niedziela, 23 sierpnia 2015

Cards Against Humanity

Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz tak świetnie się bawiłem. Oh, wait. Nigdy się tak nie bawiłem, bo nigdy wcześniej nie wychodziłem z domu i nie spędzałem czasu w taki sposób.
Wieczór z K. i jego przyjaciółmi okazał się świetny. Co prawda, jak tylko K. powiedział mi, że będziemy jeść razem, a potem w coś pogramy, od razu załączyła się u mnie panika mode on i stwierdziłem, że to chyba nie dla mnie, ale bardzo szybko przekonałem się, że to jakieś głupoty, a moją naturę samotnika i introwertyka jednak da się jakoś przezwyciężyć. Śmialiśmy się, bawiliśmy przy Cards Against Humanity. Fajni ludzie, naprawdę fajni. Przy okazji przyjaciółka K. przeprowadziła ze mną wywiad i przepytała o wszystko, o co chyba tylko mogła.
Ubolewam tylko nad tym, że nie miałem zbyt wiele czasu, który mógłbym spędzić z K. sam na sam, bo cały czas byliśmy w piątkę, ale i tak było świetnie. I trochę też nad tym, że ciągle byłem lekko poddenerwowany i speszony, ale, no cóż, tak na mnie działa zbyt duża liczba ludzi, zwłaszcza tych, których widzę pierwszy raz.
Następnym razem będzie już lepiej! Jeśli tylko K. polubił mnie na tyle mocno, na ile ja go polubiłem i zechce jeszcze spędzać ze mną czas.

sobota, 22 sierpnia 2015

Obiad

Spotykam się dzisiaj z K. Zaprosił mnie do siebie na obiad. To w sumie rekompensata za to, że ostatnie spotkanie musiał odwołać, bo coś mu wypadło.
Od kilku dni pyta mnie, co lubię, czego nie lubię, co zjem, czego nie zjem, czy lubię to, czy tamto.
To chyba znak, że zależy mu na tym, żeby jak najlepiej wypaść. A mnie to nawet cieszy.
Patrząc na godzinę, o której ten obiad będziemy jeść, będzie to raczej kolacja, nie obiad, ale kto by się czepiał. Poza tym będę musiał też wracać dość szybko przez tę godzinę.
No i trochę się denerwuję, bo to będzie w jego mieszkaniu, a więc będę zmuszony poznać jego przyjaciół, współlokatorów, których nie chciałem poznać ostatnio, a ja mam oczywisty problem, gdy muszę poznawać nowych ludzi.
Nie będzie źle, nie będzie źle, nie będzie źle, nie będzie źle, nie będzie... 

sobota, 15 sierpnia 2015

Chwiejność

Sam nie wiem, co myśleć.
Dzisiaj było idealnie. Widzieliśmy się z K. pierwszy raz w życiu, a rozmawialiśmy ze sobą tak, jak znalibyśmy się co najmniej kilka lat i bylibyśmy dobrymi przyjaciółmi. Ani przez moment nie było niezręcznej ciszy, cały czas któryś z nas coś mówił, opowiadał. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło, zawsze bowiem następował jakiś moment ciszy, skrępowania, z których trudno było wybrnąć.
K. był też pierwszym facetem w moim życiu, który wpadł na pomysł, że może mnie odebrać z dworca, a potem się gdzieś przejdziemy. To miłe, bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. Żaden inny nigdy tego nie zaproponował, a spotykaliśmy się gdzieś indziej.
I mimo że to wszystko wróży dobrze (K. nawet zaprosił mnie do siebie, ale odmówiłem, bo poznawanie jego współlokatorów i spędzanie z nimi wieczoru/nocy w tym samym dniu, w którym dopiero poznałem K. wydało mi się zbyt daleko idącym krokiem - uroki bycia cholernym introwertykiem. Żałuję, bo mogłem się świetnie bawić i poznać się lepiej, ale wolałem nie. Nie na pierwszym spotkaniu), to wydaje mi się, mam takie przeczucie, że będzie jak zwykle i i tak nic z tego nie wyjdzie. Nie nastawiam się więc na nic. Będzie, co ma być.

Nie ukrywam, że chciałbym się wreszcie znów zakochać. Tak po prostu. Mieć z kim spędzać czas, mieć kogo zabrać do kina i teatru, mieć z kim zjeść kolację, mieć dla kogo się starać.
Ale jeśli tym razem znowu nie wyjdzie, usuwam wszystkie swoje konta na dziwnych portalach, odinstalowuję aplikacje i skupiam się na czymś innym. Szkoda mi czasu i energii na coś, co nigdy mi nie wychodzi. Może wyjdzie kiedyś. Ale wtedy już zdziadzieję i tym bardziej mi to nie wyjdzie.
Cóż, może nie jest mi to pisane.

Tymczasem czekam na K.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Powtórka z rozrywki

Ludzie mnie fascynują. Szczególnie ci z fellow.
Często zdarza się, że piszą do mnie ludzie, którzy już kiedyś do mnie pisali. No tak, zobaczą lepsze, ładniejsze zdjęcie i od razu zapominają o całym świecie i o tym, że kiedyś ze sobą pisaliśmy. Ba, nawet o tym, że odpisywać przestali.
To dziwnie. Ja pamiętam prawie wszystkich, z którymi pisałem i trochę mnie dziwi, że po jakimś czasie te same osoby do mnie piszą i chcą się zapoznawać od nowa. Serio ludzie mają taką krótką pamięć? Czy to ja mam jakąś wyjątkową zdolność do zapamiętywania?
W takiej sytuacji nie daję drugiej szansy i od razu piszę "Cześć, Pawle/Adamie/Szymonie/Jakubie/Piotrze/Marcinie! Jak się rozwiązała sprawa X/Y/Z?". Wtedy następuje konsternacja i nerwowe pytania: "Skąd znasz moje imię i skąd wiesz o sprawie z X/Y/Z?". No, wiem stąd, że już ze sobą pisaliśmy, ale dostałeś jakiegoś zaniku pamięci, a moje śliczne zdjęcie Cię do mnie sprowadziło.
Jednak nie zrobiłem tego tym razem, kiedy napisał do mnie K. Pisaliśmy ze sobą dokładnie rok temu, w połowie sierpnia, o czym pisałem nawet tu, na blogu, pełen radości, po czym, kilka dnia później, napisałem, że wszystko się zepsuło, bo K. przestał odpisywać i usunął konto.
Tym razem udawałem, że się nie znamy, że poznajemy się jeszcze raz, aż wreszcie okazało się, że to K. zorientował się, że już się znamy. Ucieszył się, że ja i go pamiętam, dlatego zaprosił mnie na spacer. Widzimy się w piątek.