niedziela, 14 września 2014

Niepewność, czyli gdy Cię nie widzę

Powinienem mieć permanentny zakaz utrzymywania kontaktów z ludźmi. Wystarczy dać mi odrobinę nadziei, a ja dostaję na głowę. Już raz ktoś anonimowy mnie zdiagnozował i napisał mi tutaj, że jestem przeraźliwie spragniony uczucia i lecę do niego jak ćma do światła

Miesiąc niekończącej się rozmowy, wspólne oglądanie filmów, ochy i achy, "nie mogę się doczekać, kiedy przyjadę", nie mogę się doczekać, kiedy przyjedziesz, dirty talk, dzień wysyłania selfie, "te książki, których tak mi zazdrościsz, mogą być niedługo nasze, nie moje, Flossy", "nie mam już serca, Flossy, żeby cię opuścić, nigdzie ci nie ucieknę", (jak okaże się, że coś jest nie tak, to od razu sobie to mówimy, pinky swear), "jak przyjadę, razem popracujemy nad twoim brakiem pewności siebie, Flossy", "zaprzyjaźnię się z twoimi zwierzętami, Flossy, jak do Ciebie przyjadę na weekend", "zaufaj mi, będzie dobrze", pierwsze spotkanie idealnie zaplanowane, tajemnice wyjawione, konto na Fellow całkowicie usunięte.  

A teraz cisza. Zero smsów, zero wiadomości, niedostępny (niewidoczny?). 
Z nerwów dostaję gorączki i boli mnie brzuch, bo tak mi zależy. Znów zrobiłem coś źle? Przecież wydawało mi się, że... No właśnie, wydawało. Może tylko kolejny raz się wydawało.
Po co obietnice, po co wyznania, skoro to tylko słowa. Pisane, nie wypowiedziane, choć takie za dwa tygodnie miały być. 

Ogarnij się, Wiosenny, ochłoń, wyluzuj. 

Aspołeczna ślamazara, Flossy, znika. Nie obiecuje, że kiedyś wróci, ale pozostanie dobrym i czytającym duchem.
Potrzebuje przerwy od życia, od ludzi, którym nigdy już nie zaufa, ale nie wie, gdzie tę przerwę ma spędzić, co robić, jak się naprawić.

Narrator tej nędznej opowieści ma już dosyć. Narrator zamilknie i nie będzie dalej kompromitował bohatera, bo to nawet ponad siły narratora wszechwiedzącego. Narrator nie ma do tego serca. Narrator obiecał, ale musi odejść.  
Narrator radzi też bohaterowi, choć bohater nie słyszy głosu narratora, by ten przestał się przejmować, przestał panikować, poczekał, dał trochę czasu. Ale bohater nie słyszy, bo narrator przestaje mówić. Roland Barthes ogłosił kiedyś śmierć autora. Czas na śmierć narratora.  

czwartek, 4 września 2014

Zawiń mnie w dywan

Kiedy ostatnio czymś się pochwaliłem na blogu, okazało się, że nic z tego nie wyszło, a na drugi dzień wszystko się posypało. Może to znak, że nie powinienem się niczym tutaj chwalić, a pisać jedynie w czasie przeszłym.

Dlatego nie pochwalę się, że już naprawdę nie mogę doczekać się października, bo w październiku wreszcie zobaczę się na żywo z kimś, kto mieszka całe 400 kilometrów ode mnie, a z kim od 3 tygodni spędzam całe dnie wirtualnie, a to już nie wystarcza, ale ośmiogodzinna podróż pociągiem w jedną stronę to mordęga, więc czekamy, aż zacznie się rok akademicki, kiedy razem będziemy na miejscu, a czasu nie zostało znowu aż tak wiele.

Staram się nie przywiązywać, nie oswajać, nie myśleć, bo w październiku może się okazać coś zupełnie innego, ale jest mi strasznie trudno, kiedy on pociąga mnie w tak wielu różnych płaszczyznach, kiedy okazuje się, że jest laureatem dwóch olimpiad przedmiotowych, na studia dostał się poza kolejnością, a materiał studiów, na które się wybiera, już doskonale zna i to on może oblewać egzaminatorów, kiedy okazuje się, że w wieku 16 lat pisał dla rozrywki prace na temat książek, które ja poznaję dopiero na studiach, że mimo tak młodego wieku, ma na swoim koncie już kilka publikacji, kiedy okazuje się, że tak bardzo mi się podoba, a całe dnie możemy rozmawiać o wszystkim i niczym. I zawiesieliśmy nasze konta na fellow, bo od kiedy ze sobą piszemy, nie wchodzimy tam wcale. 

Nie chciałem pisać, ale napisałem, teraz czekam do jutra, żeby sprawdzić czy siła mojego bloga (która wcale nie jest siłą bloga, lecz tylko i wyłącznie moją, ale w głębi duszy boję się do tego przyznać) naprawdę jest taka destrukcyjna. Oby okazało się, że nie.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

3:34

Nie oglądam telewizji. Telewizor jest jednym z najmniej potrzebnych przedmiotów w domu.
Dobra, nie liczę wszelkich faktów/wiadomości, które lecą akurat w porze wspólnych posiłków w pokoju, w którym to pudło się znajduję.

Ale w piątek siedziałem sam w domu. Czytałem, jak zwykle. Kiedy muzyka zaczęła mi już dokuczać, a słuchawki zbyt mocno ściskały mi uszy, stwierdziłem, że przeniosę się z książką do pokoju, w którym jest telewizor. Myślałem, że włączę sobie telewizję gdzieś tam w tle, żeby cokolwiek gadało, a ja się położę na kanapie i będę czytać dalej. Tak też zrobiłem, ale natrafiłem na jakiś kanał sportowy. A do sportu mam tam stosunek taki, jak do zeszłorocznego śniegu. Akurat były jakieś tam mistrzostwa w synchronicznych skokach do wody mężczyzn z trzymetrowej trampoliny. Trudno było spuścić wzrok i skupić się na książce. Trudno nawet było skupić wzrok na tych idealnie wyrzeźbionych ciałach skoczków i ich dość skąpych kąpielówkach, które wszystko odkrywały, a po każdym skoku obniżały się do połowy pośladków, co kamery chętnie pokazywały.
Po pół godziny oglądania umiałem już nie tylko wystawiać wysokie noty za te cudowne ciała i zawartość majtek, ale też nauczyłem się oceniać te wszystkie skoki, których jest aż pięć rodzajów.
Gdybym miał takie ciało, chyba stałbym przez cały dzień przed lustrem i się podziwiał. Sylwetka atletyczna, z tylko lekko zaznaczonymi mięśniami. Dobra, kończę.

A dzisiejszą (wczorajszą?) noc spędziłem na oglądaniu krótkometrażowych filmów. Uwielbiam filmy krótkometrażowe. Mają taki klimat, który trudno osiągnąć w tradycyjnych filmach. Szybko trafiłem na gejowskie filmy krótkometrażowe (na YT bardzo łatwo się zgubić). A ulubiony i najbardziej wzruszający wstawiam tutaj.


Kiedy skończyłem swój maraton, była 3:34, chociaż w ogóle nie miałem ochoty spać.

środa, 20 sierpnia 2014

Will you marry me?

Tak, cały wieczór siedzę i oglądam na yt filmiki z różnych gejowskich zaręczyn, ślubów i wesel. Niektóre są do niczego, ale inne są zrobione w tak fenomenalny sposób, że aż mnie wzruszają.
Siedzę więc sobie cały wzruszony i oglądam dalej.

Ostatnio myślę, że mam depresję. Może ktoś musiałby się tym zająć.
Pomaga mi w tym Chopin i jego nokturny.

Ten najbardziej:






Ale nie tylko ten. I nie tylko Chopin.


PS Mój klej jest za słaby. Muszę zacząć zaopatrywać się w innym sklepie.

sobota, 16 sierpnia 2014

Klei się, klei

Od początku wakacji biegałem z O. To znaczy biegaliśmy już wcześniej, ale od wakacji mieliśmy się za to wziąć na poważnie. Ona znalazła jakiś tam plan treningowy, który realizowaliśmy i szło nam nawet całkiem dobrze. Ale potem jakoś się rozlazło, O. nie miała czasu, a mnie samemu się nie chciało.
Postanowiłem więc wrócić do biegania sam. Z racji przerwy, która nastąpiła, cofnąłem się o jeden tydzień tego planu. No i zostawiłem dziś całą zawartość żołądka na polu przy drodze rowerowej, którą biegamy. Nie wiem, czy to wina tej przerwy, czy tego, że wybrałem zły dzień na bieganie, czy może w ogóle to znaczy, że bieganie nie jest dla mnie. Cóż.

Kilka dni temu poznałem kogoś. Po raz pierwszy poznałem na tym zasranym portalu kogoś, z kim mam ochotę pisać. I to na dodatek sam się do mnie odezwał.
Pierwszy raz wymieniam z kimś tak długie wiadomości. Na moim 19 calowym monitorze muszę je przewijać, bo nie mieszczą się w całości na ekranie. Porównaliśmy to już do pisania listów. To zupełnie coś nowego i przyznam szczerze, jestem zafascynowany! K. jest niezwykle mądrą osobą, pisze w tak poprawny sposób, że rozjeżdżają mi się nogi. No i nie piszemy pierdołach. Przez to, że te wiadomości są tak długie (najdłuższa miała  10102 znaki, czyli 1856 wyrazów - właśnie sprawdziłem), wymieniamy ich tylko kilka dziennie, więc co chwilę sprawdzam, czy napisał już kolejną. Widzę, że on też chyba sprawdza, bo loguje się co kilkanaście, kilkadziesiąt minut i jest tam tylko przez chwilę, po czym znika.

Mamy wiele podobnych poglądów, podobne zainteresowania. Nie wiem jeszcze, jak wygląda, bo ma na fellow zdjęcie, na którym widać tylko podbródek, a jakoś nie mam odwagi prosić o więcej.
No dobra, tylko oficjalnie nie wiem, jak wygląda. Poznałem już tyle szczegółów z jego życia, że z łatwością znalazłem go na fb, gdzie ma swoje zdjęcie. Wstyd się do tego przyznawać, ale, co jak co, w internetowym stalkowaniu ludzi jestem dość dobry.

A teraz sam za siebie trzymam kciuki, żeby te wiadomości nie skończyły się za chwilę, jak to zwykle tam bywa i do czego już się przyzwyczaiłem.

A na koniec pozytywna piosenka, której ostatnio słucham.


środa, 6 sierpnia 2014

Miasto samobójców

Moje miasto nazywane jest czasami miastem samobójców. Nie bez powodu.
Jest tu takie jedno urocze miejsce, w którym średnio raz na dwa - trzy miesące ktoś ginie. Niby jest w centrum miasta, ale niby na uboczu. Między najstarszą częścią cmentarza a działkami rekreacyjnymi. Trochę tu drzew, bagna, płynie rzeczka, cisza, spokój, słychać ptaki, czasami dochodzi dźwięk ludzi z pobliskiego basenu letniego. Jest też mostek, na którym zbiera się młodzież i czasem pije. Ale ogólnie to miejsce puste, czasami tylko ktoś tu przejdzie, wybierając drogę na skróty do swojego ogródka. No i są tory. Tory relacji Poznań - Szczecin, więc pociągi jeżdżą tu co chwilę. 


Kilka dni temu kolejna dziewczyna odebrała tu sobie życie. Po prostu położyła się na torach i czekała, podczas gdy jej rodzina rozpalała grilla na swojej działce niedaleko tych torów. Dzień po tym jej chłopak próbował się powiesić, ale go uratowali i teraz przebywa na leczeniu w szpitalu. 
Miasteczko w takich sytuacjach zawsze wybucha i aż huczy od plotek. Wszyscy wiedzą dlaczego, jak, po co, kto widział, kto nic nie zrobił. I od razu wszyscy znają szczegóły z życia tej osoby. Była taka owaka, robiła to, tamto...


Właśnie siedzę w tym miejscu. Zabrałem swoją ulubioną książkę, czytam ją chyba 10 raz. Mam też ze sobą słuchawki, które grają moją długą playlistę ze Spotify. 


Musiałem wyjść z domu. Nie wiedziałem, dokąd iść, więc przyszedłem tutaj. Pokłóciłem się z mamą, do której nic nie dociera. Nawet wizja mieszkania na ulicy, która jest tuż za rogiem. Po prostu wie lepiej i nic do niej nie przemawia. 
A ja już nie mam siły myśleć o tym każdej nocy. Nie mam siły nie spać do 4 nad ranem, bo myśli i narastające zdenerwowanie mi na to nie pozwalają. 
Nawet porozmawiać nie mam z kim. Jedyną osobą był M. Ale M. już nie ma. I nie będzie. I chyba nigdy go nie było. Moja najlepsza przyjaciółka, O., też ma mnie od jakiegoś czasu w dupie, nawet się nie odezwie, a na moje wiadomości odpisuje po kilku dniach, chociaż ciągle jest on-line. 


Wróciłem też na fellow. Z nadzieją, że może tym razem... Ale nie. Też nie. Kilka wysłanych wiadomości, zero odpowiedzi. To tylko dlatego, że mam swoje zdjęcie. Jakoś wszyscy odpisywali, gdy zdjęcia nie miałem. Przestawali pisać, gdy podawałem hasło. Dlatego właśnie ludzie nie chcą się pokazywać. Dlatego nie wstawiają swoich zdjęć. To najzwyczajniej w świecie boli. Zwłaszcza, gdy dzieje się za każdym razem. 


Wciąż tu siedzę. Nie chcę wracać. I chcę już wyjść. Chcę wysiąść. Chcę być wolny.  

środa, 23 lipca 2014

Złe dziecko

Czasami myślę, że powinienem mieć innych rodziców.  A moi rodzice powinni mieć inne, lepsze dziecko. Bo ja jestem złym dzieckiem. 

Moi rodzice są dość prostymi ludźmi, wielu rzeczy nie rozumieją, nie potrafią. Ledwo skończyli zawodówki, mają beznadziejną pracę, krytycznie niskie zarobki, które nie wystarczają na wiele rzeczy. Długów więcej niż włosów na głowie, a po śmierci rodziców długi pewnie będę spłacał jeszcze ja przez połowę swojego życia. 

Jestem złym dzieckiem, bo mam 22 lata i nadal z nimi mieszkam i dojeżdżam na studia. Na dodatek jestem zbyt ambitnym złym dzieckiem, od początku podstawówki do teraz mam średnią 5.0, skończyłem szkołę muzyczną, niedawno wziąłem jeszcze drugi kierunek. Nigdy nie było mnie w domu. W dzieciństwie przychodziłem ze szkoły i biegłem do drugiej, wracałem wieczorem, a potem zamykałem się w pokoju, czytałem, uczyłem się i przez pół nocy ćwiczyłem na instrumencie, doprowadzając sąsiadów do szału - dęte są jednak trochę głośne. Teraz wychodzę rano i przez zajęcia na dwóch kierunkach wracam w nocy. Oczywiście, mogłem zaraz po skończeniu osiemnastki rzucić szkołę i iść do pracy. Ale nie zrobiłem tego i jeszcze marzę o doktoracie. 
Oczywiście, zaraz starsi i bardziej doświadczeni blogowi koledzy powiedzą, jacy to oni są samodzielni, bo od początku studiów mieszkali sami, studiowali, pracowali, odcięli się od rodziców.  Ja jakoś nie. Wstyd mi. Przepraszam. 

Ale moi rodzice są kochani. Wspierają mnie, jak tylko się da. Odmawiają sobie wielu rzeczy, żeby tylko dać mi potrzebne ciągle na wszystko pieniądze. 

Co nie zmienia faktu, że czasami się ich wstydzę. Na przykład teraz, kiedy piszę ze znajomym, który oznajmia, że rozbawił go komentarz pod jakimś zdjęciem na fb. Powiedział, że ta pani ma takie samo, jak ja, nazwisko. Zrobiło mi sie gorąco, patrzę, sprawdzam, cóż, rzeczywiście idiotyczny komentarz... mojej mamy. Powiedzieć mu, nie powiedzieć? Nie powiedzieć, za bardzo się wstydzę. A tyle razy prosiłem ją, żeby nie komentowała wszystkiego, co się da, bo jest mi czasami głupio. Cóż... 

Nie chodzi o to, że nimi gardzę. Kocham ich i jestem im bardzo wdzięczny za to, jak mnie traktują. 
Ale się ich wstydzę. I nie mogę nic na to poradzić. 

piątek, 18 lipca 2014

Życie po obronie

Od 10 dni mogę już mówić oficjalnie, że jestem polonistą. Obrona poszła świetnie, pracę recenzent i promotor ocenili świetnie, jestem więc licencjatem. I co? I właściwie chyba nic.

Dziwnie się czuję, mając wakacje. Przyzwyczaiłem się do ciągłego życia w biegu, goniących mnie ciągle terminów. Teraz nie robię nic. Leżę całe dnie w łóżku, czytam tony książek, na które wreszcie mam czas. I już mi się nudzi.

I zniknąłem  z ulubionego przez wszystkich portalu.Nie mogę patrzeć na ciągle te same mordy. Potrzebuję odpoczynku.

czwartek, 26 czerwca 2014

Studiuj

Jeśli:
- w ciągu jednego tygodnia masz 6 egzaminów,
- kładziesz się spać o 3,  bo się uczysz, a wstajesz o 6, żeby się uczyć, czyli śpisz tylko po trzy godziny dziennie,
- w ciągu dwóch tygodni schudłeś 8.5 kg,
- wyjmujesz z szafy spodnie, które włożyłeś do niej dwa lata temu, bo miałeś za gruby tyłek, żeby w nie wejść, a teraz je zakładasz i są... za duże,
- zegarek, którego pasek był idealny, teraz spada Ci z ręki, bo jest za wielki,
- straciłeś zupełnie kontakt z rzeczywistością,  a kontakty z ludźmi utrzymujesz jedynie, odpisując znajomym na wiadomości przed pójściem spać (czyli o 2:55),
- dziwisz się, jeśli ktoś opowiada Ci o najnowszych doniesieniach mediów, którymi żyje cały świat, a Ty nie miałeś o nich pojęcia,
- za tydzień czeka Cię obrona,
- zdajesz 4 z 6 egzaminów na ocenę bardzo dobrą,
oznacza to tylko tyle, że jesteś zbyt ambitnym studentem dwóch kierunków, który za dwa dni umrze z przepracowania i wycieńczenia.
Nie rób tego.

czwartek, 5 czerwca 2014

To do

1. Nie poznawać nowych ludzi.
2. Nie wyobrażać sobie niczego.
3. Nie przywiązywać się.
4. Nie przywiązywać się.
5. NIE PRZYWIĄZYWAĆ SIĘ!
6. Nie zapraszać na spacery/herbatę.
7. Nie kupować dwóch biletów do opery i nie wierzyć, że ktoś da się zaprosić.
8. W niedzielę: siedzieć obok wolnego fotela i położyć na nim swoją marynarkę, gdy zrobi się za ciepło i za duszno. Bilet nie może się zmarnować.
9. Zacząć tworzyć poezję. Podobno mój język się do tego nadaje. Mam być następcą Bursy.
10. Zacząć żyć.
11. Przestać się przejmować.
12. Przestać marudzić.
13. Wziąć się do roboty.

czwartek, 29 maja 2014

Coming out no. 9512640574510

K: Wiesz, ja nie rozumiem, dlaczego ludzie się z tym tak ukrywają. Przecież to normalne. Taki Konrad. Wygląda jak typowy gej, wszyscy wiedzą, że jest gejem, jego zdjęcia są na wszystkich gejowskich portalach, jest na prawie każdym zdjęciu z gejowskich klubów. Kiedyś byłam z nim na zakupach, biegał między ciuchami szybciej niż ja. I nie szukał ubrań, które noszą zwykli heterycy. Pytam go o to, wypiera się, mówi, że nie, że on gejem nigdy, to jest obrzydliwe. Na fejsie piszą, że wygrał kartę VIP do gejowskiego klubu w karaoke. Ale on gejem nigdy, bo to straszne.
FF: K., on jest gejem, tak samo, jak gejem jest M., o którego już pytałaś.
K: Wiedziałam, no wiedziałam. Poza tym kolega pokazywał mi screeny z tych ich portali gejowskich, jego zdjęcia mi pokazywał. On też się upiera, że gejem nie jest, bo jest wierzący i gejowstwo obraża jego religię. Ale po co się ukrywać? Nie rozumiem. Po co mówić, że nie jest się gejem, ale przez całe zajęcia gapić się na tyłek prowadzącego zajęcia i marudzić, że widział go z narzeczoną, choć wszystko wskazuje na to, że jest gejem?
FF: A ja się ukrywam?
K: Nic o tym nie mówisz, ale ja to czuję, bo mam wielu znajomych gejów. Lubię cię, bo jesteś normalny. Mam znajomych, którzy są tak pedalscy, że bardziej być nie można. Wiesz, torebusia Lui Włitą, rureczki, makijaż, nie mówią o niczym innym, jak o tyłkach, spotkaniach, klubach, kolejnych związkach, obciąganiu, paradach, penisach, portalach, imprezach. Inni mówią, że gejowstwo jest obrzydliwe, chociaż wszyscy dookoła wiedzą. A Ty jesteś normalny. Aurea mediocritas. Czekałam tylko, aż sam mi to powiesz.

Serce FF bije z nerwów pięć razy mocniej, FF i K przytulają się, kurtyna spada. 

piątek, 23 maja 2014

Co robić?

Dostałem propozycję pracy. Od września miałbym dostać etat polonisty w podstawówce, w której miałem praktyki, do której sam też chodziłem.
I nie wiem, co robić.
Bo z jednej strony, wiem, że taka szansa może się nie powtórzyć przez najbliższy czas i to jest przecież to, o czym marzyłem i co chcę robić (no, może niekoniecznie w podstawówce, ale na początek dobre i to).
Ale z drugiej strony... Co z dalszymi studiami? Studia magisterskie jeszcze bym jakoś pogodził, bo plan układamy sami, ale co z moim ukochanym drugim kierunkiem?
Pracować w szkole i studiować dwa kierunki?
Z czegoś muszę zrezygnować.
Z czego?

niedziela, 11 maja 2014

To tylko seks

Nienawidzę się.
Nienawidzę się z całego serca.
Zawsze jest tak samo.
"Cześć, spotkajmy się, jesteś słodki, podobasz mi się, będę Twój"
Flossy więc leci jak głupi, bo czemu nie korzystać z okazji?
Flossy na pierwszej randce trafia do łóżka i jest... cudownie, choć na pierwszej randce robi to pierwszy raz i wbrew wszelkim swoim zasadom.
Tylko się nie wjeb, myśli sobie Flossy.
Ale Flossy już się wjebał. Po uszy.
Szkoda tylko, że on sam się wjebał, bo K. chodziło tylko o seks.
I K. wciąż chodzi tylko o seks i teraz ciągle to zaznacza. Chce się spotykać ciągle, ale tylko dla seksu.
K. ostrzega Flossa, że nie ma sobie nic wyobrażać, bo to tylko seks, nic z tego nie będzie, jednocześnie wciąż prawi komplementy, cały dzień pisze smsy, prosi o telefony, rozmowy na Skype, informowanie o wszystkim, zupełnie tak, jak by mu zależało.
Ale mu nie zależy.
A Flossy się wjebał.
I wyobraża sobie wszystko.
I czuje się kurewsko.
I nie wie, co ma dalej robić.
Bo mu zależy.
Bardzo.

czwartek, 1 maja 2014

Chyba źle mnie zrozumiałeś

Wspólnie spędzony cały dzień, wspólnie spędzona (grzecznie) noc, wspólnie spędzony poranek. W międzyczasie dwie butelki wina, kilkanaście minut patrzenia sobie głęboko w oczy, kilka speszonych uśmiechów, głaskanie się po głowie, nieśmiałe przytulanie i łaskotanie.

Słowa na pożegnanie:
"Chyba źle mnie zrozumiałeś. Nie chciałem, żeby to przytulenie było czymś więcej niż tylko przytuleniem. Nie interpretuj tego źle. Bo nie było niczym więcej, prawda?"

Nie, nie było. W ogóle niczym.
Bo mnie to tylko zawsze wszystko może się wydawać.


Poza tym biegam. Poza tym chudnę, choć niby nie mam z czego.
Poza tym wszystko źle rozumiem.
Poza tym przestaję lubić facetów. 


środa, 23 kwietnia 2014

Jedyne wyjście

Co możesz zrobić, kiedy okazuje się, że słodki chłopiec, z którym miałeś się spotkać i od dwóch dni obgadywałeś szczegóły Waszego spotkania, nagle staje się tajemniczo milczący, a kiedy prawie przypierasz go do ściany, przyznaje się, że wypadło mu coś pilnego i jednak nie może się spotkać?

Co możesz zrobić, kiedy najlepsza (jedyna) przyjaciółka się z Tobą pokłóci i, krótko mówiąc, trochę Cię wkurwi?

Co możesz zrobić, kiedy ktoś, kogo poznałeś dwa dni temu, nagle przestaje się odzywać, bo stwierdza, że czegoś się "o Tobie i nie tylko" dowiedział i musi pozbierać myśli?

Co możesz zrobić, jeśli zaczynasz myśleć o tym, kto wygaduje za Twoimi plecami jakieś głupstwa do tego stopnia, że aż ludzie zrywają z Tobą kontakt, choć wcale Cię nie znają?

Co możesz zrobić, jeśli te wszystkie informacje spadają na Ciebie akurat w trakcie podróży pociągiem na zajęcia?

Nie możesz zrobić nic. Możesz mieć ochotę wyrzygać się na środku tego pociągu, wśród tych stojących i opierających się o Ciebie ludzi, bo robi Ci się niedobrze z nadmiaru myśli, które kotłują Ci się w głowie.

Możesz też zapomnieć, że przyjechałeś na zajęcia. Możesz po prostu przesiedzieć 5 godzin na swojej ulubionej ławce w swoim ulubionym parku i mieć w dupie, że właśnie zaczyna padać deszcz.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Bez tytułu

Bez tytułu.
Ostatnio wszystko jest bez tytułu.
Moje małe postanowienie głosi, że odstawiam komputer. Przynajmniej do końca czerwca. Będę go włączać tylko po to, żeby pisać licencjat (który już powinien być napisany), drukować notatki, oglądać Glee i Grę o tron. Koniec z bezsensownym siedzeniem w różnych dziwnych zaułkach internetu.

Poza tym bardzo mi na czymś zależy. Ale nie wiem, jak się za to zabrać. Już kilka razy próbowałem i nic nie wyszło. Nie wiem, jak się za to zabrać, bo wiem, jaka będzie reakcja, a mnie trudno wymyślić coś, co spowoduje inną reakcję. Wiem, jaka będzie, bo czytam, widzę, obserwuję, podglądam.

No właśnie, od czasu, gdy odstawiłem komputer, znów dużo czytam. Ciągle czytam.
I dużo słucham. Tylko że to słuchanie prawie przyprawia mnie o łzy.



Edit: I błagam, niech mnie ktoś stąd weźmie, coś pokaże, coś da, coś powie, coś zaoferuje, coś obieca. Albo nie. Niech ktoś po prostu będzie.

środa, 16 kwietnia 2014

Jeszcze się nie zaczęło, a już się skończyło

Zawsze tak jest, że jak zaczynam się za szybko cieszyć, to nic z niczego nie wychodzi.
Bo co ma wyjść, jeśli każda propozycja spotkania kończy się wiadomością: "przykro mi, ale nie mam czasu", "przykro mi, ale te filmy już widziałem", "przykro mi, ale jestem już umówiony z przyjaciółką"? Pisanie na fb i mijanie się na korytarzach uczelni mi nie wystarcza. Zresztą to pisanie... Chyba raczej odpisywanie na moje wiadomości. No cóż, pozostaje mi tylko dalsze patrzenie w bistro i przesyłanie uśmiechów z Ł.

Gejowski światek jest okropny. Nienawidzę fellow, czuję się tam jak szmata. Wszyscy odwiedzają, decyduje się napisać kilka osób. Po pierwszych wiadomościach z tych kilku osób pozostają dwie. Jedna z nich przestaje się odzywać po wysłaniu hasła do zdjęć, a z drugą kontakt urywa się po tygodniu.
Są też inne osoby. Takie, które co godzinę pytają "jak masz imię?". Dobra, rozumiem, że jest tam sporo ludzi i z każdym można pisać, ale do cholery, żeby nie pamiętać imienia osoby, z którą się pisze już jakiś czas? Tak, może to dlatego, że nie pokazałem kutasa/dupy/klaty. Może wtedy łatwiej jest zapamiętać, połączyć. Są też osoby, które mają pięknie opisane wymagania, oczekują miłości, prawdy, zaufania, a po dwóch godzinach rozmowy okazuje się, że to tylko przykrywka, znowu chcą wiedzieć, ile mam cm i czy idę do łóżka na pierwszej randce.

To nie jest miejsce dla mnie. Nie chcę w tym uczestniczyć.
Może nawet nie mam na to czasu.

piątek, 4 kwietnia 2014

Spotkanie

Chciałbym podziękować wszystkim komentującym poprzedni wpis za tak ciepłe słowa.
Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna: Tobie, Sansenoiu, Tobie, Aberfeldy, Tobie, HDA, Tobie, Kamilu, a także Tobie, Mattone.

Dzisiaj pierwszy raz udało mi się spotkać z Ł. poza murami uczelni i poza fb. Umówiliśmy się w parku, potem mieliśmy iść gdzieś  na piwo.
Od rana byłem zdenerwowany i ciągle myślałem o tym, jak dawno nie spotykałem się z nikim, kto nie jest M. Bałem się, że nie będę wiedział, jak mam się zachować, co mam mówić, jak rozmawiać, jak się śmiać, jak reagować. Bałem się o wszystko. Nie do końca też wiedziałem, czy to spotkanie jest randką, kumpelskim wyjściem na piwo, czy może jeszcze czymś innym.

Czekał na mnie w parku, jak mnie zobaczył, to zaczął się uśmiechać. Przesiedzieliśmy tam trochę i bardzo dobrze nam się rozmawiało. Bardzo przyjemnie. Śmialiśmy się, rozwijaliśmy tematy, które zaczęliśmy na fb, dodawaliśmy nowe, zdradziliśmy sobie kilka tajemnic. Potem zrobiło się nam zimno, więc postanowiliśmy pójść na piwo do bardzo żółtego miejsca w Poznaniu. Niestety, nie było tam nawet gdzie usiąść (no tak, bardzo dziwne w piątek o 18). Po drodze zjedliśmy pizzę i wciąż rozmawialiśmy. Co prawda, było kilka momentów ciszy, ale zupełnie niekrępującej. Czas szybko minął. Za szybko. Ale jak na pierwsze spotkanie, było bardzo sympatycznie. I mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz.

Potrzebowałem tego.

sobota, 29 marca 2014

Czas

Poznałem kogoś. Tak po prostu, zwyczajnie. Nie przez fellow, nie przez kumpello, nie przez queer, nie w klubie. Siedział obok mnie w wydziałowym bistro, spoglądaliśmy na siebie, uśmiechaliśmy się, oglądaliśmy za sobą. I tak przez kilka dni, aż w końcu do niego zagadałem. I tak sobie rozmawiam
z Ł. prawie przez całe dnie. Na razie tylko na fb i kilka minut na korytarzu w przerwie między zajęciami, ale za kilka dni mamy się spotkać poza uczelnią i normalnie porozmawiać.

I ja nie wiem, co mam robić. Bo z jednej strony bardzo bym chciał, żeby coś z tego wyszło (chociaż kto powiedział, że coś musi z tego wychodzić?), mamy podobne zainteresowania, studiujemy na jednym wydziale, słuchamy prawie tej samej muzyki, świetnie się dogadujemy i w ogóle. Jest przystojny. Bardzo. Jak go widzę, to uginają mi się kolana, jeszcze ten jego uśmiech... Ale z drugiej strony mam takie małe poczucie, że jest jeszcze za wcześnie. Mimo że sprawę z M. uważam już za całkowicie zamkniętą i nie chcę do niej wracać, wciąż myślę, że jest za wcześnie, że to dzieję się za szybko i trochę się przez to dystansuję.

Swoją drogą, M. się do mnie odzywa i próbuje chyba wpływać na moją psychikę. Raz pisze, że był
u lekarza, że jest chory, że prawdopodobnie ma nowotwór, innym razem pisze, że nie myślał, że go tak oleję, że miał nadzieję, że się nim zainteresuję, że coś dla mnie znaczył i nie odpuszczę tak łatwo, że nie pomyślałby, że tak dobrze sobie bez niego poradzę, bo on beze mnie nie radzi sobie w ogóle.
A ja usilnie staram się ignorować te wiadomości. Chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że to koniec i to jest jego sposób na... No właśnie, na co? Na obronę, na wymuszenie czegoś na mnie? Cytując Asnyka: "Daremne żale - próżny trud"

sobota, 22 marca 2014

"Ktoś mi wyjął balon z dupy"

Spotkałem się dzisiaj z M. To było już chyba nasze ostatnie spotkanie i przeżyłem coś w rodzaju katharsis. Nawet nie jest mi już żal. Nie czuję po prostu nic.

To była bardzo szczera rozmowa. Dowiedziałem się, że M. oszukiwał mnie już od prawie samego początku. Kiedyś, w tajemnicy przede mną, w nocy wyjechał z domu. Pojechał do HaHu. Chciał się zabawić, poprawić sobie humor. To było półtora roku temu. Od tamtego czasu utrzymuje w sekrecie przyjaźń z 50-kilku letnim facetem, którego tam poznał. Kupił nawet nowy telefon i nowy numer, żeby móc z nim utrzymywać kontakt. Ten facet jest bardzo bogaty, ma swoją restaurację, a M. był nawet kilka razy u niego w mieszkaniu na pysznym makaronie z krewetkami.

M. kiedyś zamienił się telefonami z wujem. On wziął nowy telefon od wujka, a swój stary dał wujkowi. Tylko że tym wujkiem nie okazał się wujek, a były chłopak, z którym M. przez całe trzy lata utrzymywał kontakt i czasami się spotykali.

M. niedawno poznał P. P. miał być jego kolegą z pracy. Kilka dni temu okazało się, że moja przyjaciółka widziała ich razem w Poznaniu i aż zapytała mnie czy my jesteśmy jeszcze razem, bo widziała M. w pociągu  z jakimś facetem  i zachowywali się tak, jakby coś ich łączyło. Trzymali się bardzo blisko siebie, szeptali coś do uszu, P. pomagał M. zakładać kurtkę, strzepywał mu coś z ramion. Wracali razem kilka razy. Okazało się, że P. nie jest kolegą z pracy, a znajomym, którego M. poznał właśnie w pociągu. P. z M. niby nic nie łączy, ale M. twierdzi, że jest przystojny, dobrze wykształcony (obecnie robi doktorat z historii), bogaty. Dobrze im się rozmawia.

Spotkałem się dziś z O. Musiałem się komuś wygadać, bo chodziłem już po ścianach w domu. Przez ostatnie kilka dni czułem się jak w piekle, dostawałem na głowę, nie kontaktowałem, liczył się tylko M. Podczas rozmowy z nim to wszystko ze mnie zeszło. Już nie ma żalu, nie ma rozpaczy. Kocham go nadal i to jest pewne, ale wiem też, że to już nigdy nie wróci. Już nigdy nie położę się obok niego, nie zasnę przy nim i nie obudzę się, nie będzie porannego seksu, nie będzie chwalenia jego ciała. Nie będzie niczego. O. powiedziała dziś, że kiedy rozeszła się swoją M. (bądź od niedawna T., jak on/ona woli by ją/jego nazywać), poczuła się jakby ktoś "wyjął jej balon z dupy". Dokładnie tak samo czuję się dzisiaj ja. Żałoba się skończyła, wszystko uleciało. Zastanawia mnie tylko dlaczego? Bo okazało się, że nie był taki idealny, jak myślałem, że jest? Czy gdzieś głęboko w sobie szukałem powodu, dla którego okaże się, że to nie tylko moja wina?

Nie chcę być sam. Kolejny raz okazało się, że mity o gejowskim światku są prawdą. Zdarzyło się to mnie, osobie, która chciała udowodnić wszystkim dookoła, że nie jest tak, jak mówią, że można żyć normalnie.

Nie chcę być sam, ale czy będę w stanie komuś jeszcze zaufać? Czy po związaniu się z kimś nie zostanę znów tak piekielnie zraniony, że dowiem się po trzech latach i pół roku, że nasz związek jest jednym wielkim kłamstwem, że mój partner toczy podwójne życie?

Nie chcę być sam.

piątek, 21 marca 2014

Pierwszy dzień wiosny

Kolejny pierwszy dzień wiosny. Kolejny wspaniały dzień dla Wiosennego Chłopca. Kolejne, już 22, urodziny. Kolejny dzień, który powoduje, że po powrocie do domu nie robię nic innego, tylko kładę się do łóżka. Kolejny dzień, kiedy myślę o M. Kolejny dzień...

A w prezencie urodzinowym piękni panowie pięknie mi śpiewają:




sobota, 15 marca 2014

Co się komu wydaje

Czasami wydaje mi się, że już pogodziłem się ze stratą faceta, z którym byłem 3 i pół roku. Czasami staram się o nim nie myśleć. Czasami wiem, że to już nie wróci, że już nigdy nie będzie ze mną siedział, że już nigdy nie spędzimy razem wakacji, że już nigdy nie zjemy z naszymi rodzicami obiadu, że już nigdy u mnie nie zamieszka. Czasami wydaje mi się, że już nigdy mnie nie pocałuje, że już nigdy mnie nie przytuli, że już nigdy nie dotknę jego klaty.

Czasami wydaje mi się, że nikt inny nie będzie się z nim spotykał, że nikt inny nie będzie spędzał z nim czasu, że nikt inny nie wyjedzie z nim na wakacje, że nikt inny nie zje z jego rodzicami obiadu, że nie zamieszka u nikogo innego. Czasami wydaje mi się, że nie pocałuje nikogo innego, że nikogo innego nie przytuli, że nikt inny nie dotknie jego klaty.

Ale czasami zdarzają się takie dni jak dziś, kiedy wiem, że być może teraz jest z kimś innym na imprezie, że z kimś innym spędza czas, że właśnie planuje wspólne wakacje lub właśnie rozbiera się, żeby wejść do czyjegoś łóżka. Taki dzień jest straszny. Najgorszym ze wszystkich możliwych. Siedzę sam w pokoju, nie mam ochoty na rozmowę, na jedzenie, na telefony, na gry. Nawet na książki i muzykę nie mam ochoty.

Nie potrafię zapomnieć, choć tak bardzo się staram. Czy kiedykolwiek zdołam jeszcze kogoś pokochać? Czy zdołam komuś zaufać? Czy odważę się przedstawić wszystkie sekrety, rodzinne problemy? Wątpię. On wiedział wszystko i chcę, żeby nadal tu był. Zawsze. Ale nie będzie. A ja nie potrafię dalej żyć.

środa, 12 marca 2014

Park

Siedzę właśnie w parku Adama Mickiewicza, jednym z moich ulubionych miejsc w Poznaniu. Mam jeszcze godzinę do zajęć, więc trochę nacieszę się wczesym, wiosennym słońcem. Moja ulubiona pogoda, jest ciepło, ale tak miło ciepło, kiedy jeszcze nie umieram z gorąca. Obok ludzie leżą, siedzą, jeżdżą na deskach, jedzą, przytulają się i całują, leżą na sobie, chodzą na linie rozwieszonej między drzewami, inni obgadują koleżanki z roku, inni tylko przechodzą, biegną na zajęcia.

A ja siedzę sam, na środku, ze słuchawkami w uszach i telefonem w ręce, więc jeśli mnie widzisz, uśmiechnij się. :P

W piątek skończyłem praktyki w gimnazjum. Nie było tak strasznie, jak się tego spodziewałem. Nikt mnie nie wyzywał, nikt nie założył mi kosza na głowę, postawiłem dużo dobrych ocen, ale też kilka złych. Przekonałem się jeszcze bardziej do tego, że chcę pracować w zawodzie.

Mam urwanie głowy. Piszę licencjat, nadrabiam zaległości z drugiego kierunku (dopiero w poniedziałek zacząłem zajęcia przez te praktyki, oni już dwa tygodnie studiują), biorę udział w grancie naukowym. Żyję.

wtorek, 11 marca 2014

Anioł

Siedzę w swoim pokoju. W tle leci spokojna muzyka, a ja czytam kolejny tom "Pieśni lodu i ognia".
W pokoju obok siedzą rodzice, rozmawiają, oglądają telewizję. Zwykły dzień. Rozlega się dzwonek do drzwi. Ale kto to może być? Nikogo się nie spodziewamy. Otwieram drzwi, a tam tłum ludzi! Moja ciotka chrzestna (z którą nie widziałem się 10 lat), brat taty (którego równie tyle nie widziałem), wujek, drugi wujek (syn ciotki chrzestnej i wujka) i kolejny wujek wraz ze swoją dziewczyną, a z tą dziewczyną jeszcze... Anioł. Tak, właśnie ten Anioł. który także prowadzi bloga. What the fuck? O co chodzi? Okazało się, że rodzina chce zacieśniać więzi, odbudować relacje. No dobra, ale skąd się tu wziął Anioł? Przecież nie należy do rodziny. Ano wziął się stąd, że dziewczyna wujka jest jego kuzynką/przyjaciółką/kimś  z rodziny, a nas jeszcze nie zna, więc czas się poznać.

Ja wiedziałem, że Anioł to właśnie ten Anioł, ale Anioł nie wiedział, że ja to ja. Gęba mi się cieszyła, a od uśmiechania się i przyjmowania zalotnych poz bolały mnie mięśnie twarzy. Anioł też tylko na mnie patrzył się i uśmiechał. W ogóle nie interesowało mnie, co się dzieję z rodziną, ważne, że był tu Anioł,  z którym wymienialiśmy spojrzenia i uśmiechy. No dobra, dłużej tak być nie mogło. Poszedłem po telefon, wszedłem na pewien portal na "F" i wysłałem jedną wiadomość o treści ":D". Anioł od razu dostał powiadomienie i podniósł wzrok znad telefonu i spojrzał na mnie. Oznajmiliśmy wszystkim, że musimy wyjść, no i wyszliśmy...

A ja się obudziłem.

Od razu po wstaniu z łóżka stwierdziłem, że bardzo długo mnie tu nie było. Choć stwierdzam to zawsze, gdy piszę nową notkę. Ale czytam wszystkie Wasze blogi codziennie, choć żadnego nie komentuję. Mimo że się nie ujawniam, jestem.
Może teraz będę częściej. :)


Miłego dnia. :*