środa, 23 kwietnia 2014

Jedyne wyjście

Co możesz zrobić, kiedy okazuje się, że słodki chłopiec, z którym miałeś się spotkać i od dwóch dni obgadywałeś szczegóły Waszego spotkania, nagle staje się tajemniczo milczący, a kiedy prawie przypierasz go do ściany, przyznaje się, że wypadło mu coś pilnego i jednak nie może się spotkać?

Co możesz zrobić, kiedy najlepsza (jedyna) przyjaciółka się z Tobą pokłóci i, krótko mówiąc, trochę Cię wkurwi?

Co możesz zrobić, kiedy ktoś, kogo poznałeś dwa dni temu, nagle przestaje się odzywać, bo stwierdza, że czegoś się "o Tobie i nie tylko" dowiedział i musi pozbierać myśli?

Co możesz zrobić, jeśli zaczynasz myśleć o tym, kto wygaduje za Twoimi plecami jakieś głupstwa do tego stopnia, że aż ludzie zrywają z Tobą kontakt, choć wcale Cię nie znają?

Co możesz zrobić, jeśli te wszystkie informacje spadają na Ciebie akurat w trakcie podróży pociągiem na zajęcia?

Nie możesz zrobić nic. Możesz mieć ochotę wyrzygać się na środku tego pociągu, wśród tych stojących i opierających się o Ciebie ludzi, bo robi Ci się niedobrze z nadmiaru myśli, które kotłują Ci się w głowie.

Możesz też zapomnieć, że przyjechałeś na zajęcia. Możesz po prostu przesiedzieć 5 godzin na swojej ulubionej ławce w swoim ulubionym parku i mieć w dupie, że właśnie zaczyna padać deszcz.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Bez tytułu

Bez tytułu.
Ostatnio wszystko jest bez tytułu.
Moje małe postanowienie głosi, że odstawiam komputer. Przynajmniej do końca czerwca. Będę go włączać tylko po to, żeby pisać licencjat (który już powinien być napisany), drukować notatki, oglądać Glee i Grę o tron. Koniec z bezsensownym siedzeniem w różnych dziwnych zaułkach internetu.

Poza tym bardzo mi na czymś zależy. Ale nie wiem, jak się za to zabrać. Już kilka razy próbowałem i nic nie wyszło. Nie wiem, jak się za to zabrać, bo wiem, jaka będzie reakcja, a mnie trudno wymyślić coś, co spowoduje inną reakcję. Wiem, jaka będzie, bo czytam, widzę, obserwuję, podglądam.

No właśnie, od czasu, gdy odstawiłem komputer, znów dużo czytam. Ciągle czytam.
I dużo słucham. Tylko że to słuchanie prawie przyprawia mnie o łzy.



Edit: I błagam, niech mnie ktoś stąd weźmie, coś pokaże, coś da, coś powie, coś zaoferuje, coś obieca. Albo nie. Niech ktoś po prostu będzie.

środa, 16 kwietnia 2014

Jeszcze się nie zaczęło, a już się skończyło

Zawsze tak jest, że jak zaczynam się za szybko cieszyć, to nic z niczego nie wychodzi.
Bo co ma wyjść, jeśli każda propozycja spotkania kończy się wiadomością: "przykro mi, ale nie mam czasu", "przykro mi, ale te filmy już widziałem", "przykro mi, ale jestem już umówiony z przyjaciółką"? Pisanie na fb i mijanie się na korytarzach uczelni mi nie wystarcza. Zresztą to pisanie... Chyba raczej odpisywanie na moje wiadomości. No cóż, pozostaje mi tylko dalsze patrzenie w bistro i przesyłanie uśmiechów z Ł.

Gejowski światek jest okropny. Nienawidzę fellow, czuję się tam jak szmata. Wszyscy odwiedzają, decyduje się napisać kilka osób. Po pierwszych wiadomościach z tych kilku osób pozostają dwie. Jedna z nich przestaje się odzywać po wysłaniu hasła do zdjęć, a z drugą kontakt urywa się po tygodniu.
Są też inne osoby. Takie, które co godzinę pytają "jak masz imię?". Dobra, rozumiem, że jest tam sporo ludzi i z każdym można pisać, ale do cholery, żeby nie pamiętać imienia osoby, z którą się pisze już jakiś czas? Tak, może to dlatego, że nie pokazałem kutasa/dupy/klaty. Może wtedy łatwiej jest zapamiętać, połączyć. Są też osoby, które mają pięknie opisane wymagania, oczekują miłości, prawdy, zaufania, a po dwóch godzinach rozmowy okazuje się, że to tylko przykrywka, znowu chcą wiedzieć, ile mam cm i czy idę do łóżka na pierwszej randce.

To nie jest miejsce dla mnie. Nie chcę w tym uczestniczyć.
Może nawet nie mam na to czasu.

piątek, 4 kwietnia 2014

Spotkanie

Chciałbym podziękować wszystkim komentującym poprzedni wpis za tak ciepłe słowa.
Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna: Tobie, Sansenoiu, Tobie, Aberfeldy, Tobie, HDA, Tobie, Kamilu, a także Tobie, Mattone.

Dzisiaj pierwszy raz udało mi się spotkać z Ł. poza murami uczelni i poza fb. Umówiliśmy się w parku, potem mieliśmy iść gdzieś  na piwo.
Od rana byłem zdenerwowany i ciągle myślałem o tym, jak dawno nie spotykałem się z nikim, kto nie jest M. Bałem się, że nie będę wiedział, jak mam się zachować, co mam mówić, jak rozmawiać, jak się śmiać, jak reagować. Bałem się o wszystko. Nie do końca też wiedziałem, czy to spotkanie jest randką, kumpelskim wyjściem na piwo, czy może jeszcze czymś innym.

Czekał na mnie w parku, jak mnie zobaczył, to zaczął się uśmiechać. Przesiedzieliśmy tam trochę i bardzo dobrze nam się rozmawiało. Bardzo przyjemnie. Śmialiśmy się, rozwijaliśmy tematy, które zaczęliśmy na fb, dodawaliśmy nowe, zdradziliśmy sobie kilka tajemnic. Potem zrobiło się nam zimno, więc postanowiliśmy pójść na piwo do bardzo żółtego miejsca w Poznaniu. Niestety, nie było tam nawet gdzie usiąść (no tak, bardzo dziwne w piątek o 18). Po drodze zjedliśmy pizzę i wciąż rozmawialiśmy. Co prawda, było kilka momentów ciszy, ale zupełnie niekrępującej. Czas szybko minął. Za szybko. Ale jak na pierwsze spotkanie, było bardzo sympatycznie. I mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz.

Potrzebowałem tego.