wtorek, 20 września 2016

Miłość w stolicy

Dokładnie rok temu temu, jakoś w listopadzie, kiedy zawitałem do Warszawy na konferencję naukową, poszedłem ze swoją przyjaciółką do Łazienek. Aura była piękna. Jesień, zimno, liście, znicze poustawiane na ścieżkach, aby z nich nie zboczyć. I wtedy, podczas rozmowy z K., a był to dla nas dość trudny okres, powiedziałem, że fajnie byłoby przyjść kiedyś do Łazienek ze swoim warszawskim facetem. Na bardzo uroczą randkę w tych pięknych okolicznościach. Faceci tutaj wydawali mi się jacyś inni. Może dlatego, że żadnego z nich nie znałem, w przeciwieństwie do tych poznańskich, których mordy znam już na pamięć, bo od wielu lat nieprzerwanie wyskakują z różnych portali i aplikacji. Marzenie takie, rzucone na wiatr. Może nawet trochę dziecinne. 

Rok później (no, prawie rok, do listopada brakuje kawałka) jestem w Warszawie. Od czwartku gości mnie u siebie D. Według pierwotnych planów wracać miałem w niedzielę. Nie wyszło, więc miałem wrócić w poniedziałek. Ale to też nie wyszło, dlatego wracam dopiero dzisiaj. Gdyby nie fakt, że jutro muszę załatwić formalności w Poznaniu, bo jest na to ostatni dzień, D. pewnie nie wypuściłby mnie do domu jeszcze przez jakiś czas. No i właściwie to całkiem fajnie, bo i D. jest kochany, a i Warszawa jest sympatyczna. Jakoś do Poznania wcale mi się wracać nie chce. Wieczorne spacery po Łazienkach, nocna wizyta w niebieskiej bramie, w której zakochałem się wiele lat temu, oglądając jak szalony jeden z polskich seriali o prawniczce, który był nadawany w czasach, jak jeszcze byłem gówniarzem, kebab na środku ulicy i te bardzo urocze uliczki, wszystko to sprawia, że... Ech...

No i te Łazienki. To spełniające się marzenie dokładnie w tym samym miejscu, w którym wypowiedziałem je rok temu. Tak, D., spróbujmy. Tak, na pewno damy sobie radę.

Nie szukałem teraz nikogo. Tym bardziej na pewno nie w Warszawie, to ostatnia myśl, która przyszłaby mi do głowy. Ale D. pojawił się tak po prostu. Sam do mnie napisał, a rozmowa się tak po prostu potoczyła. No i wyszło tak, że najpierw on odwiedził Poznań, a teraz ja jestem w Warszawie i nie mam zamiaru się z niej ruszać.

Czy to dobry pomysł, żeby ładować się w relację, którą dzieli tyle kilometrów? Nie wiem. Wiem za to, że między Poznaniem a Warszawą nie jest wcale aż tak daleko, a pociągi jeżdżą dość szybko. 

Wiem, bańka, tarcza, te sprawy. Trudno. Może właśnie znalazłem miłość w stolicy.
A jeśli nie? To nic, pozbieram się, posklejam, nie pierwszy raz, o czym stali czytelnicy wiedzą najlepiej.

5 komentarzy:

  1. zatem powodzenia, może tym razem uda się :) trzeba w to wierzyć przynajmniej :) trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Good luck. A Warszawa to zajebiaszcze miasto, z całym szacunkiem do uroczej Pyrlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Samo zycie. Jak jest uczucie to uczucie przetrwa wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Warszawa da się lubić,
    Tutaj szczęście można znaleźć,
    Tutaj szczęście można zgubić...
    Warto nucić ta starą piosenkę ,
    a będzie Ci weselej.
    Czego Ci życzę.
    Provincjus

    OdpowiedzUsuń