niedziela, 9 lipca 2017

Oswajanie samotności

Znowu minęło trochę czasu. Ale, że mój blog jest tylko od narzekania (co ostatnio ktoś mi nawet wypomniał :P), to na narzekanie przyszedł czas.


Dużo się działo od ostatniego wpisu. Właściwie to i dużo, i prawie nic.


Plany były piękne, miała być przeprowadzka, miały być zmiany. Wyszło, jak zwykle. Nie ma przeprowadzki, bo przyjaciółka, z którą miałem zamieszkać, dostała propozycję nie do odrzucenia i wybrała inną opcję. A w momencie, w którym piszę tę notkę, trwa parapetówka, o której dowiedziałem się właśnie przez przypadek. A podobno jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi na świecie. No i prezent, który na tę okazję kupiłem, mnie też się w sumie przyda, bo kiedy była mowa ostatnio o tej imprezie, to przecież byłem pewien, że też na niej będę, więc w prezent się zaopatrzyłem wcześniej. Cóż.


Facetów nie chce mi się poznawać. To znaczy... fajnie by było mieć. Ale też z drugiej strony może nie. Zaczynam poznawać ludzi, ale kiedy ma dojść do pierwszego spotkania, to okazuje się, że jestem tak zajęty i zapracowany, że nie mam czasu przecież wyjść z domu. No, a tego samego dnia, w którym odmawiam komuś spotkania, mam to (nie)szczęście spotkać go w jakimś miejscu, do którego poszedłem. Hm. Trudno? Cóż.


Jeszcze Biolog sobie o mnie przypomniał. Wysyła mi wiadomości na temat tego, jak dobrze mu ze mną było i że chciałby do tego wrócić, bo już więcej nie pozna nikogo takiego, jak ja. I że od naszego rozstania jest sam. Dołącza do tego czasami swoje nagie zdjęcia. Nie wiem, może myśli, że się na to skuszę?

Oswajanie samotności wcale nie jest takie złe, jak mogłoby się wydawać. Lubię spędzać czas ze sobą. A spędzam go bardzo intensywnie. W samym czerwcu byłem 4 razy w teatrze, 3 razy w operze, na dwóch koncertach klasycznych i na koncercie Coldplay. Nawet prosto po wyjściu z pociągu z Warszawy, w której byłem w teatrze, od razu w Poznaniu szedłem na następny spektakl. No i jeszcze sesja pomiędzy tym wszystkim była. Bycie singlem ma swoje plusy, wszystkie zachcianki spełnia się samemu. Właśnie wtedy, kiedy się chce i jak się chce. Bez patrzenia na to, że ten drugi nie da rady/nie pasuje mu/nie chce/nie może. Zosia Samosia.
Mam swój komputer, swoje seriale, swoją muzykę, swoje gry, swoje wyjazdy, swoje teatry i opery, koncerty. Mam swoją pracę, swoje pieniądze, na które nie narzekam. Mam swoje sukcesy, swoje konferencje, publikacje i odkrycia. Mam siebie. I tak chyba już będzie zawsze.

W Irlandii nawet byłem. Pięknie tam. I ludzie jacyś... inni. Mili, pomocni, uśmiechnięci. Bez syndromu "Polish face".

Tak, tak, zdjęcie robiłem sam. Gdzieś pomiędzy Portmarnock a Malahide.

Zaczęły się wakacje, kolejna sesja zakończona średnią 5.0. Dwie punktowane publikacje muzykologiczne w drodze. Recenzje moje nawet ostatnio się zaczęły ukazywać. A wakacje spędzam w pracy, w niej też odnoszę sukcesy. I zaszywam się w archiwum, bo macanie starych nut pozwala odetchnąć i uciec. Cóż.


Wracam. Do siebie. 

3 komentarze:

  1. Dobry pomysł z tym oswajaniem. Tylko trzeba bardzo, ale to bardzo uważać żeby nie przesadzić, bo się nie tylko oswoi, ale i przywiąże i Cię nigdy nie opuści... :-/

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje średniej 5.0
    Co do samotności, warto ogarnąć temat ale jak wspomniał kolega Aberfeldy nie przesadzaj. Myśle ze warto zacząć szukać ( z czasem) kogoś z podobnymi paskami czy tez kogoś kto lubi być sam ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam dość podobnie :P i serio co ra bardziej lubię samotność :)

    OdpowiedzUsuń