środa, 23 stycznia 2013

Naiwny Chłopiec

Czasami mam wrażenie, że jestem ludziom potrzebny tylko dlatego, żeby coś dla nich robić.
Jestem zbyt naiwny, dobrze to wiem.


Taka sobie O. Robię dla niej wszystko, wożę przesyłki od rodziców (wyrywając przy tym ręce), daje notatki, tłumaczę zagadnienia, wpisuję, przesyłam, drukuję, załatwiam podpisy, informuje o wszystkim, podpowiadam, daje ściągać. Co dostaję w zamian? Nic. Trudno jest nawet na mnie poczekać 5 minut, bo odjedzie mi tramwaj, a ja czekam, mimo że odjedzie mi pociąg, a następny za dwie godziny. Trudno jest odpisać na moją wiadomość. Ba, najlepiej to nawet na tę wiadomość nie klikać (bo wtedy będę wiedział, że została przeczytana), ale za to pisać z innymi i lubić różne strony. Trudno jest zeskanować jedną stronę z wierszem, którego bardzo pilnie potrzebuję, a nie mam swojej książki: oj, no mówiłam, że wyślę, ale mi nie przypomniałeś. Okej, naiwny Chłopiec to przeżyje, uda, że wszystko jest w porządku, że niczego nie zauważa, skseruje notatki, zeskanuje, wyśle, podpowie. 

Taka sobie A. Przyjdzie, poprosi o naprawę komputera, Chłopiec zostawia wszystko, czym się zajmuje, leci do mieszkania obok, męczy się godzinę z komputerem, naprawia, wraca do domu, zapomina, co robił wcześniej. Chłopiec może także przypilnować półrocznego E, który przecież nie może zostać w domu sam, podczas gdy A. wychodzi z psami na spacer.

Taki sobie M. Obraził się, nie odzywał się przez dwa tygodnie, po czym pisze: słuchaj, mogę do Ciebie przyjechać, bo dostałem ajfona, ja się na tym nie znam, a wiem, że Ty to już kilka razy robiłeś, pomożesz mi? Oczywiście, naiwny Chłopiec się zgadza, pomaga, tłumaczy, rejestruje, wgrywa, ustawia, a nawet wytłumaczy antyczną filozofię na nadchodzące jakieś tam zaliczenie. M. wraca do domu, a zasłona milczenia i obrazy znów na nas spada.


Dzisiaj miałem egzamin z scs. Jechałem tam pewny swego - w cudownym elektronicznym indeksie miała się pojawić kolejna 5. Ale, oczywiście, pech chciał, że odpowiadaliśmy parami. I cóż się stało? Wszedłem ze świętą Marysią (która chyba powinna być w klasztorze, a nie na studiach), która nie umiała nic. NIC. Każde pytanie, na które nie odpowiadała, trafiało automatycznie do mnie. Nie wiem dlaczego, ale ona te pytania jakieś trudniejsze miała. Odpowiedziałem na podwójną liczbę pytań, dostałem 4.5, ona 3.5, ja wkurzony, ona szczęśliwa, że zdała.

wtorek, 15 stycznia 2013

Jest tu wolne miejsce?

Jest tu wolne miejsce? Jest dla mnie wolne miejsce na blogu?



Zabawne jest, że  człowiek, do którego pisałem kilka lat temu na fellow, chodziłem z nim wówczas do mojej drugiej ukochanej szkoły, za którą baaaaaaaardzo tęsknie, po zorientowaniu się, że ja, to ja, nagle przestał się odzywać, zaczął mnie unikać na korytarzach, koncertach, wszędzie. Rozumiem, nie każdy każdemu musi się podobać, nie każdy każdego musi lubić. Bawi mnie, że teraz, po latach, gdy tylko mnie widzi, za wszelką cenę próbuje nawiązać kontakt. Dziś w pociągu, jak zwykle, założyłem słuchawki, wyjąłem książkę. On siedział kawałek dalej, ale mimo to ciągle czułem na sobie jego wzrok. Kiedy zacząłem się ubierać do wyjścia, on cały czas patrzył. Kiedy spojrzałem na niego, ten zaczął się uśmiechać. A ja co? Też się uśmiechnąłem...
Dziwi mnie taki zachowanie. Co nagle się zmieniło? Może po prostu minął wstyd.

A dzieciak wciąż się gapi. Prosto w oczy. Dzisiaj przez 10 minut ściągał w szatni kurtkę. Ciekawe tylko, dlaczego ja przez 10 zakładałem swoją...

Studia polonistyczne są o tyle wspaniałe, że człowiek uczy się nie tylko o literaturze, poetyce, języku... Wzbogaca się też system wartości. Zastanawia się, czym jest prawda, co kieruje człowiekiem, jaka jest jego natura. Czy środowisko, w którym żyjemy może usprawiedliwiać nasze czyny? Czy puszczanie się ze sklepikarzem za kawałek wstążki (więc spełnianie marzeń) jest moralne? Czym w ogóle jest moralność?

Przepełniony parabolicznym metafizycznym duchem Norwida siedzę i myślę.
Ty myślisz może, że wiek złoty
Bez walk, sam, przyjdzie do ludzkości -
A gdzież?... powiodą pierw  t e   c n o t y,
O d  k t ó r y c h  c o f a  s t r a c h  ś m i e s z n o ś c i!...


Chyba czas wybrać się do lekarza i znów podejmować nieudane próby leczenia. Ból głowy znów nie daje mi żyć.

niedziela, 6 stycznia 2013

Branie

Od jakiegoś czasu zauważyłem, że patrzy na mnie jakiś chłopak. Z pierwszego roku, wygląda trochę jakby miał 16 lat, "metr sześćdziesiąt w kapeluszu". Ale ładny. :D
Myślałem sobie cały czas, że może patrzy tak po prostu, może mu coś nie pasuje, może się śmieje, a może... Nie, to niemożliwe.
Ale to gapienie się a mnie zdarza się zbyt często. Za każdym razem, gdy obok niego przechodzę, to on patrzy na mnie. Zapytacie: skąd wiesz? A no bo sam chyba na niego patrzę. :D

W piątek osiągnął chyba szczyt. Mianowicie czekałem za koleżanką przed toaletą (wiadomo, baba nie wyjdzie z budynku, dopóki nie sprawdzi, że na pewno dobrze wygląda), a on szedł, zauważył mnie i zaczął oczywiście na mnie patrzeć. Skręcił na schody, schodził, doszedł do kolumny, obejrzał się, spojrzał na mnie i... wrócił. Przechodząc koło mnie, patrzył mi prosto w oczy, ja zacząłem się uśmiechać, widziałem po nim, że już szykuje się, żeby coś powiedzieć, ale mu się nie udało. Poszedł do drugich. Czy to dziwne, że ktoś zmienia nagle decyzję, którymi schodami ma iść? No niby nie. Nie dziwiłoby mnie, gdyby nie fakt, że sam też kiedyś tak robiłem. Nagle zmieniałem decyzję, szedłem na drugi koniec korytarza tylko dlatego, że ktoś tam był.

Czuję się jak "hot 13", cieszę się jak dziecko. Tylko właściwie dlaczego?
Szanse na to, że on się odezwie są znikome, ja się nie odezwę, bo do końca nie mam pewności. No cóż, pozostaje dalej tylko na siebie patrzeć.

Miałem napisać o czymś jeszcze, ale zapomniałem. Jak mi się przypomni, to dopiszę.

czwartek, 3 stycznia 2013

Pierwszy oddech ulgi

Szanowni Państwo,
Jestem z siebie dumny, Wy też bądźcie, właśnie skończyłem pisać swoją pracę. Pierwszy oddech ulgi, bo to dopiero pierwsza praca, którą miałem w najbliższym czasie do napisania. Mam nadzieję, że zabłysnę, trochę się namęczyłem, ale ostatecznie znalazłem źródło muzyczności w dramacie Słowackiego, co opisałem na kilkunastu stronach.
Pomęczyłem się właśnie z drukarką, bo nie satysfakcjonowała mnie jakość wydruku, przecież nie mogę oddać jakiegoś rozmazanego bohomazu mojej ukochanej prowadzącej.

Poza tym zbliża się sesja, czasu coraz mniej, czytania coraz więcej, życia coraz mniej, spraw coraz więcej.

Pisząc pracę coraz też bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że chcę pracować jako naukowiec. Historyk literatury. Koniec.

Co oprócz tego:
- miejsc w pociągu jak nie było, tak nie ma,
- bilety na pociągi podrożały,
- jak bałem się czekać na pociąg, tak dalej się boję,
- tak, dzisiaj kolejny raz byłem w księgarni, niczego nowego nie ma,
- zacząłem grać w jakąś dziwną grę, od której można dostać pikselozy. Dziwiłem się, jak ludzie mogą w to coś grać, dopóki sam nie zacząłem... i nie mogę skończyć.

Tymczasem idę spać. Wreszcie należy mi się sen. Co z tego, że 5-godzinny...

wtorek, 1 stycznia 2013

Nowy Rok

Na koniec starego roku i początek nowego każdy zbiera się w sobie i coś postanawia, tudzież podsumowuje rok poprzedni.
Ja nie będę robić podsumowań, postanowień, to zbyt mejnstrimowe. Heh.

Zamiast tego powiem, że mi cholernie źle, świat wymyka mi się z rąk, a harfy mi w ton/ odegrały smutnie.

Ale, jak to napisał Słowacki w ulubionym przeze mnie ostatnio dramacie:
nie czas żałować róż gdy płoną lasy

Co robić dalej? Żyć normalnie, pisać prace, cierpieć dalej.

A może nie cierpieć, tylko wierzyć. W siebie, podążając za Rachel: