dlatego odezwie się jutro?
Może, może, może...

1 komentarz:

  1. no oby Twoje domysły się nie sprawdziły, bo należy Ci się w końcu odrobina spokoju i szczęścia :>

    OdpowiedzUsuń