środa, 23 grudnia 2015

Świąteczny prezent

Najlepszym świątecznym prezentem, jaki mogłem dostać w tym roku, jest ten:


- Wiosenny, czyli zostaniesz oficjalnie moim chłopakiem?
- Zostanę!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Sytuacja dramatyczna

Akt I, scena 1

kurtyna podniesiona, Kobieta i Wiosenny spacerują, wchodzą z drzwi prawych, mży

Kobieta: Wiosenny, dlaczego wciąż nie masz chłopaka?
Wiosenny: Słucham?
K: No, dlaczego nie masz chłopaka?
W: Nie wiem, mnie nie pytaj.
K: Przecież jesteś najbardziej kochaną osobą, jaką znam. Czuły, opiekuńczy, poświęcasz sporo czasu, jak ci zależy, kontakt z tobą  świetny, można o wszystkim z tobą porozmawiać, wszyscy mogą na ciebie liczyć, nigdy nikogo nie zawiodłeś, pasztetem też nie jesteś, a nawet wręcz przeciwnie. Szczególnie ostatnio. Wszyscy widzą, że ćwiczysz, nie da się przejść obojętnie obok twojej sylwetki. Przecież... Dlaczego?
W: No, właśnie dlatego.
K: Ale że co?
W: No to.
K: Że jesteś za dobry?
W: Nie wiem, czy za dobry, po prostu nikt tego nie szuka.
K: Głupi jesteście. Znaczy nie ty.
W: Tego akurat mi nie musisz mówić. Może to akurat ja jestem głupi wśród nich?
K: Pogięło cię?
W: Może.
K: Puknij się w głowę. I znajdź kogoś, bo więdniesz.
W: O, patrz, tam idzie taki ładny pan. Może do niego podejdę i zapytam, czy chciałby zostać moim chłopakiem.
K: Skoro nie ma innego sposobu...

kurtyna nie opada, Kobieta i Wiosenny spacerują, wchodzą w drzwi lewe, mży

środa, 11 listopada 2015

Prawnik

Prawnik z poprzedniej notki wreszcie odważył się podjąć jakieś kroki. A to tylko dlatego, że przypadkiem spotkaliśmy się w pociągu i mieliśmy okazję pierwszy raz zobaczyć się na żywo. Znajomość odżyła, bo, jak stwierdził, na żywo prezentuję się o wiele lepiej niż wirtualnie. No fajnie, czyli jak jednocześnie powiedzieć coś miłego i zjebać.
Zaprosił mnie do siebie na herbatę, a ja, ponieważ jestem emocjonalną ciotą (i ćmą, która leci do ognia, jak napisał mi tu ktoś kiedyś w komentarzu), z zaproszenia skorzystałem. Nie wiem czy powinienem, ale pojechałem.
Prawnik jest świetnym facetem. Przystojnym, z klasą, bardzo dobrze się ubiera. Jego mieszkanie wprawiło mnie w osłupienie.
Może dlatego nie wiem, co działo się od połowy filmu, który oglądaliśmy, gdy pierwszy chwycił mnie za rękę. A potem ja go pocałowałem. A potem on zdjął koszulkę. A potem...

No i wróciłem do domu.
Chciałbym powiedzieć, że żałuję tego, co się stało, zwłaszcza że cały czas gdzieś z tyłu głowy mam wizję jego podejścia i nasz dotychczasowy kontakt, ale nie mogę tego powiedzieć. Nie mogę, bo było zbyt dobrze.
Znowu mam nadzieję, że to nie było pierwsze i ostatnie spotkanie, ale znając moje cholerne szczęście do facetów...

W Warszawie było fajnie. Mój referat został dobrze przyjęty. Ale ponieważ nie chciało mi się siedzieć na całej konferencji, to razem z przyjaciółką, która ze mną pojechała, uciekliśmy dość wcześnie i wybraliśmy się na spacer po Warszawie. Spacer, który trwał od 13 do 23 (bo wtedy dopiero mieliśmy pociąg). Lubię to miasto. Myślę, że nawet mógłbym zdradzić Poznań na rzecz Warszawy. Z bólem serca, ale mógłbym. Spacer po Łazienkach po zmroku zrobił na mnie ogromne wrażenie. Alejki z zapalonymi zniczami, Ogród Chiński. Bardzo to wszystko nastrojowe i romantyczne, idealne na spacer.
Nie wspomnę nawet o tym, że mój Grindr oszalał w Warszawie. 

sobota, 31 października 2015

Anuluj

Samotność człowieka polega na tym, że ten zaczyna sobie wmawiać, że nie ma czasu na nowe znajomości, żeby stłumić w sobie jednak ich bardzo silną potrzebę. Chociaż tak naprawdę, mimo ogromu obowiązków, bardzo chętnie by ten czas wygospodarował. Wmawia sobie taki człowiek, że nie chce randek, nie chce pić herbaty i jeść szarlotki, nie chce iść do kina i nie chce iść do teatru. Nie chce się przytulać, nie chce przypadkowo dotykać rąk na spacerze w parku, ani też nie chce nieśmiało się przytulić na pożegnanie.
W ten sposób wynagradza sobie czas stracony na portalach randkowych wśród idiotów. No, nie wszyscy są idiotami. Zazwyczaj mieszkają wtedy na drugim końcu Polski. Albo mają 17 lat, a z dziećmi to niekoniecznie chciałoby się przedsięwziąć coś poważnego.

Idiotą nie jest też z pewnością człowiek, który właśnie skończył prawo. Przez tydzień dzwonił codziennie, wysyłał zdjęcia, opisywał szczegółowo swój dzień, nazywał potencjalnym chłopakiem, marzył o potencjalnych wspólnych sytuacjach, opisywał potencjalne wspólne życie. A potem przestał się odzywać. Nie do końca. Raz na trzy dni wysyła wiadomość, w której pyta, co u mnie słychać, choć wcześniej mówił, że bardzo sobie ceni regularny kontakt. Poproszony o jakieś określenie się odpowiada, że wątpi w to, że kiedyś znajdzie sobie kogoś na serio i dlatego ma problem. Super. Właśnie masz okazję kogoś poznać, komuś zaufać, poznać kogoś, kto też chce czegoś na poważnie. No ale nie, wolisz się wycofać, bo myślisz, że się nie uda. :)

Z rzeczy przyjemnych: w sobotę jadę do Warszawy. Wygłaszam referat na konferencji naukowej. Bilety kupione, referat jeszcze szlifuję. Będzie fajnie. Robi się poważnie.


PS Atlu, serdecznie dziękuję za nominację. Odpowiem na Twoje pytania, jak tylko znajdę chwilkę czasu.



czwartek, 24 września 2015

Praktyki

Praktyki z drugiego kierunku są świetne. Czuję się tutaj jak ryba w wodzie. Rękopisy, katalogi, RISM, mógłbym to robić całe życie.
Opiekunka praktyk poprosiła dziś, żebym poszedł z nią na papierosa (chociaż nie palę), bo musi koniecznie ze mną porozmawiać. Okazało się, że od października zaprasza mnie na spotkania, na które chodzą doktoranci i magistranci, którzy doktorat zaczynają za rok. Chce mi podrzucać materiały, które mam opracowywać i zbierać sobie publikacje, bo koniecznie chce mnie w swojej grupie doktorantów. Nieważne, że na tym kierunku dopiero skończę licencjat, mam to robić już teraz, wdrażać się.
Podobno jestem najlepszy w całej grupie, najlepiej opracowuję rękopisy, najwięcej o nich wiem, dzisiaj pozwoliła mi nawet wprowadzać poprawki do RISMu i dodawać rekordy rękopisów, które jeszcze nie zostały wprowadzone. Bo mam się już uczyć. Jako jedyny z całej grupy.
Tego właśnie chciałem. I jak jeszcze troszkę bardziej się postaram, to będę miał. Może chociaż jakieś marzenie się spełni. Ale do tego jeszcze taka długa droga...

A tutaj (chociaż nie do końca jestem pewien, czy mogę) mała zajawka tego, czym się zajmuję (i mam nadzieję, że w przyszłości nadal będę):
Data dzienna i podpis skryptora na karcie tytułowej

Strona recto karty pierwszego sopranu

Strona recto karty pierwszego fletu

sobota, 19 września 2015

Hope

Może to dziwne, ale wciąż gdzieś w środku wierzę, że może jednak to wszystko jest nie tak. Że dostanę wiadomość: "Cześć, Wiosenny, pomyliłem się, tęsknię, przyjdź, będzie fajnie". Głupim. Głupim do kwadratu.
Ale emocjonalne cioty tak już mają, thank you very much. Myślałem, że będzie łatwiej. Nie jest.

Powoli pakuję już walizkę, żeby jutro móc pojechać na kolejne praktyki, tym razem z drugiego kierunku. Białe rękawiczki i maseczki już spakowałem, mogę macać rękopisy. Będzie też okazja porozmawiać z dr M. i ustalić szczegóły doktoratu, zebrać jakiś materiał...

piątek, 18 września 2015

Podróż

Pociąg pędzi. Pędzi z zastraszającą prędkością. Przez otwarte okna mocno wieje wiatr. Wieje tak mocno, że aż bolą uszy i powoli zaczyna też boleć głowa, kark. Gdzie się podziały starsze panie krzyczące: "Okno zamknąć! W domu firanki ma? Ee?". Teraz ich potrzebuję.
Tłum ludzi. Torby, walizki, siatki z Biedronki, wystająca z nich brudna bielizna. Dobytek życia? Przeprowadzka, wakacje, wizyta w szpitalu, odwiedziny, paczki dla bezdomnych. Ucieczka? Przed bijącym mężem, przed pijącą matką, przed nieznośnym dzieckiem, które kradnie pieniądze z portfela, więc nie ma już nawet na chleb? Zapach starych babć, kabanosów i wędzonej makreli. Zapach moczu i niemytej dupy. Ludzie przeżuwający jedzenie z otwartymi ustami. Zasypiają, chrapią, leci im ślina z kącików ust.
Słuchawki. Spotify. Spokój.
Ucieczka.
Pozorny spokój. Pozory są fajne. Można na nich zbudować świat, który nie istnieje. Który nie ma żadnej racji bytu, bo wszystko jest zbyt piękne, zbyt idealne, zbyt spokojne, zbyt wymyślne, zbyt wymyślone, zbyt moje, zbyt nie moje, zbyt nasze (chociaż nas nie ma, nie było i nie będzie), zbyt. Zbyteczne. Zbytek. Pustka, nicość, chaos, ciemność, brak światła. Żadna metafora oświecenia tu nie pomoże. Płomień świecy nie rozjaśni mroków baroku. Nie ma cogito. Albo jest go za dużo.
Człowiek baroku. Tak. Nie. Nie wiem. Tak. Chyba. Chcę. Nie chcę. Nie wiem. Chciałbym. Chyba nie. Chyba tak. Chyba. Nie wiem. Dużo. Za dużo, za bogato, zbyt ozdobnie. A jednak za mało.
Nie będzie. Nie zmieni się. Pociąg się nie zatrzyma. Wiatr będzie wciąż wiał, nie przestanie, ucho odpadnie. Podróż trwa. Skończyła się? Nie. Nie wiem. Tak. Chyba nie.
Podróżowanie podobno jest fajne. Rozwija, poszerza horyzonty, kształtuje charakter, otwiera na nowe, same zalety, nic, tylko pakować walizkę i podróżować.
O destrukcji, dekonstrukcji i późniejszej potrzebie rekonstrukcji po dyseminacji żadnego słowa. A podróż wciąż trwa, chociaż mogłaby się skończyć.
Metafora. Świat jako metafora, życie jako metafora, podróż jako metafora, śmierć jako metafora. Wszystko jest metaforą. Samotność też jest metaforą.
A metafory są niebezpieczne, bo jedna mała metafora wystarczy do tego, żeby się zakochać. Od metafory można też umrzeć.
Za dużo metafor!
Za mało życia!
ŻYCIA!!!
Życia, nie snów i nie marzeń, nie pozorów.
Wędrówki, nie podróży. Przygody. Życiowej przygody, wiecznej, nie chwilowej.
Tak, nie, nie wiem, może, chyba.
Wyjdź z jaskini, porzuć skorupę, otwórz się, żyj, chciej. Chciej chcieć.
Chaos nie gwarantuje porządku.
Brak punktu dojścia z punktu wyjścia. Początek, brak końca, początek, brak końca, początek. Ab ovo, ale nie ab mala.
Tak, nie, nie wiem, może, chyba.
A podróż trwa.

poniedziałek, 14 września 2015

Punkt wyjścia

Odpowiem na komentarz z poprzedniego posta: nie, Sansenoiu, nie zasługuję na odrobinę spokoju i szczęścia.

Miesiąc wyjęty z życia.
K. napisał, że niczego nie poczuł, że nie zaskoczyło. Że zaprosił mnie do siebie, bo miał nadzieję, że zaskoczy, że coś poczuje, ale się nie udało. Dlatego nie spotka się ze mną więcej, bo po jakimś czasie któreś z nas zaczęłoby się męczyć: ja, ponieważ zauważyłbym, że K. nie angażuje się tak, jakbym tego chciał, on, ponieważ nie mógłby powiedzieć niczego więcej ponad to, że mnie lubi, nie mógłby tego przeskoczyć.

Jest mi cholernie przykro, bo K. cały czas sprawiał wrażenie, że jednak też mu zależy, że chce ze mną być, że chce spróbować. Był takim facetem, jakiego właśnie szukałem.

Po co były te wszystkie gesty, słowa, emocje, pieszczoty podczas ostatniego spotkania? Doskonale już wtedy wiedział, że nic z tego nie będzie, do czego też właśnie się przyznał.

Cóż, ślepa uliczka.
Znowu.


niedziela, 13 września 2015

Relacje

Albo ja czegoś, kurwa, nie rozumiem, albo to ludzie są pojebani, albo to ze mną jest coś nie tak.

K. chciał, żebym do niego przyjechał, został na noc. Ucieszyłem się, pojechałem. Niczego nie zakładałem, to miał być miły wieczór z noclegiem, do niczego nawet nie miało dojść.
Tak jednak się stało, że doszło. K. dotykał mnie podczas oglądania filmu po klatce piersiowej, ramionach, szyi, przez co zupełnie nie wiedziałem, o co w tym filmie chodzi. Zauważył drżenie moich mięśni, przyspieszony oddech, mocniejsze bicie serca. Obracał to nawet w żart.
Kiedy znaleźliśmy się w łóżku, zobaczył to samo, powiedział: "Ja wiem, o co ci chodzi, jesteś napalony". Miał rację. Sam zresztą dotykał mnie po udach, chyba nawet specjalnie. Zacząłem go całować, dotykać, ale K. stawiał opór. Zrezygnowałem więc, przytuliłem się tylko i myślałem, że zaśniemy. Tyle że wtedy to K. wkroczył do akcji. Dobrał się do moich majtek, jednocześnie nie pozwalając dotknąć w ogóle zawartości swoich. Zrobił swoje i... poszedł spać. Dziwne, mówię, ale ok, może nie chcieć, ma prawo, muszę to uszanować.

Rano mieliśmy wyjść razem, bo zmierzaliśmy w tym samym kierunku, ale K. poprosił mnie, żebym wyszedł wcześniej, bo ma jeszcze "kilka spraw do załatwienia w domu", a moja obecność będzie go krępować. Zaczęło się, pomyślałem, spławia mnie. I chyba miałem rację. Odezwał się, później zamilkł, a kiedy pod koniec dnia zapytałem czy wszystko w porządku, odpowiedział tylko: "Nie do końca. Odezwę się jutro. Dobranoc!".
Może to znowu ja tylko nadinterpretuję wszystko na swoją niekorzyść, ale wydaje mi się, że doskonale wiem, co jutro (a właściwie to już dzisiaj) usłyszę. A może to wcale nie chodzi o mnie, a w domu stało się coś, przez co nie ma ochoty rozmawiać i dlatego odezwie się jutro?
Może, może, może...

piątek, 11 września 2015

Komplikacje

Życie Wiosennego byłoby zbyt proste, gdyby wszystko układało się po jego myśli.
No bo co Wiosenny może powiedzieć, jeśli okazuje się, że ktoś, na kim zaczyna mu zależeć i wiąże z nim pewne nadzieje, prawdopodobnie wyjedzie w przyszłym roku do Stanów na staż, a potem dostanie pracę i zostanie tam na dwa lata? Oczywiście, że jest jeszcze za wcześnie, żeby Wiosenny mógł powiedzieć, że wcale nie chce, żeby wyjeżdżał, że chce go mieć przy sobie, że się boi, że już wpadł na tyle, że wyobraża sobie pewnie za dużo.
Wiosenny nie może też nic poradzić na to, że ten ktoś nie chce się na razie wiązać, bo się boi, bo ma obawy. I mimo że Wiosenny bardzo by chciał, bo czuje, że może wyjść z tego coś fajnego, poczeka. Poczeka, bo wie, że warto czekać, że wreszcie trafił na coś dobrego. I będzie też wierzył, że jedna z wiadomości wcale nie zabrzmiała jak "jest fajnie, ale się nie przywiązuj".
Poza tym Wiosenny usłyszał też wczoraj kilka słów, które sprawiłyby, gdyby tylko nie leżał, że zwaliłby się z nóg.

sobota, 5 września 2015

Rekompensata

Ogłaszam wszem i wobec, że już nie jesteś cipą - brzmiał komunikat K. Co prawda, to on pierwszy mnie przytulił, ale to ja go pocałowałem!
Teraz będziemy mogli spotkać się dopiero po środzie, bo K. wyjechał. Do tego samego miejsca, w którym ja byłem w poniedziałek. Tyle że ja jechałem tam w celach rozrywkowych, a K. pojechał w celach naukowych. To był chyba najbardziej spontaniczny wyjazd w moim życiu. Kupiłem bilet dla siebie i przyjaciółki, a dwa dni później byliśmy na miejscu. Cztery godziny w jedną stronę, a na miejscu podróż statkiem, zwiedzanie miasta, kąpiel w morzu, ryba z frytkami, zachód słońca przy piwie na plaży i kolejna czterogodzinna podróż. Potem czekanie o 2 w nocy na kolejny autobus nocny, bo poprzedni uciekł przed nosem. I 30 godzin na nogach, bez snu. Odsypiałem przez dwa dni.

Skoro pierwsze bariery z K. przełamane, teraz może być tylko lepiej.
Chcę więcej!
Trzymajcie kciuki.

EDIT: Zapomniałem dodać, że jestem na praktykach w liceum. To ostatnie praktyki w moim życiu!

piątek, 4 września 2015

Cipa

Kiedy K. zaprasza mnie do siebie, po tym, jak odwołał kilka wcześniejszych spotkań (powody były ważne, zrozumiałem, wybaczyłem) i mam wrażenie, że tym razem jakoś wreszcie się do siebie fizycznie zbliżymy, okazuje się, że jednak nie.
Ja chciałem, K. też chciał, ale nie wyszło. Widziałem, że on chce, ale mu nie szło, a ja z kolei nie czułem się jeszcze zbyt pewnie, żeby się na niego rzucać. W naszych rozmowach jakoś tak się ułożyło, że wiszę mu masaż. Przypomniało mu się o tym. Położył się, kazał masować, usiadłem na nim (co za tyłek!), już miałem zacząć, kiedy zadzwonił jego telefon. Bardzo ważny telefon, który koniecznie musiał odebrać. Wstał (nie tylko on, widziałem na własne oczy!), odebrał i już się nie położył. Z masowania nic nie wyszło. Potem tylko usiadł obok mnie. I też nic!
Teraz pisze do mnie, że jestem cipą i to ja mam zrobić pierwszy krok. Dzięki, K., dzięki.
Może rzeczywiście czasami trzeba zaryzykować i niepotrzebnie nie bać się odrzucenia.
Teraz mam za swoje.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Cards Against Humanity

Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz tak świetnie się bawiłem. Oh, wait. Nigdy się tak nie bawiłem, bo nigdy wcześniej nie wychodziłem z domu i nie spędzałem czasu w taki sposób.
Wieczór z K. i jego przyjaciółmi okazał się świetny. Co prawda, jak tylko K. powiedział mi, że będziemy jeść razem, a potem w coś pogramy, od razu załączyła się u mnie panika mode on i stwierdziłem, że to chyba nie dla mnie, ale bardzo szybko przekonałem się, że to jakieś głupoty, a moją naturę samotnika i introwertyka jednak da się jakoś przezwyciężyć. Śmialiśmy się, bawiliśmy przy Cards Against Humanity. Fajni ludzie, naprawdę fajni. Przy okazji przyjaciółka K. przeprowadziła ze mną wywiad i przepytała o wszystko, o co chyba tylko mogła.
Ubolewam tylko nad tym, że nie miałem zbyt wiele czasu, który mógłbym spędzić z K. sam na sam, bo cały czas byliśmy w piątkę, ale i tak było świetnie. I trochę też nad tym, że ciągle byłem lekko poddenerwowany i speszony, ale, no cóż, tak na mnie działa zbyt duża liczba ludzi, zwłaszcza tych, których widzę pierwszy raz.
Następnym razem będzie już lepiej! Jeśli tylko K. polubił mnie na tyle mocno, na ile ja go polubiłem i zechce jeszcze spędzać ze mną czas.

sobota, 22 sierpnia 2015

Obiad

Spotykam się dzisiaj z K. Zaprosił mnie do siebie na obiad. To w sumie rekompensata za to, że ostatnie spotkanie musiał odwołać, bo coś mu wypadło.
Od kilku dni pyta mnie, co lubię, czego nie lubię, co zjem, czego nie zjem, czy lubię to, czy tamto.
To chyba znak, że zależy mu na tym, żeby jak najlepiej wypaść. A mnie to nawet cieszy.
Patrząc na godzinę, o której ten obiad będziemy jeść, będzie to raczej kolacja, nie obiad, ale kto by się czepiał. Poza tym będę musiał też wracać dość szybko przez tę godzinę.
No i trochę się denerwuję, bo to będzie w jego mieszkaniu, a więc będę zmuszony poznać jego przyjaciół, współlokatorów, których nie chciałem poznać ostatnio, a ja mam oczywisty problem, gdy muszę poznawać nowych ludzi.
Nie będzie źle, nie będzie źle, nie będzie źle, nie będzie źle, nie będzie... 

sobota, 15 sierpnia 2015

Chwiejność

Sam nie wiem, co myśleć.
Dzisiaj było idealnie. Widzieliśmy się z K. pierwszy raz w życiu, a rozmawialiśmy ze sobą tak, jak znalibyśmy się co najmniej kilka lat i bylibyśmy dobrymi przyjaciółmi. Ani przez moment nie było niezręcznej ciszy, cały czas któryś z nas coś mówił, opowiadał. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło, zawsze bowiem następował jakiś moment ciszy, skrępowania, z których trudno było wybrnąć.
K. był też pierwszym facetem w moim życiu, który wpadł na pomysł, że może mnie odebrać z dworca, a potem się gdzieś przejdziemy. To miłe, bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. Żaden inny nigdy tego nie zaproponował, a spotykaliśmy się gdzieś indziej.
I mimo że to wszystko wróży dobrze (K. nawet zaprosił mnie do siebie, ale odmówiłem, bo poznawanie jego współlokatorów i spędzanie z nimi wieczoru/nocy w tym samym dniu, w którym dopiero poznałem K. wydało mi się zbyt daleko idącym krokiem - uroki bycia cholernym introwertykiem. Żałuję, bo mogłem się świetnie bawić i poznać się lepiej, ale wolałem nie. Nie na pierwszym spotkaniu), to wydaje mi się, mam takie przeczucie, że będzie jak zwykle i i tak nic z tego nie wyjdzie. Nie nastawiam się więc na nic. Będzie, co ma być.

Nie ukrywam, że chciałbym się wreszcie znów zakochać. Tak po prostu. Mieć z kim spędzać czas, mieć kogo zabrać do kina i teatru, mieć z kim zjeść kolację, mieć dla kogo się starać.
Ale jeśli tym razem znowu nie wyjdzie, usuwam wszystkie swoje konta na dziwnych portalach, odinstalowuję aplikacje i skupiam się na czymś innym. Szkoda mi czasu i energii na coś, co nigdy mi nie wychodzi. Może wyjdzie kiedyś. Ale wtedy już zdziadzieję i tym bardziej mi to nie wyjdzie.
Cóż, może nie jest mi to pisane.

Tymczasem czekam na K.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Powtórka z rozrywki

Ludzie mnie fascynują. Szczególnie ci z fellow.
Często zdarza się, że piszą do mnie ludzie, którzy już kiedyś do mnie pisali. No tak, zobaczą lepsze, ładniejsze zdjęcie i od razu zapominają o całym świecie i o tym, że kiedyś ze sobą pisaliśmy. Ba, nawet o tym, że odpisywać przestali.
To dziwnie. Ja pamiętam prawie wszystkich, z którymi pisałem i trochę mnie dziwi, że po jakimś czasie te same osoby do mnie piszą i chcą się zapoznawać od nowa. Serio ludzie mają taką krótką pamięć? Czy to ja mam jakąś wyjątkową zdolność do zapamiętywania?
W takiej sytuacji nie daję drugiej szansy i od razu piszę "Cześć, Pawle/Adamie/Szymonie/Jakubie/Piotrze/Marcinie! Jak się rozwiązała sprawa X/Y/Z?". Wtedy następuje konsternacja i nerwowe pytania: "Skąd znasz moje imię i skąd wiesz o sprawie z X/Y/Z?". No, wiem stąd, że już ze sobą pisaliśmy, ale dostałeś jakiegoś zaniku pamięci, a moje śliczne zdjęcie Cię do mnie sprowadziło.
Jednak nie zrobiłem tego tym razem, kiedy napisał do mnie K. Pisaliśmy ze sobą dokładnie rok temu, w połowie sierpnia, o czym pisałem nawet tu, na blogu, pełen radości, po czym, kilka dnia później, napisałem, że wszystko się zepsuło, bo K. przestał odpisywać i usunął konto.
Tym razem udawałem, że się nie znamy, że poznajemy się jeszcze raz, aż wreszcie okazało się, że to K. zorientował się, że już się znamy. Ucieszył się, że ja i go pamiętam, dlatego zaprosił mnie na spacer. Widzimy się w piątek.

środa, 29 lipca 2015

Warszawa

Było świetnie. 21 godzin na nogach skończyło się tym, że padłem i spałem do południa.
Moje nogi będą chyba do siebie dochodzić przez dwa tygodnie, bo jak tylko zacząłem chodzić o 9, gdy wysiadłem z pociągu, skończyłem o 19, jak wsiadłem do pociągu. No dobra, siedziałem w metrze, ale jechałem tylko dwa przystanki, więc zanim usiadłem, to już musiałem wysiadać.
Byłem w Centrum Nauki Kopernik (świetna sprawa, tylko te wstrętne dzieciaki są obrzydliwe i psują całą zabawę, bo przychodzą i wciskają się do eksponatów, zaczynają wduszać przyciski, których nie powinny naciskać, gdy ja tam robię coś innego, bo wtedy wszystko niszczą. Dlatego uciekłem dość szybko, bo już miałem dość tych bachorów), w Zamku Królewskim (też ładnie, ale raczej do zobaczenia raz w życiu, więcej nie ma się tam po co pchać), w Muzeum Chopina (uwielbiam to muzeum, mają rękopisy nut, które do tej pory mogłem oglądać tylko na zdjęciach, a teraz je widziałem i myślałem o tym, że Chopin sam ich dotykał, pisał ołówkiem, który też był na wystawie, pił z kubka, który był w gablocie i jadł cukierki z tego ładnego pudełka, które też tam było), w Muzeum Narodowym (trochę szkoda, że część ekspozycji jest zamknięta, na dodatek w salach jest strasznie duszno, śmierdzi tymi pilnującymi babciami. Ale wystawa czasowa o Peiperze, o Awangardzie i futuryzmie była świetna) i w Łazienkach (wow). Mam też selfie przez Pałacem Prezydenckim, Kolumną Zygmunta, Syrenką, Barbakanem, Pomnikiem Chopina, no i na tęczę też się znalazł czas (to taki mały challenge, bo selfie sobie nigdy nie robię).
Dlatego teraz chętnie wymieniłbym nogi.
Szkoda tylko, że dwa razy zmokłem i pływałem we własnych butach. Ale było warto!

piątek, 24 lipca 2015

Spontaniczność

Moje wakacje ograniczają się do egzystowania. Nie żyję, wegetuję.
Leżę, śpię, jem, czytam, oglądam Charmed (tak, kolejny raz), leżę, śpię, jem, czytam, oglądam...
Poznaję ludzi, ale jak to zwykle bywa, kontakt urywa się po kilkudziesięciu wiadomościach i nic z tego nie wychodzi. A B. i tak odzywa się tylko raz w tygodniu.
Pracuję, nawet udzielam korków dla niedobitków, którzy są młodsi ode mnie o dwa lata, a wciąż tkwią w liceum i mają egzaminy komisyjne. Świetna praca, to jak wtaczanie kamienia przez Syzyfa. Mam nadzieję, że czegoś się nauczą i mój czas na pójdzie na marne. Przynajmniej robię sobie powtórki z lektur. I zarabiam.
Przed chwilą kupiłem bilety do Warszawy. Stwierdziłem, że nie będę siedział na dupie przez całe wakacje i się opierdalał, dlatego we wtorek jadę do stolicy. Tylko na jeden dzień, wyjeżdżam z domu o 4, wracam o 23:30, mam nadzieję, że zdążę zobaczyć to, co chcę. Ostatnio byłem w Warszawie jeszcze w podstawówce, więc nawet nie wiem, jak tam wygląda. Pewnie się pogubię już w drodze do Centrum Nauki Kopernik, choć droga z dworca wydaje się taka prosta. Oby pogoda dopisała. Co ciekawe, każdy portal z pogodą ma inną na ten dzień prognozę. Może padać, może być burza, może być grad, może być słonecznie i upalnie. Wiem tylko, że nie będzie śniegu.

No nic, wracam do swojego lenistwa. I planuję trasę zwiedzania.

sobota, 11 lipca 2015

Wakacje

Wreszcie. Wreszcie leżę całe dnie i czytam to, co chcę czytać. Nie muszę wstawać, dojeżdżać, siedzieć nigdzie cały dzień. Odpoczywam. Chyba na to zasłużyłem.
Co prawda mam jakieś zajęcie, bo dostałem pracę! No, ale to praca w domu, sam sobie ustalam godziny, ważne, że napiszę to, co mam do napisania w terminie.

Moja znajomość z B. ciągnie się. Dość dziwnie. Nic się nie zmieniło. Odpisuje mi, jak sobie przypomni raz na trzy dni, spotykamy się raz na dwa tygodnie. No i założył  dziś konto na fellow, a w opisie napisał coś, z czego śmialiśmy się podczas spaceru dwa dni temu. To chyba nie wróży niczego dobrego. No, ale czego można było się spodziewać?

czwartek, 25 czerwca 2015

Co dalej?

Trochę odetchnąłem z ulgą. Do listopada mogę jeszcze spać spokojnie.
Decyzja zapadnie dopiero wtedy. Ale i tak wiadomo, jaka ta decyzja będzie.
Jak bardzo tragiczne będą skutki, zależy od jednego papierka, który trzeba załatwić. Z nim będzie łatwiej. Troszkę.

wtorek, 23 czerwca 2015

Dziękuję za wsparcie

Jestem zmęczony. Jestem tak cholernie zmęczony, że nie wiem już, co się wokół mnie dzieje.
Ta sesja jest dla mnie koszmarem. Z 9 egzaminów mam już za sobą pięć.  Wszystkie pięć zdałem na ocenę bardzo dobrą, jestem z siebie dumny. I kilka mniejszych zaliczeń też na pięć. Ale jutro będzie pierwszy egzamin, którego nie zdam. Na dodatek w komisji egzaminacyjnej będą dwie osoby, więc będzie mi wstyd podwójnie. Przeczytałem notatki tylko raz, niczego z nich nie zapamiętując. Nie mam już siły, żeby nauczyć się czegokolwiek więcej. Trudno. Nie zawsze może być przecież pięknie.

No i nie zawsze będzie. W czwartek rodzice dowiedzą się, co będzie z nami dalej. Ja też powinienem tam być, ale mnie nie będzie, usprawiedliwiłem się odbywającym się w tym samym czasie... tak, egzaminem. Chociaż nie dostałem żadnej odpowiedzi, nie wiem, czy to moje usprawiedliwienie w ogóle zostało uwzględnione, najwyżej będę musiał płacić jakąś grzywnę.

Życie jest okrutne. Jestem zmęczony. Jestem zestresowany. Nie mogę spać, bo się uczę. A jak się nie uczę, to zamartwiam się tym, co się stanie. Najbardziej denerwuje mnie mama, która w ogóle nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. A może zdaje, tylko tak dobrze się maskuje i tylko udaje, że ma wyjebane. Zazdroszczę.

Kolejny raz przekonuję się o tym, że realizuję plan, który powinien być planem kogoś innego, nie moim. Wszyscy mówią, że to też moja wina, bo nie pracuje. Bo nie zarabiam. Nikogo nie obchodzi, że jestem jednym z najlepszych studentów, że w przyszłym roku prawdopodobnie zacznę studia doktoranckie i tym samym spełnię jedno z moich największych marzeń. Nie, dla innych liczy się tylko to, że nie zarabiam i przez to jestem czarną owcą. Inteligentną czarną owcą robotniczej rodziny z najniższych warstw społecznych, które nie radzą sobie z życiem. Jak 90% rodziny powinienem iść do zawodówki i od 18 roku życia pracować i płacić rachunki, a nie studiować dwa kierunki i jeszcze myśleć o doktoracie, uczyć się do 30. Bardzo przyjemnie jest słyszeć takie słowa od każdego członka rodziny. Bardzo.

sobota, 6 czerwca 2015

Czego chcesz?

Mówisz, że masz dosyć spotykania się w knajpach, restauracjach, kawiarniach, parkach, bo chciałbyś mnie wreszcie przytulić, dlatego zapraszasz mnie do siebie. Proponujesz termin, który mi nie pasuje, chociaż dobrze wiesz, że nie będzie mi pasował, bo wiesz, co tego dnia robię. Mówisz, że umówimy się później, dokładnie określasz dzień, w którym podasz mi datę, a ja mówię, że wtedy będę czekał, więc na pewno się spotkamy.

Rozmawiasz ze mną dalej, spotykamy się znów na mieście, bo tak nam akurat pasowało.

Odpowiadasz tylko na wybrane przez siebie wiadomości. Tylko na te, na które jest Ci wygodnie odpowiedzieć, przez co jestem coraz bardziej sfrustrowany. Mówisz, że nie masz teraz czasu, masz jakieś kłopoty. Chwalisz się, że idziesz ze znajomymi na piwo nad Wartę. Potem nie odpowiadasz w ogóle na żadne wiadomości. Milczysz. To i ja milczę, nie będę się przecież narzucał, wszystko jest jasne.

Odzywasz się po trzech dniach. Po trzech dniach ciszy nagle postanawiasz się odezwać i pytasz, co u mnie słychać.
Nie, nie powiem Ci, że czekałem, aż zaprosisz mnie do siebie, że zaprosisz mnie gdziekolwiek, bylebym mógł spędzić z Tobą czas. Nie powiem, że dni, przez które milczałeś, były właśnie tymi dniami, w które mogłem do Ciebie przyjechać. Nie powiem, że się martwiłem Twoimi kłopotami i tęskniłem za jakimś kontaktem. Powiem, że u mnie wszystko dobrze, że świetnie sobie radzę.

Wtedy co robisz? Zapraszasz mnie, mówisz, że chciałbyś spotkać. Tym razem ja mówię, że nie mogę, że w najbliższym czasie nie mam nawet minuty na złapanie oddechu, a Ty się obrażasz.

Obrażasz się za to, że po trzech dniach milczenia ja nie mam dla Ciebie czasu.

Nie wiem, czego chcesz. Chcesz się spotykać? Nie chcesz? Chcesz ze mną być? Nie chcesz?
Nie wiem, czego chcesz. 

wtorek, 2 czerwca 2015

Diagnoza

- wysoki poziom lęku,
- skłonność do zamartwiania się,
- nieśmiałość,
- nieujawnianie swoich możliwości,
- strach przed nowymi sytuacjami,
- brak wiary we własne siły,
- tendencja do lgnięcia do innych osób,
- potrzeba zależności,
- ...

Czyli jak łatwo można scharakteryzować u siebie zahamowanie, zależność i pasywność podczas przygotowań do egzaminu z psychologii i robieniu notatek z opasłych tomów tej wiedzy.

Można też odnaleźć u siebie prawie wszystkie elementy depresji endogennej, a triada Becka w całości się zgadza. Może już czas na diagnozę różnicową.

sobota, 30 maja 2015

Nie marudź!

Ostatnio ciągle słyszę, że tylko marudzę i nie robię niczego poza tym.
Cóż, może, ale od jakiegoś czasu trudno mi znaleźć jakiekolwiek pozytywne aspekty czegokolwiek.
Studia są do niczego, praca magisterska będzie do niczego, a nie mogę już zmienić decyzji, ludzie są do niczego, sytuacja chujowa, życie jest do niczego, a 4 godziny snu dziennie to zdecydowanie za mało, oczy są później podkrążone, twarz spuchnięta, głowa ciągle boli.
Już za miesiąc wszystko będzie inaczej. Bez dachu głową, bez perspektyw, bez pieniędzy, z ostatnim rokiem studiów i właściwie minimalnymi szansami na pracę w zawodzie.
Złe rzeczy staną się za miesiąc.

Nawet nie chce mi się spotykać z ludźmi, chociaż jeszcze niedawno na tym mi zależało. Chciałem z kimś być, mieć przy sobie, całować, przytulać, zwierzać się, pomagać, wspierać, zagłaskać, uszczęśliwić. Teraz nie chcę. Ale mimo tego spotykam się z B., który, mam wrażenie, tylko mami mnie swoimi słowami i obietnicami, które chciałbym usłyszeć, a rzeczywistość jest zupełnie inna. Słowa są ładne, ale ślady za to śmierdzą i prowadzą nie w te miejsca, do których powinny. Ale to też nic nowego, całkiem normalne.

Moje doświadczenie pokazuje, że nie będzie lepiej. Wręcz przeciwnie, z każdym kolejnym przypadkiem jest coraz gorzej. W końcu moja skóra stanie się chitynowym pancerzem, a serce zamarznie. Albo ja stanę się zwykłym pedałem i wtedy zacznę sobie radzić.
Zresztą tu nie tylko o relacje chodzi, a o życie.

Boję się.


piątek, 3 kwietnia 2015

Ucieczka

Stało się.
Uciekłem.
Pojechałem dziś do Poznania samochodem, zabrałem wszystkie swoje rzeczy, kiedy M. pojechał już do domu, a R. był w pracy.
Jakoś nie miałem odwagi powiedzieć tego M., pakować się przy nim. Zrobiłem to po cichu, w tajemnicy, bez zbędnego upokorzenia i trudnych rozmów. Zorientują się, jak wrócą do mieszkania.
Decyzję podjąłem dopiero wczoraj, kiedy usłyszałem rozmowę i okazało się, że M. żałuje, że pozwolił mi zostać i już go wkurwiam. Kiedy R. powiedział, że jego od początku wkurwiałem i M. ma przemyśleć swoją decyzję. Poza tym M. ma zamiar zrobić mieszkania kurwidołek i codziennie sprowadzać innych facetów. W końcu jest za młody na związek, chce się wyszaleć. I nie, nie hiperbolizuję, to jego własne słowa. Chce się bzykać z kim popadnie, bo jest młody i może.

Nie będę się pchać tam, gdzie mnie nie chcą. Nie moja bajka.
Od środy kupuje nowy bilet miesięczny i wesoło, z uśmiechem i pieśnią na ustach dojeżdżam. Na szczęście już kwiecień. Już z górki. Nie może być źle.
Moje życie towarzyskie znowu będzie na poziomie -50.
Biedny K., który już zaczął się wkręcać w naszą znajomość, będzie musiał zrozumieć, że "nie, nie mogę, bo ostatni pociąg odjeżdża o...". Albo i nie zrozumie. Wtedy moje życie towarzyskie znów będzie na poziomie -100. Jak zawsze, nic nowego, wracamy na stare śmieci.

Tymczasem odpoczywam. I wspaniale spędzę czas z świątecznym jedzeniem. Z świętami, które nie mają dla mnie żadnego znaczenia, bo nie wierzę.

czwartek, 26 marca 2015

Dam radę

Oczywiście, że dam radę.
Nawet mimo tego, że mieszkam z M. w jednym pokoju, a on przychodzi do mieszkania z nowym chłopakiem. Co prawda, nie siedzą ze mną, ale w pokoju w R., w trójkę i świetnie się bawią, ale bardziej sugerować tego, że mam stąd spierdalać, już się nie da.
Cóż, wyniosę się stąd chyba jednak szybciej niż miałem zamiar.

Nie rozpaczam jednak. Sam już kogoś poznałem. Napisał do mnie K., wyciągnął na spacer, kolację, wino, a ja, nie chcąc siedzieć w mieszkaniu z M. i płakać nad  rozlanym mlekiem, wyszedłem, dałem się namówić i spędzam miło czas z K. No bo niby dlaczego nie? Dlaczego miałbym się ograniczać? Może chociaż i ja zrobię coś dla siebie samego, a nie ciągle wszystko dla innych.

No i okazało się, że M. wcale tak nie do końca chodziło o to, że nie chce w ogóle być w związku.
On nie chce być ze mną. No, bo jak rozumieć to, że od rana do wieczora siedzi i pisze z kimś na grindrze, założył kumpello, fellow,  nie ma go całymi dniami i wieczorami w mieszkaniu, spotyka się chuj wie, z kim i chuj wie, gdzie. Niby wmawiam sobie, że mam na to wszystko wyjebane. Ale nie mam. Nawet mimo tego, że świetnie spędzam czas z K., mimo tego, że wiem, jak potraktował mnie M., wciąż jestem zazdrosny i w jakimś tam stopniu mi zależy. Na szczęście już mniej.
Ale do kogo dzwonił i pisał M., kiedy dzisiaj źle się czuł po tym, jak struł się alkoholem? No, bo jak można się nie struć, kiedy wypije się trzy butelki wódki w trzy osoby w jedną noc? Całe szczęście nie nocowałem tutaj. Miło byłoby na to patrzeć.

K. jest starszy ode mnie 4 lata, skończył studia już jakiś czas temu. Wydaje się należeć do grona tych porządnych. Był kiedyś w związku przez 4 lata. A to już dużo dla mnie znaczy. Chociaż nie, nie znaczy nic, bo ja już niczego nie zakładam. Nie chcę kolejny raz wpaść.

Bo być może wina zawsze leży jednak po mojej stronie, a nie po drugiej, bo to ja tak bardzo chujowy jestem. I powtarzam to sobie kolejny raz. Tak, to ja jestem tak bardzo chujowy, skoro nic się nigdy nie układa.


PS Słowem wyjaśnienia - poloniści też używają krzywego języka. Często.

poniedziałek, 23 marca 2015

Soliloquium

Na stronie
Muszę być spokojny.
Muszę potraktować M. jak przyjaciela. W końcu tego chce.
Chce, żebym dalej z nim mieszkał. Robi to po to, żeby było mi wygodnie, żebym nie musiał dojeżdżać. Bo wie, że sam w Poznaniu nie zamieszkam.
Co robić? Wrócić, nie wrócić?
Powinienem się odciąć. Zapomnieć. Przeboleć. Przerobić.
Ale nie chcę być w swoim miasteczku. Nie chcę jeździć pociągami.
Wrócę. Jakoś dam radę.
Wiem, że popełniam błąd, bo nie dam rady patrzeć na niego codziennie, być z nim jednym pokoju i patrzeć na to, co robi.
Wiem też, że chyba jednak dobrze się stało, że z nami skończył. Zmienił dla mnie swoje życie. Wcześniej był tym zły gejem, których nie lubię. Seks Skype, seks mail, grindr, milion gejowskich znajomych, impreza w gejowskim klubie goni kolejną. Fap folder z kolekcją zdjęć z kilku lat wymiany maili.
Dla mnie się zmienił. Wszystko usunął, na imprezie nie był ani razu. Mówił, że nie potrzebuje. Że chce stabilizacji, że chce mnie, że chce żyć porządnie i zrywa ze starym życiem.
Ale nowe życie go męczyło. Okazało się, że jednak potrzebuje wszystkiego. Ma już nowego grindra, ma nowe fellow, nowe kumpello. A wczoraj był na imprezie. W dniu, w którym ze mną skończył, poszedł z R. na imprezę.
To nie był facet dla mnie. Ale go kochałem. Kocham wciąż. Pewnie niezbyt szybko mi minie.
Dlatego popełniam błąd. Bo ciągle będę patrzeć na niego jak na swojego chłopaka. Chłopaka, który mnie nie chce i spędza dnie na grindrze, poznaje kolejne osoby na gejowskich portalach i chodzi do klubów.
Nie wytrzymam. Nie będę spać w nocy, będę płakał w toalecie, po kryjomu, żeby nikt nie widział. Będę ciągle się zastanawiał, gdzie jest, co robi, z kim jest. Gdybym był u siebie, szybko bym zapomniał. Ale będę blisko niego. I nie zapomnę.
A może zobaczę, jaki jest naprawdę i bardzo szybko się do niego zniechęcę, zacznę traktować jak przyjaciela?
Nieważne. Mam do napisania pracę magisterską. I licencjacką.
Jeszcze tylko trzy miesiące. Potem koniec studiów, wracam do domu.
Dam radę.
Dam radę.
Dam radę.
Dam....

sobota, 21 marca 2015

Powroty

21 marca. Kolejne urodziny. Kolejne, w które spotyka mnie coś takiego. 
Przy drzwiach stoi walizka z częścią moich ubrań. Dlaczego tam stoi?
Otóż M. stwierdził, że powinienem wrócić do domu. Chociaż na jakiś czas.
Stwierdził, że czuje się za bardzo związany, a on nie nadaje się do związku, potrzebuje swobody, tęskni za singielskim życiem.
Czuje to już od jakiegoś czasu, ale miał nadzieję, że mu przejdzie. Dlatego ostatnio tak się zachowywał. Nie przeszło. Walczył ze sobą, chciał to naprawić, ale nie wyszło. Dlatego mam na jakiś czas wrócić do domu. Wszyscy chyba wiemy, co to znaczy, że "na jakiś czas" mam wrócić, a potem się zobaczy.

Swobody? Ale czy ja mu ją odbierałem? Czy ja go w jakiś sposób blokowałem? Nie pozwalałem na coś? Miał wszystko, co chciał. Mógł ode mnie odpocząć, kiedy całe dnie spędzałem na zajęciach, a on miał ich mało. Ja mogłem odpocząć od niego, kiedy pracował w weekendy. Dużo rozmawialiśmy, dyskutowaliśmy, robiliśmy mnóstwo rzeczy razem, kilka osobno.  Ale M. się znudził. Nie chce tak żyć. Nie chce wracać do mieszkania, w którym ktoś dla niego pierze, sprząta, prasuje i codziennie gotuje, wymyśla nowe dania, uwzględniając wszelkie zachcianki. Teraz będzie sam gotował. Albo i nie. Jest jeszcze R., nasz współlokator. Z R. w ogóle jest dziwna sytuacja. Zanim poznałem M., R. był jego bliskim przyjacielem, mieszkał gdzieś na drugim końcu Poznania. Do tego stopnia bliskim, że sypiali ze sobą, kiedy O., przyjaciółka M., która wtedy jeszcze tu mieszkała, spędzała noce poza domem. Kiedy poznałem M., R. nazwał mnie przyjebem. Z zazdrości, że teraz już nie będzie mógł z nim sypiać. M. obraził się na R., że ten tak nazywa swojego chłopaka. Kiedy się tu wprowadził, gdy O. przeprowadziła się do swojego chłopaka, ich kontakt był prawie zerowy, M. ciągle narzekał na R., mówił, że to najgorsza osoba, jaką w życiu spotkał. A cóż ostatnio? M. znów zwierza się R. R. znowu jest najlepszym przyjacielem. Jak dziś zostanę w domu, będą znów spali ze sobą?

Cóż ja? Czeka mnie kupno biletu miesięcznego, bo bez M. nie stać mnie na to, żeby dalej samemu mieszkać w Poznaniu. Znów zacznę nastawiać budzik na 5, wracać po zajęciach o 22, spać kilka godzin i głowić się, co mam robić między zajęciami, w kilkugodzinnych okienkach. Przyzwyczaję się. Całe cztery lata tak było, to dlaczego miałbym się nie przyzwyczaić po przerwie?
Tak, jak przyzwyczaję się do samotnych nocy. Sporo czasu minie, zanim dojdzie do mnie, że nie mogę się do niego przytulić i szybko zasnąć. Znów będę przytulać poduszki i liczyć na odrobinę ciepła.

Kolejne urodziny. W zeszłym roku, tego samego dnia, też mnie ktoś zostawił. Może to już taka tradycja.

środa, 18 marca 2015

Dialogi

***

P: Kocham cię.
M: Mhm.

*** 

P: Kocham cię.
M: Mhm.
P: ...
  A ty mnie kochasz?
M: Mhm.

*** 

P: Śniło mi się dzisiaj, że korzystasz z jakiejś tajemnej poczty, ja powiedziałem ci, że o tym wiem, a ty mnie wyśmiałeś i stwierdziłeś, że to przez to, że mam zapalenie płuc i nie mogę się z tym pogodzić.
M: Tajemną pocztę? Co za głupoty?
P: Ale nie masz żadnej tajemnej poczty?
M: Nie mam. Nie mam też fellow. Kumpello też nie.
P: Mhm.

***  

P: Pocałuj mnie.
M: Nie, bo nie goliłeś się. Kłujesz.

*** 

 P: Pocałuj mnie.
M: Nie, śmierdzisz żelem do golenia.

***

P: Pocałuj mnie.
M: Nie, śmierdzisz dziadkiem. To przez ręcznik.

***

P: Pocałuj mnie.
M: Nie, śmierdzisz tonikiem od twarzy.

***

P: Pocałuj mnie.
M: Nie, nie myłem jeszcze zębów.

***

P: Wiem, że mnie oszukujesz.
M: Co? Dlaczego? Nie oszukuję cię.
P: Mhm.
M: Powiedz, o co ci chodzi, jak już zacząłeś.
P: Do czego ci nowa poczta na o2?
M: Co? Skąd o tym wiesz?
P: Poznałeś kogoś? Spotykasz się z kimś?
M: Nie. Skąd wiesz?
P: Wiem, że sprawdzasz ją w trybie prywatnym za każdym razem, jak idziesz z telefonem do łazienki. A od kilku dni masz telefon przyklejony do ręki i nie zostawiasz go na minutę. I za każdym razem, gdy nie ma mnie w domu sprawdzasz ją w komputerze. A ostatnio nawet sprawdzałeś ją, gdy spałem w drugim pokoju. Odpowiadasz na anonse z gejowa.
M: ...
P: No?
M: Nie poznałem nikogo.
P: Chcesz ze mną zerwać, tak jak kilka minut temu R. zerwał ze swoim K.? Mam zabrać rzeczy i się wyprowadzić?
M: Nie chcę.
P: Nie kochasz mnie już, nie chcesz mnie już.
M: Nieprawda.

P: Mogę się do ciebie przytulić?
M: Po co pytasz?
P: Bo nie wiem, czy jeszcze chcesz, czy jeszcze mogę.
M: Nie denerwuj mnie. Przytul się i chodźmy już spać.

***

Pięć miesięcy. Po takim czasie zwykle gejowski związek umiera.

środa, 11 marca 2015

Kłopoty, problemy, nowości

Nie było mnie tu od wieków. Miałem zniknąć, nie pojawiać się więcej, nie dawać znaków życia.
Jednocześnie cały czas czytam Wasze blogi, które jakoś codziennie mi pomagają.

Nie wiem, na ile wracam, czy nie zablokuję swojego bloga znów za jakiś czas na jakiś czas, czy będę pisał regularnie.

Po co przyszedłem? Jak zwykle, pożalić się.

Trochę się w moim życiu pozmieniało.
Poznałem M. (mam chyba wyjątkowe szczęście do mężczyzn z imionami na literę m).
Tak jakoś wyszło, że niedługo minie 4 miesiąc, odkąd mieszkamy razem. A raczej 4 miesiąc, odkąd się do niego wprowadziłem. Wszystko wydaje się idealne, kochamy się (w każdym razie ja kocham jego...), żyjemy razem, wszystko robimy razem.
No, przynajmniej takie są pozory.
Bo okazuje się, że kiedy ja wychodzę z domu, M. ogląda redtube'a, a ja potem znajduję tego ślady w niewykasowanej historii i brudnych chusteczkach w śmietniku. Okej, rozumiem, każdy czasem potrzebuje swojej ręki.
Czasami też instaluje grindra, żeby sprawdzić, kto ciekawy jest w naszej okolicy. Okej, postaram się zrozumieć.
Ale dzisiaj jakoś tak przez przypadek zauważyłem, że założył nową skrzynkę pocztową. A założył ją po to, żeby odpowiedzieć na czyjś anons z jednego ze wspaniałych portali. Napisał, że miał nosa, żeby tam wejść i jest okazja, żeby się poznać. Super! Fajnie! Masz chłopaka, M., pamiętasz jeszcze o mnie?

Co robić? Powiedzieć, że wiem, porozmawiać, wydać się, że go śledzę?
Udawać, że nie wiem i męczyć się ze sobą? Bać się zostawiać go samego w mieszkaniu i wychodzić na zajęcia ze świadomością, że M. siedzi przed redtubem, tumblrem, grindrem, anonsami z gejowa i świetnie się beze mnie bawi? A może myśleć dalej, że za chwilę zacznie mnie z kimś zdradzać?

Nie chcę niczego wyrokować, ale wiem, że to nawet całkiem możliwe, znam jego historię, wiem, co robił wcześniej. Nie chcę jednak z góry czegoś zakładać i robić ciotodram. Przede wszystkim, nie chcę go stracić.

Czy to ja mam takiego pecha do facetów, którzy za moimi plecami robią milion innych rzeczy, które doprowadzają mnie do szału i kłamią prosto w oczy, czy po prostu wszyscy geje tacy są, a ja nie potrafię się pogodzić z tym, że stworzenie idealnego związku między dwoma mężczyznami nie jest możliwe, bo zawsze jedna ze stron okazuje się "typowym" (jak ja tego nienawidzę) pedałem?

Chyba nie mam siły przechodzić przez to wszystko kolejny raz. A potem kolejny? I kolejny?