środa, 18 grudnia 2013

Czarny

Wszystko jest źle.
Do związku wpieprzyła się przyjaciółka M. Nie rozumiem, jak przez dwa miesiące można się z kimś tak zbliżyć, że staje się ważniejszy niż 3 letni związek.
Nie rozumiem, jak to się dzieje, że woli się mówić wszystko przyjaciółce, a nie własnemu chłopakowi, jemu mówić tylko kłamstwa. Nie rozumiem, jak przyjaciółka może stać się ważniejsza niż chłopak.
Nie rozumiem, jak można wybrać przyjaciółkę, a nie chłopaka.
Nie rozumiem.
Nie rozumiem...
Nie rozumiem?

To będą wspaniałe święta. W ogóle ich nie czuję. Nie kupuję dla M. prezentu, nic też nie dostanę, nie złożę mu życzeń, nie ubierzemy razem choinki (co robiliśmy razem zawsze).

Nigdy nie czułem się tak samotny, jak czuję się teraz. Nie mam nawet nikogo bliskiego, z kim mógłbym pogadać. Był tylko on. A teraz go nie ma.

Poza tym dowiedziałem się, że zaczynam coraz gorzej wyglądać i mam jak najszybciej zrezygnować z drugiego kierunku. Koleżanki karmią mnie ciastkami, bo nie mogą na mnie patrzeć. Podobno schudłem. Ale jak może wyglądać osoba, która wstaje o 5, a kładzie się spać o 1 lub 2, spędza 12 godzin na uczelni, godzinę, a dwa razy w tygodniu dwie godziny w pociągu, nie je regularnie, bo nie ma czasu, nie ma czasu na nic poza czytaniem (chociaż na to i tak brakuje)?

Nie rozumiem.
Nie chcę.
Nie mogę.
Świat mi się wysypał.

środa, 9 października 2013

Coś złego

Zdecydowanie dzieje się ze mną coś złego.


Od jakiegoś czasu w ogóle nie potrafię dogadać się z moim M.


Na nowym kierunku pojawił się J. Przyjemnie mi się z nim rozmawia, jest nawet przystojny, inteligentny. Trochę przegięty i to bardzo mnie razi. Siedziałem kilka razy na wykładach obok niego i musiałem się powstrzymywać przed rozbieraniem go w myślach.


Czuję się strasznie. Jestem z M. już trzy lata. Zawsze powtarzaliśmy sobie, że pokażemy tym wszystkim złym gejom, którzy są ze sobą maksymalnie po 3 miesiące, że można stworzyć związek na całe życie. I cały czas nam się to udawało. Ale dzisiaj chyba nie ma już miłości. Jest bardzo dużo żalu, jeszcze więcej ciągłych pretensji i jeszcze więcej kłótni, które M. codziennie wywołuje.
Nie chcę go stracić. Nie mogę, bo bez niego sobie nie poradzę.


Co mam zrobić, żeby przetrwać? Ile mogę udawać, że wszystko jest dobrze, kiedy nie jest? Jestem zmęczony. Jednocześnie nie chcę go stracić na minutę z oczu, ale z drugiej mam dość kłótni, które chyba nigdy się nie skończą.
Nie wiem, jak sobie radzić.



Byłem dziś ostatni dzień na praktykach w szkole. Nadal nie lubię dzieci i nie chcę ich uczyć. Zawód nauczyciela jest wspaniałym zawodem, bardzo satysfakcjonującym i wiem, że właśnie to chcę w życiu robić. Ale błagam, nie w podstawówce.


Na drugim kierunku jest idealnie. Kameralna atmosfera, bo osób 30, ludzie, o dziwo, są bardzo przyjemni, przyjaźni, a wykładowcy są takimi promiennymi słoneczkami, którzy na wszystko się zgadzają, zajęcia prowadzą z humorem, nie straszą, ale wymagają. Trafiłem do studenckiego nieba. I oby tak było do końca studiów.

wtorek, 10 września 2013

Tak się dzieci uczą

Powiedzcie mi, drodzy blogowi nauczyciele, cóż ma począć biedny praktykant, który właśnie skończył sprawdzać kartkówki, z których wyszło mu 16 ocen niedostatecznych, a jutro ma prowadzić lekcję z tą klasą tak, żeby go nie zjedli?

Wczoraj wieczorem, idąc do jednego z wielu marketów w mojej mieścinie (mamy Tesco, dwie Biedronki, Netto, Lidla...), widziałem kilku młodych chłopców. Mieli może po 15-16 lat i byli tak charakterystyczni, że wiem, skąd dokładnie byli (trzeba przyjechać do mieściny, wtedy dowie się wszystkiego :P). Było ich czworo. Dwoje z nich, gdy tylko znalazło się w trochę ciemniejszej okolicy, takiej ścieżce na skróty do sklepu, od razu chwyciło się za ręce, a potem objęło i przebyło całą drogę do sklepu. Pozazdrościłem.

poniedziałek, 9 września 2013

Grzybobranie

Pierwszy dzień praktyk za mną.

Co dziwne, większość nauczycieli z podstawówki jeszcze mnie pamięta.
- Wiosenny, co ty tutaj robisz?
- Wiosenny, a grasz jeszcze?
- Wiosenny, ty chodziłeś do tej klasy?
- Wiosenny...
I tak przez cały dzień...

Motywem przewodnim dzisiejszego dnia jest... grzybobranie. Wiedziałem, że będę się nudził, bo nauczycielka ma trzy klasy piąte. I w każdej była dziś analiza fragmentu o grzybobraniu z Pana Tadeusza. Na szczęście nauczycielka nie pisze sztywnych konspektów (chyba nawet nie pisze w ogóle), jak nam to każą na studiach, dzięki czemu każda z tych lekcji była zupełnie inna i tylko dlatego nie umarłem w ostatniej ławce.

Dzieci, jak to dzieci, są głośne, przeszkadzają, mało mówią na temat, a najchętniej się śmieją. Może już w tym tygodniu przyjdzie mi się z nimi zmierzyć. Zobaczymy. :D

środa, 28 sierpnia 2013

Co tam? Gdzie tam?

Znowu tak długo nie pisałem. Nie chciało mi się. Miałem jedną gotową notkę miesiąc temu, czekała tylko na opublikowanie, ale stwierdziłem, że jest zbyt... intymna, żeby móc ją dodać.

Wszystko jest nie tak, jak ma być. Ciągłe kłótnie, niedopowiedzenia, przemilczenia, pretensje, kłótnie, niedopowiedzenia...

Ile można żyć w ciągłym strachu przed tym czy powiedzenie czegoś przez przypadek nie wywoła kolejnej kłótni?

Nie chce mi się już siedzieć w domu. Chcę wrócić na studia, przemęczać się, wracać późno do domu i do rana przygotowywać się do zajęć, czytać kolejne stosy książek.

Został mi ostatni tydzień wakacji, za chwilę zaczynam praktyki. Może wreszcie odzyskam chęci do czegokolwiek.




PS Mój blog przekroczył już 2000 wyświetleń, nie wiedziałem, że tak szybko to zleci.

czwartek, 18 lipca 2013

Obserwacje

We wtorek oficjalnie stałem się studentem drugiego kierunku.
Oczywiście, zaraz utworzyła się grupa na fb, do której dołączyłem. Na razie znalazło ją tylko kilka osób, ale już znalazłem wśród nich "branżowych"...

Nie wiem czy ludzie nie wiedzą, czy nie chcą blokować dostępu do swoich informacji? Przecież na fb można się wszystkiego o wszystkich dowiedzieć!

Chłopak - nawet przystojny, podane wszystko na tacy. Kilka ładnych zdjęć, aktywność na osi czasu, link do Instagramu. Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził. Chłopiec w  Instagramie śledzi bardzo dużo facetów. Posprawdzałem i ich, a tam wszędzie tagi #gay #gayguy. Kolejny krokiem było posprawdzanie znajomych na fb. I co? Znajome twarze z różnych portali, a nawet niektórzy wspólni znajomi.

Świat jest bardzo mały. No i ludzie jacyś tacy... nieostrożni.
Chociaż może to tylko nam tak łatwo stwierdzić kto jest "nasz", a kto nie?



niedziela, 14 lipca 2013

Śmierć

Czasami przychodzi nieproszona, nie daje szansy.
Teraz postanowiła przyjść po Coryego Monteitha.
Smutna to wiadomość. Współczuję jego rodzinie i Lei Michele.

Może nie powinienem się do tego przyznawać, ale jednak...
Dla kogoś, kto ogląda seriale, wakacje stają się zmorą. Nie ma seriali! Niektóre wrócą już we wrześniu, inne w październiku, a jeszcze inne dopiero w kwietniu (sic!).
Jak teraz czekać do września, kiedy tyle się dzieje?
Co będzie dalej w Glee? Teraz, kiedy wszystko miało się ułożyć, jeden z "głównych" bohaterów odchodzi. Jak zostanie rozwiązana ta sprawa, kiedy scenariusz całego sezonu jest już pewnie gotowy? Jak zostanie potraktowana Rachel? Pokocha kogoś nowego, wprowadzą dla niej nową postać? Jak odejście Finna wpłynie na losy pozostałych bohaterów?

Pojawia się dużo pytań, dużo wątpliwości. Ciekawi mnie, jak wyglądałby sezon, gdyby Finn się w nim pojawił. Trzeba tylko czekać.

PS W bloggerze wkurzają mnie też angielskie cudzysłowy.

PPS Odmiana imion i nazwisk obcych to ogromny kłopot! Pamiętam, jak męczyliśmy się na zajęciach z gramatyki z ćwiczeniami z książki Formy i normy... Katarzyny Kłosińskiej i teorią profesora Bańki Bańko (sam profesor nie chce, by jego nazwisko odmieniać). Inaczej w nazwiskach słowiańskich zakończonych na..., inaczej na..., inaczej w niesłowiańskich zakończonych na..., inaczej na...

PPPS Tak, wiem, I'm a Gleek. :D


czwartek, 11 lipca 2013

Basen

Wiosenny Chłopiec poszedł dzisiaj zadbać o swoje ciało. Pływał. Ani na chwilę nie zrobił sobie przerwy w godzinnym moczeniu się w basenie. Nie pamięta nawet, ile długości basenu przepłynął. Teraz tego żałuje, bo siedzi i marudzi, że wszystko go boli. Wszystko, wszędzie, nawet tam, gdzie nie wiedział, że może boleć.
Miał nadzieję, że popatrzy na różnych ciekawych ludzi. Ale nie patrzył, bo wszystkie ciasteczka jeszcze spały o tej godzinie. Towarzyszyła mu jedynie jakaś babcia z dziadkiem. A później dołączył kolejny dziadek z dwiema dziewczynkami, które szkolił tak, że aż się słabo robiło. "Wyżej pupa", "źle ręce", "powietrze wypuszczasz pod wodą", "najpierw ręce, potem nogi", "nie oszukuj, widzę, że masz zgięte łokcie".

Razem z nimi przyszedł też jakiś chłopak. Chyba zajmuje się pływaniem na poważnie, miał taaaaką klatę, taaaakie plecy i taaaaakie barki, że... Jedyny problem w tym, że miał jakieś 14/15 lat. No i pływał tak szybko, że kiedy razem z Wiosennym Chłopcem ruszał, mijali się w połowie basenu. Tyle że on już wracał...
Ale tak, to wina Chłopca. Za dużo waży i przez ostatni rok w ogóle się nie ruszał. Tylko czytał, uczył się, leżał, czytał. Choć waga dzisiaj pokazała mu, że ma wagę (tak, Chłopiec bardzo dobrze uczył się fizyki, więc wie, że powinno być "masa", ale to brzmi dla niego źle) idealną. Wzrost 188 cm i waga 82 kg to - według wydruku - ponoć idealnie. Ale Chłopiec wciąż marzy o tym, żeby warzyć tyle co dawniej. Wciąż pamięta, jak to wspaniale było mieć 65 kg, żebra na wierzchu, zapadnięty brzuch i wklęsłe policzki.
Może jeszcze do tego wróci. Trzeba się tylko ruszać. Trzeba tylko chcieć...

A na koniec piosenka, którą Wiosenny Chłopiec kocha od czasu, kiedy to poznał chyba z 8 lat temu Jeffa. Chłopaka, z którym się zaprzyjaźnił. Ten chłopak był bardzo specyficzny. Był gejem, Żydem, mieszkał w Warszawie, był ciut starszy (był w wieku, w którym Chłopiec jest teraz). Ale bardzo mądry Chłopiec nie zapisał nigdzie jego numeru GG (które wtedy było bardzo popularne i było jedynym środkiem komunikacji) i po awarii komputera już nigdy Jeffa nie odnalazł. Wchodził na czaterię, gdzie się poznali, ale jak tam kogoś nagle znaleźć? Ale piosenka powiązana z basenem i przywołuje wspomnienia.

 

PS Blogger mnie wkurza, bo nie ma twardych spacji, a mój pedantyzm nie pozwala by w jakimkolwiek dokumencie elektronicznym znajdowały się wiszące litery. I nie, wstawianie akapitów enterem nie załatwia sprawy.


piątek, 5 lipca 2013

Dylemat

Wpędziłem się w niemały kłopot. Od dawna myślałem o tym, żeby rozpocząć drugi kierunek studiów. A w tym roku, dzięki rozwiązaniom wprowadzonym przez UAM, mam ostatnią szansę, żeby zrobić to za darmo.
Miałem trzy kierunki, na które stawiałem. Po rozwiązaniu tego dylematu, pozostał mi jeden, na który jestem zdecydowany. Ale teraz znów pojawia się problem. Iść czy nie iść?
Plusów jest wiele. Będę miał dodatkowe kwalifikacje, będę mógł uczyć w zupełnie innego rodzaju szkołach, a ten kierunek w idealny sposób mogę połączyć z moim wymarzonym doktoratem.
Minusów także wiele. Najważniejszy jest chyba taki, że nie będę mógł już więcej układać na polonistyce planu tak, jak mi się podoba. Nie będę mógł wybrać znanych mi i polecanych prowadzących, tylko będę musiał wybrać to, co mi pasuje (czyli zapewne najgorsze osoby wydziału), bo na tym drugim kierunku plan narzucany jest odgórnie. Moje życie towarzyskie (choć marne) także ucierpi. Będę ciągle siedzieć na zajęciach. No i skończy się przesiadywanie w ukochanym bufecie ze znajomymi.
M. mówi mi, że mam się nie zastanawiać, tylko iść. O. trochę mnie od tego pomysłu oddala, a rodzice mówią, że to moja decyzja i mam robić, co chcę.
Ale ja nie wiem, co mam robić.
Co mam robić?

A na koniec piosenka, która choć nie do końca odpowiada mojemu gustowi muzycznemu (o ile "indie" odpowiada w stu procentach, o tyle "pop"...), ujęła mnie fantastycznym teledyskiem! :D


niedziela, 30 czerwca 2013

Sesja się skończyła, nauka się skończyła.
Czytanie się nie skończyło, teraz mogę czytać, co tylko chcę.
Wakacji dwa miesiące, od września praktyki.
Wróciliśmy do siebie z M. Wszystko wróciło. Kłótnie i problemy ze zdwojoną siłą, inaczej przecież nie mogło być.
Obawy, lęki, tajemnice.
Gitara.


A na koniec jeden z serii obrazków/komiksów, które niedawno znalazłem.

środa, 8 maja 2013

Call on me

Właśnie siedzę i piszę konspekt lekcji wychowawczej o asertywności, którą prowadzę jutro w ramach egzaminu z pedagogiki. Dlatego postanowiłem obejrzeć dwa ostatnie odcinki Glee, na co wcześniej nie miałem czasu, a pisanie prac jest zawsze świetną okazją do ich nie pisania.
Blaine, przybywaj do mnie i wyginaj dla mnie tak swoimi biodrami!


czwartek, 21 marca 2013

Tradycyjna rodzina

W tym semestrze zapisałem się na pewien fakultet. Rozmawiamy na nim o kulturze popularnej i o tym, jak tę wiedzę wykorzystać w edukacji polonistycznej. Rozmawiamy właściwie o wszystkim, głównie o kulturze, ale pojawiają się też tematy polityczne i inne.

Ostatnio rozmawialiśmy o czasopismach dla dzieci i młodzieży. Nie wygląda to dobrze. O tym, jaki z nich płynie wizerunek życia, młodzieży, dorosłych, szkoły, seksu, chyba mówić nie muszę, wierzę, że każdy choć raz w życiu miał w ręce "Bravo" lub inne tego typu pozycje.
I właśnie z rozmowy o tych czasopismach wzięła się rozmowa na temat tradycyjnej rodziny. Zagadnienie ciekawe, bowiem wspólna próba definicji rodziny tradycyjnej wykazała że:
- jest to rodzina wielopokoleniowa,
- są rodzice i minimum dwoje dzieci,
- z dziadkami istnieje silna więź,
- głową rodziny jest ojciec, natomiast matka - szyją, która kieruje głową.
Doszedłem do wniosku, że nie zbliżyłem się nawet na krok do tradycyjnej rodziny. Jestem jedynakiem, z dziadkami miałem bardzo słabe relacje (jedni mieszkali w innym mieście, odwiedzaliśmy ich raz na dwa miesiące, telefony jeszcze nie były popularne, przynajmniej ani my nie mieliśmy, ani dziadkowie także - kontakt zerowy, zmarli bardzo wcześnie, już prawie nawet ich nie pamiętam, pamiętam jedynie wszystkie złe rzeczy z nimi związane; drudzy dziadkowie mieszkali w tym samym mieście, kilka ulic dalej, ale to również mojego z nimi kontaktu nie ułatwiło, nigdy nie chciałem tam chodzić, pójście do nich traktowałem jak karę), a głową i szyją rodziny jednocześnie zawsze była moja mama.
Ja sam nie stworzę tradycyjnej rodziny, w ogóle nie stworzę żadnej, przecież jestem jałowy i wszystko, co stworzę będzie czymś jałowym, czego rodziną nazwać nie można.
A teraz najciekawsze: w dobie kryzysu demograficznego, upadku wartości wszelakich, polonista zobowiązany jest do dostarczania dzieciom i młodzieży prawidłowych wzorców, bowiem to polski jest tym przedmiotem, na którym głównie kształtować ma się światopogląd, a nie tylko wkuwać puste regułki. A robić to ma przez literaturę i swoją postawę. Tak, już to oczyma duszy widzę. Pomijam fakt, że w literaturze te wzorce nie zawsze są tradycyjne, o ile w ogóle można nazwać je wzorcami. Ale coś, czym dzieci można nakłonić do zakładania rodzin tradycyjnych zawsze się znajdzie. Tylko jak mam to zrobić ja? Polonista-gej mówić będzie dzieciom, że w przyszłości mają zakładać rodziny i rodzić dzieci, bo inaczej nie dostaną emerytury.  Tak, rzeczywiście będę wiarygodny.

Z innej beczki. Na zajęciach z pedagogiki, po nauczeniu się, jak robić socjogramy, które właściwie potrzebne są tylko do awansu zawodowego, bo relacje między uczniami wychowawca powinien umieć zaobserwować bez badań, przeszliśmy do kolejnego tematu. Temat był zagadką, a zaczął się od wyłonienia 5 osób, które miały wylosować karteczki. Na tych karteczkach napisane było, kogo dana osoba ma zagrać, a reszta grupy miała zgadywać. Osobistości były dość ciekawe: cyganka, kibic, rolnik, japoński turysta i, uwaga, uwaga  - HOMOSEKSUALISTA. Gdy zobaczyłem minę koleżanki, nie miałem pojęcia, co wylosowała. Zrobiła się czerwona, zaczęła się głupio śmiać, pokazywać kartkę innym koleżankom, chwaląc się, że wylosowała najgorsze, przecież jak ona ma to zagrać? Do pomocy wzięła inną koleżankę, którą chwyciła za ręce, zaczęła rozmawiać o kinie i o tym, kiedy wezmą ślub. Ktoś z sali rzucił tonem oburzonej moherowej babci: "To na pewno jest związek homoseksualny!". Cóż, reszta grupy miała niezły ubaw, ja pozostałem zniesmaczony. Chciałem się do tego zadania zgłosić jako chętny. Co bym zrobił, gdybym wylosował właśnie tę karteczkę? Nic. Nienawidzę stereotypów. Stanąłbym na środku i był sobą, myśląc, że na to wpadną. To właśnie jest homoseksualista, a nie chłopiec z "miękkimi nadgarstkami", jak to powiedziała prowadząca zajęcia (chodziło o to, że facetom łatwiej byłoby zagrać tę rolę, niż kobietom, bo kobiecy wzór homoseksualisty jakoś się nie utrwalił).


Wiosennego Chłopca, w dniu jego urodzin, w tym roku przywitała piękna zima.
Jak myślisz, Drogi Czytelniku, czy 21 lat pozwala mi dołączyć do reszty blogowiczów, którzy narzekają na swój daleko posunięty wiek? :P
I wiecie co?  Mimo że wszyscy mają mnie gdzieś, z rodziny nie pamiętał o mnie nikt, ze znajomych nikt, nawet tak bliski mi M. o mnie zapomniał, to O. zrobiła mi niesamowity prezent. Dostałem od niej tomik sonetów Shakespeare'a  w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Polowałem na niego już dłuuuuuugo, ale jakoś zawsze miałem pilniejsze wydatki. To wydanie jest fenomenalne - po lewej stronie jest tekst oryginalny, po prawej tłumaczony przez Barańczaka. Urodzinowy wieczór, mimo wszystko, uważam za udany. Jestem ja, Shakespeare i jego sonety. Będę sobie wyobrażać, że tajemniczym chłopcem, do którego pisze, okazałem się w końcu ja. :)


Tu miała być jeszcze piosenka, ale jakoś nie idzie jej znaleźć. Będzie więc tylko link: Mikromusic - Takiego chłopaka

niedziela, 17 lutego 2013

W szkole - dni kilka

Mam za sobą kilka przeprowadzonych lekcji, było cudownie, chcę jeszcze. Najbliższa okazja jutro, prowadzę 4 lekcje.
Szkoła jest zdecydowanie wylęgarnią chorób wszelakich. Nie pamiętam, kiedy ostatnio chorowałem. Teraz leżę pod kocem z gorączką, palącym gardłem i katarem. Muszę do siebie jakoś dojść, żeby móc jutro cokolwiek powiedzieć.

Z rzeczy innych: uwielbiam obserwować zajęcia prowadzone przez mojego opiekuna. Nie tylko dlatego, że dużo się od niej uczę, ale też dlatego, że wszystkich widzę (tak, już się przyzwyczaiłem do siedzenia przodem) i typuję, kto jest gejem. Ten na pewno, ten może, ten znowu na pewno, a tamten... Dobra, wiem, że zachowuję się nieprofesjonalnie, ale jestem dopiero praktykantem, wiele można mi wybaczyć. Pewnie można mi też wybaczyć to, że jednego z uczniów, którego typowałem, odnalazłem w piątek na branżowym portalu... Cóż mogę powiedzieć? No słodki jest, maturzysta, tak ładnie na mnie patrzy, uśmiecha się i w ogóle. :D

W poniedziałek zaczyna się nowy semestr, czas wracać na uczelnię. Ja jednak do niej nie wracam, czeka mnie jeszcze kilka dni w szkole. Będzie mi naprawdę trudno rozstawać się z tą szkołą, tak bardzo jest mi tam dobrze. Nauczyciele, atmosfera, uczniowie, wszystko to jest takie przyjemne.
Ale nic straconego, będę miał okazję trafić tam jeszcze co najmniej dwa razy. A może kiedyś zagoszczę tam i na dłużej, co było sytuacją idealną.


wtorek, 12 lutego 2013

W szkole - dzień 1

Przeżyłem, byłem nawet przyjemnie. Siedziałem na miejscu nauczyciela, a ten prowadził lekcję. Trochę to krępująca sytuacja, kiedy siedzi się twarzą do uczniów i w sumie nie wiadomo, co robić. Notatek robić nie muszę, bo odtwarzania konspektów nikt ode mnie nie chce, to siedzę, patrzę, obserwuję.

Na jednej z lekcji nauczycielka, w ramach powtórki z romantyzmu, zrobiła konkurs: cytowała dzieła, a uczniowie mieli zgadnąć, z jakiego dokładnie utworu pochodzi. Moje serce łkało, bo te dzieciaki nie znały tytułów podstawowych dzieł, na dodatek moja ulubiona epoka, ale trudno. W końcu jedna z grup stwierdziła, że, skoro siedzę po tej samej stronie, co oni, to należę do nich i mam też się odzywać. Jeszcze czego? :D

Jakieś tam notatki już zacząłem robić, bo naprawdę było mi głupio tak przed nimi siedzieć. W pewnym momencie, kiedy nauczycielka uspokajała klasę, powiedziała, że mają uważać, co robią, bo ja tam wszystko sobie notuję. Niby podziałało, ale na chwilę. Zauważyłem, że jakiś chłopak z dziewczyną zaczynają się okładać pięściami, dla żartów oczywiście, ale ta dziewczyna stwierdziła, że ma jej nie bić. W tym momencie chłopak zauważył, że na niego patrzę (swoją drogą, nawet bardzo przystojny, miał taki uśmiech... no, ale to pierwsza klasa liceum...), wtedy ja nos w notatki, coś tam napisałem, a on stwierdził: "Patrz, ta pizda już zapisuje". Zrobiło mi się przykro, że to powiedział, ale z drugiej strony świadczy o tym, że słowa mojego opiekuna jednak podziałały. :D

Byłem dziś tam tylko 5 godzin, po powrocie kolejnych kilka przespałem i do teraz boli mnie głowa, a jutro mam 8 godzin, mam nadzieję, że tyle wytrzymam.

Zabawne jest siedzenie ze swoimi dawnymi nauczycielami przy jednym stole w pokoju nauczycielskim. Zwłaszcza ze swoim wychowawcą, który wzbudzał w każdym ogromny szacunek. Teraz, przy mnie, zaczął opowiadać, jak to spotkała go kilka dni temu sąsiadka i zaczęła wspominać, że pamięta go, jak chodził po podwórku "w za krótkich portkach i miał takie długie włoski". Teraz wspomniany pan jest łysy i bardzo nad tym ubolewa. :D Było bardzo przyjemnie, wszyscy śmiali, traktowali mnie jak kogoś znajomego. Cieszę się, że wybrałem swoją szkołę, gdzie wszyscy mnie znają i nie muszę się stresować przed wejściem do pokoju nauczycielskiego, a wiem, że zawsze może mnie tam spotkać coś miłego. :D

poniedziałek, 11 lutego 2013

Co się dzieje?

Właśnie dzisiaj skończyłem sesję. Pięć egzaminów za mną. Moja średnia, z racji wliczania do niej WSZYSTKICH zdobytych ocen, nie tylko tych z egzaminów, wynosi 4.82. Jestem średnio zadowolony, ale zawsze mogło być gorzej. :D

W czasie sesji obejrzałem całe dwa sezony serialu "Revenge", w którym to zakochałem się od pierwszego odcinka i, mimo że coraz bardziej gubię się w tej intrydze, coraz bardziej się w nią wciągam.

Cóż, niektórzy koledzy mają teraz tydzień wolnego, ale u mnie nic z tych rzeczy. Od jutra zaczynam staż. Całe szczęście, że nie w gimbazie, tylko w liceum. Może nawet będzie na kim oko zawiesić. :D


Tymczasem trwają rozmowy na temat układania planu, może pierwszy raz dojdzie do sytuacji, w której nie będziemy mieli zajęć razem z O. Cóż, jeśli się woli innych... Choć nie, mnie to już nie boli, przyzwyczaiłem się jakiś czas temu.



środa, 23 stycznia 2013

Naiwny Chłopiec

Czasami mam wrażenie, że jestem ludziom potrzebny tylko dlatego, żeby coś dla nich robić.
Jestem zbyt naiwny, dobrze to wiem.


Taka sobie O. Robię dla niej wszystko, wożę przesyłki od rodziców (wyrywając przy tym ręce), daje notatki, tłumaczę zagadnienia, wpisuję, przesyłam, drukuję, załatwiam podpisy, informuje o wszystkim, podpowiadam, daje ściągać. Co dostaję w zamian? Nic. Trudno jest nawet na mnie poczekać 5 minut, bo odjedzie mi tramwaj, a ja czekam, mimo że odjedzie mi pociąg, a następny za dwie godziny. Trudno jest odpisać na moją wiadomość. Ba, najlepiej to nawet na tę wiadomość nie klikać (bo wtedy będę wiedział, że została przeczytana), ale za to pisać z innymi i lubić różne strony. Trudno jest zeskanować jedną stronę z wierszem, którego bardzo pilnie potrzebuję, a nie mam swojej książki: oj, no mówiłam, że wyślę, ale mi nie przypomniałeś. Okej, naiwny Chłopiec to przeżyje, uda, że wszystko jest w porządku, że niczego nie zauważa, skseruje notatki, zeskanuje, wyśle, podpowie. 

Taka sobie A. Przyjdzie, poprosi o naprawę komputera, Chłopiec zostawia wszystko, czym się zajmuje, leci do mieszkania obok, męczy się godzinę z komputerem, naprawia, wraca do domu, zapomina, co robił wcześniej. Chłopiec może także przypilnować półrocznego E, który przecież nie może zostać w domu sam, podczas gdy A. wychodzi z psami na spacer.

Taki sobie M. Obraził się, nie odzywał się przez dwa tygodnie, po czym pisze: słuchaj, mogę do Ciebie przyjechać, bo dostałem ajfona, ja się na tym nie znam, a wiem, że Ty to już kilka razy robiłeś, pomożesz mi? Oczywiście, naiwny Chłopiec się zgadza, pomaga, tłumaczy, rejestruje, wgrywa, ustawia, a nawet wytłumaczy antyczną filozofię na nadchodzące jakieś tam zaliczenie. M. wraca do domu, a zasłona milczenia i obrazy znów na nas spada.


Dzisiaj miałem egzamin z scs. Jechałem tam pewny swego - w cudownym elektronicznym indeksie miała się pojawić kolejna 5. Ale, oczywiście, pech chciał, że odpowiadaliśmy parami. I cóż się stało? Wszedłem ze świętą Marysią (która chyba powinna być w klasztorze, a nie na studiach), która nie umiała nic. NIC. Każde pytanie, na które nie odpowiadała, trafiało automatycznie do mnie. Nie wiem dlaczego, ale ona te pytania jakieś trudniejsze miała. Odpowiedziałem na podwójną liczbę pytań, dostałem 4.5, ona 3.5, ja wkurzony, ona szczęśliwa, że zdała.

wtorek, 15 stycznia 2013

Jest tu wolne miejsce?

Jest tu wolne miejsce? Jest dla mnie wolne miejsce na blogu?



Zabawne jest, że  człowiek, do którego pisałem kilka lat temu na fellow, chodziłem z nim wówczas do mojej drugiej ukochanej szkoły, za którą baaaaaaaardzo tęsknie, po zorientowaniu się, że ja, to ja, nagle przestał się odzywać, zaczął mnie unikać na korytarzach, koncertach, wszędzie. Rozumiem, nie każdy każdemu musi się podobać, nie każdy każdego musi lubić. Bawi mnie, że teraz, po latach, gdy tylko mnie widzi, za wszelką cenę próbuje nawiązać kontakt. Dziś w pociągu, jak zwykle, założyłem słuchawki, wyjąłem książkę. On siedział kawałek dalej, ale mimo to ciągle czułem na sobie jego wzrok. Kiedy zacząłem się ubierać do wyjścia, on cały czas patrzył. Kiedy spojrzałem na niego, ten zaczął się uśmiechać. A ja co? Też się uśmiechnąłem...
Dziwi mnie taki zachowanie. Co nagle się zmieniło? Może po prostu minął wstyd.

A dzieciak wciąż się gapi. Prosto w oczy. Dzisiaj przez 10 minut ściągał w szatni kurtkę. Ciekawe tylko, dlaczego ja przez 10 zakładałem swoją...

Studia polonistyczne są o tyle wspaniałe, że człowiek uczy się nie tylko o literaturze, poetyce, języku... Wzbogaca się też system wartości. Zastanawia się, czym jest prawda, co kieruje człowiekiem, jaka jest jego natura. Czy środowisko, w którym żyjemy może usprawiedliwiać nasze czyny? Czy puszczanie się ze sklepikarzem za kawałek wstążki (więc spełnianie marzeń) jest moralne? Czym w ogóle jest moralność?

Przepełniony parabolicznym metafizycznym duchem Norwida siedzę i myślę.
Ty myślisz może, że wiek złoty
Bez walk, sam, przyjdzie do ludzkości -
A gdzież?... powiodą pierw  t e   c n o t y,
O d  k t ó r y c h  c o f a  s t r a c h  ś m i e s z n o ś c i!...


Chyba czas wybrać się do lekarza i znów podejmować nieudane próby leczenia. Ból głowy znów nie daje mi żyć.

niedziela, 6 stycznia 2013

Branie

Od jakiegoś czasu zauważyłem, że patrzy na mnie jakiś chłopak. Z pierwszego roku, wygląda trochę jakby miał 16 lat, "metr sześćdziesiąt w kapeluszu". Ale ładny. :D
Myślałem sobie cały czas, że może patrzy tak po prostu, może mu coś nie pasuje, może się śmieje, a może... Nie, to niemożliwe.
Ale to gapienie się a mnie zdarza się zbyt często. Za każdym razem, gdy obok niego przechodzę, to on patrzy na mnie. Zapytacie: skąd wiesz? A no bo sam chyba na niego patrzę. :D

W piątek osiągnął chyba szczyt. Mianowicie czekałem za koleżanką przed toaletą (wiadomo, baba nie wyjdzie z budynku, dopóki nie sprawdzi, że na pewno dobrze wygląda), a on szedł, zauważył mnie i zaczął oczywiście na mnie patrzeć. Skręcił na schody, schodził, doszedł do kolumny, obejrzał się, spojrzał na mnie i... wrócił. Przechodząc koło mnie, patrzył mi prosto w oczy, ja zacząłem się uśmiechać, widziałem po nim, że już szykuje się, żeby coś powiedzieć, ale mu się nie udało. Poszedł do drugich. Czy to dziwne, że ktoś zmienia nagle decyzję, którymi schodami ma iść? No niby nie. Nie dziwiłoby mnie, gdyby nie fakt, że sam też kiedyś tak robiłem. Nagle zmieniałem decyzję, szedłem na drugi koniec korytarza tylko dlatego, że ktoś tam był.

Czuję się jak "hot 13", cieszę się jak dziecko. Tylko właściwie dlaczego?
Szanse na to, że on się odezwie są znikome, ja się nie odezwę, bo do końca nie mam pewności. No cóż, pozostaje dalej tylko na siebie patrzeć.

Miałem napisać o czymś jeszcze, ale zapomniałem. Jak mi się przypomni, to dopiszę.

czwartek, 3 stycznia 2013

Pierwszy oddech ulgi

Szanowni Państwo,
Jestem z siebie dumny, Wy też bądźcie, właśnie skończyłem pisać swoją pracę. Pierwszy oddech ulgi, bo to dopiero pierwsza praca, którą miałem w najbliższym czasie do napisania. Mam nadzieję, że zabłysnę, trochę się namęczyłem, ale ostatecznie znalazłem źródło muzyczności w dramacie Słowackiego, co opisałem na kilkunastu stronach.
Pomęczyłem się właśnie z drukarką, bo nie satysfakcjonowała mnie jakość wydruku, przecież nie mogę oddać jakiegoś rozmazanego bohomazu mojej ukochanej prowadzącej.

Poza tym zbliża się sesja, czasu coraz mniej, czytania coraz więcej, życia coraz mniej, spraw coraz więcej.

Pisząc pracę coraz też bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że chcę pracować jako naukowiec. Historyk literatury. Koniec.

Co oprócz tego:
- miejsc w pociągu jak nie było, tak nie ma,
- bilety na pociągi podrożały,
- jak bałem się czekać na pociąg, tak dalej się boję,
- tak, dzisiaj kolejny raz byłem w księgarni, niczego nowego nie ma,
- zacząłem grać w jakąś dziwną grę, od której można dostać pikselozy. Dziwiłem się, jak ludzie mogą w to coś grać, dopóki sam nie zacząłem... i nie mogę skończyć.

Tymczasem idę spać. Wreszcie należy mi się sen. Co z tego, że 5-godzinny...

wtorek, 1 stycznia 2013

Nowy Rok

Na koniec starego roku i początek nowego każdy zbiera się w sobie i coś postanawia, tudzież podsumowuje rok poprzedni.
Ja nie będę robić podsumowań, postanowień, to zbyt mejnstrimowe. Heh.

Zamiast tego powiem, że mi cholernie źle, świat wymyka mi się z rąk, a harfy mi w ton/ odegrały smutnie.

Ale, jak to napisał Słowacki w ulubionym przeze mnie ostatnio dramacie:
nie czas żałować róż gdy płoną lasy

Co robić dalej? Żyć normalnie, pisać prace, cierpieć dalej.

A może nie cierpieć, tylko wierzyć. W siebie, podążając za Rachel: