niedziela, 14 września 2014

Niepewność, czyli gdy Cię nie widzę

Powinienem mieć permanentny zakaz utrzymywania kontaktów z ludźmi. Wystarczy dać mi odrobinę nadziei, a ja dostaję na głowę. Już raz ktoś anonimowy mnie zdiagnozował i napisał mi tutaj, że jestem przeraźliwie spragniony uczucia i lecę do niego jak ćma do światła

Miesiąc niekończącej się rozmowy, wspólne oglądanie filmów, ochy i achy, "nie mogę się doczekać, kiedy przyjadę", nie mogę się doczekać, kiedy przyjedziesz, dirty talk, dzień wysyłania selfie, "te książki, których tak mi zazdrościsz, mogą być niedługo nasze, nie moje, Flossy", "nie mam już serca, Flossy, żeby cię opuścić, nigdzie ci nie ucieknę", (jak okaże się, że coś jest nie tak, to od razu sobie to mówimy, pinky swear), "jak przyjadę, razem popracujemy nad twoim brakiem pewności siebie, Flossy", "zaprzyjaźnię się z twoimi zwierzętami, Flossy, jak do Ciebie przyjadę na weekend", "zaufaj mi, będzie dobrze", pierwsze spotkanie idealnie zaplanowane, tajemnice wyjawione, konto na Fellow całkowicie usunięte.  

A teraz cisza. Zero smsów, zero wiadomości, niedostępny (niewidoczny?). 
Z nerwów dostaję gorączki i boli mnie brzuch, bo tak mi zależy. Znów zrobiłem coś źle? Przecież wydawało mi się, że... No właśnie, wydawało. Może tylko kolejny raz się wydawało.
Po co obietnice, po co wyznania, skoro to tylko słowa. Pisane, nie wypowiedziane, choć takie za dwa tygodnie miały być. 

Ogarnij się, Wiosenny, ochłoń, wyluzuj. 

Aspołeczna ślamazara, Flossy, znika. Nie obiecuje, że kiedyś wróci, ale pozostanie dobrym i czytającym duchem.
Potrzebuje przerwy od życia, od ludzi, którym nigdy już nie zaufa, ale nie wie, gdzie tę przerwę ma spędzić, co robić, jak się naprawić.

Narrator tej nędznej opowieści ma już dosyć. Narrator zamilknie i nie będzie dalej kompromitował bohatera, bo to nawet ponad siły narratora wszechwiedzącego. Narrator nie ma do tego serca. Narrator obiecał, ale musi odejść.  
Narrator radzi też bohaterowi, choć bohater nie słyszy głosu narratora, by ten przestał się przejmować, przestał panikować, poczekał, dał trochę czasu. Ale bohater nie słyszy, bo narrator przestaje mówić. Roland Barthes ogłosił kiedyś śmierć autora. Czas na śmierć narratora.  

czwartek, 4 września 2014

Zawiń mnie w dywan

Kiedy ostatnio czymś się pochwaliłem na blogu, okazało się, że nic z tego nie wyszło, a na drugi dzień wszystko się posypało. Może to znak, że nie powinienem się niczym tutaj chwalić, a pisać jedynie w czasie przeszłym.

Dlatego nie pochwalę się, że już naprawdę nie mogę doczekać się października, bo w październiku wreszcie zobaczę się na żywo z kimś, kto mieszka całe 400 kilometrów ode mnie, a z kim od 3 tygodni spędzam całe dnie wirtualnie, a to już nie wystarcza, ale ośmiogodzinna podróż pociągiem w jedną stronę to mordęga, więc czekamy, aż zacznie się rok akademicki, kiedy razem będziemy na miejscu, a czasu nie zostało znowu aż tak wiele.

Staram się nie przywiązywać, nie oswajać, nie myśleć, bo w październiku może się okazać coś zupełnie innego, ale jest mi strasznie trudno, kiedy on pociąga mnie w tak wielu różnych płaszczyznach, kiedy okazuje się, że jest laureatem dwóch olimpiad przedmiotowych, na studia dostał się poza kolejnością, a materiał studiów, na które się wybiera, już doskonale zna i to on może oblewać egzaminatorów, kiedy okazuje się, że w wieku 16 lat pisał dla rozrywki prace na temat książek, które ja poznaję dopiero na studiach, że mimo tak młodego wieku, ma na swoim koncie już kilka publikacji, kiedy okazuje się, że tak bardzo mi się podoba, a całe dnie możemy rozmawiać o wszystkim i niczym. I zawiesieliśmy nasze konta na fellow, bo od kiedy ze sobą piszemy, nie wchodzimy tam wcale. 

Nie chciałem pisać, ale napisałem, teraz czekam do jutra, żeby sprawdzić czy siła mojego bloga (która wcale nie jest siłą bloga, lecz tylko i wyłącznie moją, ale w głębi duszy boję się do tego przyznać) naprawdę jest taka destrukcyjna. Oby okazało się, że nie.