sobota, 6 lutego 2016

Zmieniam się

Zawsze stroniłem od ludzi. Czułem się w domu bardzo dobrze, nie lubiłem z niego wychodzić. Jeśli miałem się z kimś spotkać, to w mieszkaniu moim, jego, ewentualnie na spacerze. Jeśli ktoś proponował kawę i ciastko w jakiejś kawiarni, to robiłem, co tylko mogłem, żeby tego uniknąć. Wolałem zrobić w domu ciastko sam i zaprosić do siebie lub wziąć zrobione przeze mnie ciastko ze sobą do osoby zapraszającej.
Na piwie na mieście nie byłem nigdy. Moja noga nigdy nie przestąpiła progu żadnego klubu, baru, knajpy. Po prostu nie. Znajomym ze studiów zawsze odmawiałem wszelkich wyjść, imprez, ukrywając się za swoimi dwoma kierunkami studiów i wiecznym brakiem czasu, choć tak naprawdę czas by się znalazł, ale ja po prostu nie miałem na to ochoty.
No i znajomych jakoś też zbytnio nie miałem, z którymi mógłbym gdzieś wyjść, a koledzy ze studiów przestali cokolwiek proponować, jak już ze sto razy odmówiłem.

Wszystko się ostatnio zmieniło. To chyba za sprawą Biologa, który pokazał, mi że takie miejsca są bardzo piękne i wiele z nich zasługuje na to, by do nich wracać. To Biolog zabrał mnie na piwo do fajnej knajpy we Wrocławiu i to z nim pierwszy raz piłem piwo na mieście. On pokazał mi kilka fajnych kawiarni.
I od tego czasu chciałbym z tych miejsc nie wychodzić. Nie chce mi się siedzieć w domu. Chcę wyjść do ludzi, chcę pić kawę (chociaż przez całe 23 lata swojego życia nie mogłem patrzeć nawet na jej opakowanie, bo tak jej nie znosiłem). Chcę chodzić z ludźmi na dobre ciasta i pić wieczorem piwo w jakimś fancy miejscu (i nie mam tu na myśli żadnej szalonej imprezy-popijawy), a zwykłe, kulturalne wyjście).
Ale nie mam z kim.
Zawsze mnie dziwiło, że ludzie tak spędzają czas, że mają mnóstwo różnych znajomych, z którymi ciągle gdzieś wychodzą i chyba nawet takim życiem gardziłem.
A teraz chcę wychodzić, chcę odkrywać, chcę poznawać, chcę mieć z kim porozmawiać.
Chcę.
Ale nikogo nie ma.

4 komentarze:

  1. Nie, no nie od razu Rzym zbudowano. Istotne, że w ogóle zacząłeś wychodzić z domu na m-to i spotykać się z ludźmi, choć to na początku jest złudne, bo ci ludzie są tłem Twojego pobytu w terenie. To jeszcze nie znajomi, jeszcze nie zrobiłeś selekcji. To wymaga czasu, ale pierwszy krok się liczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba korzystać z tego co nam daje życie, z tego co nam daje życie w mieście, z tego co dają nam inni ludzie.Wiem, że czasami nam wydaje się, że nie ma nic lepszego od siedzenia w domu, ale jak już się wyjdzie, to nie chce się wracać.

    Pozytywnych wrażeń życzę w odkrywaniu świata :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha, ja tak miałem przez pierwszy rok studiów. W kolejnych latach wkręciłem się w takie domówki, wyjścia, spotkania ale za to moim znajomym już się odechciało. Taka kolej rzeczy. Ale to dobrze. Jak będę we Wrocku to będziesz miał z kim iść:))

    OdpowiedzUsuń