sobota, 29 marca 2014

Czas

Poznałem kogoś. Tak po prostu, zwyczajnie. Nie przez fellow, nie przez kumpello, nie przez queer, nie w klubie. Siedział obok mnie w wydziałowym bistro, spoglądaliśmy na siebie, uśmiechaliśmy się, oglądaliśmy za sobą. I tak przez kilka dni, aż w końcu do niego zagadałem. I tak sobie rozmawiam
z Ł. prawie przez całe dnie. Na razie tylko na fb i kilka minut na korytarzu w przerwie między zajęciami, ale za kilka dni mamy się spotkać poza uczelnią i normalnie porozmawiać.

I ja nie wiem, co mam robić. Bo z jednej strony bardzo bym chciał, żeby coś z tego wyszło (chociaż kto powiedział, że coś musi z tego wychodzić?), mamy podobne zainteresowania, studiujemy na jednym wydziale, słuchamy prawie tej samej muzyki, świetnie się dogadujemy i w ogóle. Jest przystojny. Bardzo. Jak go widzę, to uginają mi się kolana, jeszcze ten jego uśmiech... Ale z drugiej strony mam takie małe poczucie, że jest jeszcze za wcześnie. Mimo że sprawę z M. uważam już za całkowicie zamkniętą i nie chcę do niej wracać, wciąż myślę, że jest za wcześnie, że to dzieję się za szybko i trochę się przez to dystansuję.

Swoją drogą, M. się do mnie odzywa i próbuje chyba wpływać na moją psychikę. Raz pisze, że był
u lekarza, że jest chory, że prawdopodobnie ma nowotwór, innym razem pisze, że nie myślał, że go tak oleję, że miał nadzieję, że się nim zainteresuję, że coś dla mnie znaczył i nie odpuszczę tak łatwo, że nie pomyślałby, że tak dobrze sobie bez niego poradzę, bo on beze mnie nie radzi sobie w ogóle.
A ja usilnie staram się ignorować te wiadomości. Chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że to koniec i to jest jego sposób na... No właśnie, na co? Na obronę, na wymuszenie czegoś na mnie? Cytując Asnyka: "Daremne żale - próżny trud"

sobota, 22 marca 2014

"Ktoś mi wyjął balon z dupy"

Spotkałem się dzisiaj z M. To było już chyba nasze ostatnie spotkanie i przeżyłem coś w rodzaju katharsis. Nawet nie jest mi już żal. Nie czuję po prostu nic.

To była bardzo szczera rozmowa. Dowiedziałem się, że M. oszukiwał mnie już od prawie samego początku. Kiedyś, w tajemnicy przede mną, w nocy wyjechał z domu. Pojechał do HaHu. Chciał się zabawić, poprawić sobie humor. To było półtora roku temu. Od tamtego czasu utrzymuje w sekrecie przyjaźń z 50-kilku letnim facetem, którego tam poznał. Kupił nawet nowy telefon i nowy numer, żeby móc z nim utrzymywać kontakt. Ten facet jest bardzo bogaty, ma swoją restaurację, a M. był nawet kilka razy u niego w mieszkaniu na pysznym makaronie z krewetkami.

M. kiedyś zamienił się telefonami z wujem. On wziął nowy telefon od wujka, a swój stary dał wujkowi. Tylko że tym wujkiem nie okazał się wujek, a były chłopak, z którym M. przez całe trzy lata utrzymywał kontakt i czasami się spotykali.

M. niedawno poznał P. P. miał być jego kolegą z pracy. Kilka dni temu okazało się, że moja przyjaciółka widziała ich razem w Poznaniu i aż zapytała mnie czy my jesteśmy jeszcze razem, bo widziała M. w pociągu  z jakimś facetem  i zachowywali się tak, jakby coś ich łączyło. Trzymali się bardzo blisko siebie, szeptali coś do uszu, P. pomagał M. zakładać kurtkę, strzepywał mu coś z ramion. Wracali razem kilka razy. Okazało się, że P. nie jest kolegą z pracy, a znajomym, którego M. poznał właśnie w pociągu. P. z M. niby nic nie łączy, ale M. twierdzi, że jest przystojny, dobrze wykształcony (obecnie robi doktorat z historii), bogaty. Dobrze im się rozmawia.

Spotkałem się dziś z O. Musiałem się komuś wygadać, bo chodziłem już po ścianach w domu. Przez ostatnie kilka dni czułem się jak w piekle, dostawałem na głowę, nie kontaktowałem, liczył się tylko M. Podczas rozmowy z nim to wszystko ze mnie zeszło. Już nie ma żalu, nie ma rozpaczy. Kocham go nadal i to jest pewne, ale wiem też, że to już nigdy nie wróci. Już nigdy nie położę się obok niego, nie zasnę przy nim i nie obudzę się, nie będzie porannego seksu, nie będzie chwalenia jego ciała. Nie będzie niczego. O. powiedziała dziś, że kiedy rozeszła się swoją M. (bądź od niedawna T., jak on/ona woli by ją/jego nazywać), poczuła się jakby ktoś "wyjął jej balon z dupy". Dokładnie tak samo czuję się dzisiaj ja. Żałoba się skończyła, wszystko uleciało. Zastanawia mnie tylko dlaczego? Bo okazało się, że nie był taki idealny, jak myślałem, że jest? Czy gdzieś głęboko w sobie szukałem powodu, dla którego okaże się, że to nie tylko moja wina?

Nie chcę być sam. Kolejny raz okazało się, że mity o gejowskim światku są prawdą. Zdarzyło się to mnie, osobie, która chciała udowodnić wszystkim dookoła, że nie jest tak, jak mówią, że można żyć normalnie.

Nie chcę być sam, ale czy będę w stanie komuś jeszcze zaufać? Czy po związaniu się z kimś nie zostanę znów tak piekielnie zraniony, że dowiem się po trzech latach i pół roku, że nasz związek jest jednym wielkim kłamstwem, że mój partner toczy podwójne życie?

Nie chcę być sam.

piątek, 21 marca 2014

Pierwszy dzień wiosny

Kolejny pierwszy dzień wiosny. Kolejny wspaniały dzień dla Wiosennego Chłopca. Kolejne, już 22, urodziny. Kolejny dzień, który powoduje, że po powrocie do domu nie robię nic innego, tylko kładę się do łóżka. Kolejny dzień, kiedy myślę o M. Kolejny dzień...

A w prezencie urodzinowym piękni panowie pięknie mi śpiewają:




sobota, 15 marca 2014

Co się komu wydaje

Czasami wydaje mi się, że już pogodziłem się ze stratą faceta, z którym byłem 3 i pół roku. Czasami staram się o nim nie myśleć. Czasami wiem, że to już nie wróci, że już nigdy nie będzie ze mną siedział, że już nigdy nie spędzimy razem wakacji, że już nigdy nie zjemy z naszymi rodzicami obiadu, że już nigdy u mnie nie zamieszka. Czasami wydaje mi się, że już nigdy mnie nie pocałuje, że już nigdy mnie nie przytuli, że już nigdy nie dotknę jego klaty.

Czasami wydaje mi się, że nikt inny nie będzie się z nim spotykał, że nikt inny nie będzie spędzał z nim czasu, że nikt inny nie wyjedzie z nim na wakacje, że nikt inny nie zje z jego rodzicami obiadu, że nie zamieszka u nikogo innego. Czasami wydaje mi się, że nie pocałuje nikogo innego, że nikogo innego nie przytuli, że nikt inny nie dotknie jego klaty.

Ale czasami zdarzają się takie dni jak dziś, kiedy wiem, że być może teraz jest z kimś innym na imprezie, że z kimś innym spędza czas, że właśnie planuje wspólne wakacje lub właśnie rozbiera się, żeby wejść do czyjegoś łóżka. Taki dzień jest straszny. Najgorszym ze wszystkich możliwych. Siedzę sam w pokoju, nie mam ochoty na rozmowę, na jedzenie, na telefony, na gry. Nawet na książki i muzykę nie mam ochoty.

Nie potrafię zapomnieć, choć tak bardzo się staram. Czy kiedykolwiek zdołam jeszcze kogoś pokochać? Czy zdołam komuś zaufać? Czy odważę się przedstawić wszystkie sekrety, rodzinne problemy? Wątpię. On wiedział wszystko i chcę, żeby nadal tu był. Zawsze. Ale nie będzie. A ja nie potrafię dalej żyć.

środa, 12 marca 2014

Park

Siedzę właśnie w parku Adama Mickiewicza, jednym z moich ulubionych miejsc w Poznaniu. Mam jeszcze godzinę do zajęć, więc trochę nacieszę się wczesym, wiosennym słońcem. Moja ulubiona pogoda, jest ciepło, ale tak miło ciepło, kiedy jeszcze nie umieram z gorąca. Obok ludzie leżą, siedzą, jeżdżą na deskach, jedzą, przytulają się i całują, leżą na sobie, chodzą na linie rozwieszonej między drzewami, inni obgadują koleżanki z roku, inni tylko przechodzą, biegną na zajęcia.

A ja siedzę sam, na środku, ze słuchawkami w uszach i telefonem w ręce, więc jeśli mnie widzisz, uśmiechnij się. :P

W piątek skończyłem praktyki w gimnazjum. Nie było tak strasznie, jak się tego spodziewałem. Nikt mnie nie wyzywał, nikt nie założył mi kosza na głowę, postawiłem dużo dobrych ocen, ale też kilka złych. Przekonałem się jeszcze bardziej do tego, że chcę pracować w zawodzie.

Mam urwanie głowy. Piszę licencjat, nadrabiam zaległości z drugiego kierunku (dopiero w poniedziałek zacząłem zajęcia przez te praktyki, oni już dwa tygodnie studiują), biorę udział w grancie naukowym. Żyję.

wtorek, 11 marca 2014

Anioł

Siedzę w swoim pokoju. W tle leci spokojna muzyka, a ja czytam kolejny tom "Pieśni lodu i ognia".
W pokoju obok siedzą rodzice, rozmawiają, oglądają telewizję. Zwykły dzień. Rozlega się dzwonek do drzwi. Ale kto to może być? Nikogo się nie spodziewamy. Otwieram drzwi, a tam tłum ludzi! Moja ciotka chrzestna (z którą nie widziałem się 10 lat), brat taty (którego równie tyle nie widziałem), wujek, drugi wujek (syn ciotki chrzestnej i wujka) i kolejny wujek wraz ze swoją dziewczyną, a z tą dziewczyną jeszcze... Anioł. Tak, właśnie ten Anioł. który także prowadzi bloga. What the fuck? O co chodzi? Okazało się, że rodzina chce zacieśniać więzi, odbudować relacje. No dobra, ale skąd się tu wziął Anioł? Przecież nie należy do rodziny. Ano wziął się stąd, że dziewczyna wujka jest jego kuzynką/przyjaciółką/kimś  z rodziny, a nas jeszcze nie zna, więc czas się poznać.

Ja wiedziałem, że Anioł to właśnie ten Anioł, ale Anioł nie wiedział, że ja to ja. Gęba mi się cieszyła, a od uśmiechania się i przyjmowania zalotnych poz bolały mnie mięśnie twarzy. Anioł też tylko na mnie patrzył się i uśmiechał. W ogóle nie interesowało mnie, co się dzieję z rodziną, ważne, że był tu Anioł,  z którym wymienialiśmy spojrzenia i uśmiechy. No dobra, dłużej tak być nie mogło. Poszedłem po telefon, wszedłem na pewien portal na "F" i wysłałem jedną wiadomość o treści ":D". Anioł od razu dostał powiadomienie i podniósł wzrok znad telefonu i spojrzał na mnie. Oznajmiliśmy wszystkim, że musimy wyjść, no i wyszliśmy...

A ja się obudziłem.

Od razu po wstaniu z łóżka stwierdziłem, że bardzo długo mnie tu nie było. Choć stwierdzam to zawsze, gdy piszę nową notkę. Ale czytam wszystkie Wasze blogi codziennie, choć żadnego nie komentuję. Mimo że się nie ujawniam, jestem.
Może teraz będę częściej. :)


Miłego dnia. :*