czwartek, 24 września 2015

Praktyki

Praktyki z drugiego kierunku są świetne. Czuję się tutaj jak ryba w wodzie. Rękopisy, katalogi, RISM, mógłbym to robić całe życie.
Opiekunka praktyk poprosiła dziś, żebym poszedł z nią na papierosa (chociaż nie palę), bo musi koniecznie ze mną porozmawiać. Okazało się, że od października zaprasza mnie na spotkania, na które chodzą doktoranci i magistranci, którzy doktorat zaczynają za rok. Chce mi podrzucać materiały, które mam opracowywać i zbierać sobie publikacje, bo koniecznie chce mnie w swojej grupie doktorantów. Nieważne, że na tym kierunku dopiero skończę licencjat, mam to robić już teraz, wdrażać się.
Podobno jestem najlepszy w całej grupie, najlepiej opracowuję rękopisy, najwięcej o nich wiem, dzisiaj pozwoliła mi nawet wprowadzać poprawki do RISMu i dodawać rekordy rękopisów, które jeszcze nie zostały wprowadzone. Bo mam się już uczyć. Jako jedyny z całej grupy.
Tego właśnie chciałem. I jak jeszcze troszkę bardziej się postaram, to będę miał. Może chociaż jakieś marzenie się spełni. Ale do tego jeszcze taka długa droga...

A tutaj (chociaż nie do końca jestem pewien, czy mogę) mała zajawka tego, czym się zajmuję (i mam nadzieję, że w przyszłości nadal będę):
Data dzienna i podpis skryptora na karcie tytułowej

Strona recto karty pierwszego sopranu

Strona recto karty pierwszego fletu

sobota, 19 września 2015

Hope

Może to dziwne, ale wciąż gdzieś w środku wierzę, że może jednak to wszystko jest nie tak. Że dostanę wiadomość: "Cześć, Wiosenny, pomyliłem się, tęsknię, przyjdź, będzie fajnie". Głupim. Głupim do kwadratu.
Ale emocjonalne cioty tak już mają, thank you very much. Myślałem, że będzie łatwiej. Nie jest.

Powoli pakuję już walizkę, żeby jutro móc pojechać na kolejne praktyki, tym razem z drugiego kierunku. Białe rękawiczki i maseczki już spakowałem, mogę macać rękopisy. Będzie też okazja porozmawiać z dr M. i ustalić szczegóły doktoratu, zebrać jakiś materiał...

piątek, 18 września 2015

Podróż

Pociąg pędzi. Pędzi z zastraszającą prędkością. Przez otwarte okna mocno wieje wiatr. Wieje tak mocno, że aż bolą uszy i powoli zaczyna też boleć głowa, kark. Gdzie się podziały starsze panie krzyczące: "Okno zamknąć! W domu firanki ma? Ee?". Teraz ich potrzebuję.
Tłum ludzi. Torby, walizki, siatki z Biedronki, wystająca z nich brudna bielizna. Dobytek życia? Przeprowadzka, wakacje, wizyta w szpitalu, odwiedziny, paczki dla bezdomnych. Ucieczka? Przed bijącym mężem, przed pijącą matką, przed nieznośnym dzieckiem, które kradnie pieniądze z portfela, więc nie ma już nawet na chleb? Zapach starych babć, kabanosów i wędzonej makreli. Zapach moczu i niemytej dupy. Ludzie przeżuwający jedzenie z otwartymi ustami. Zasypiają, chrapią, leci im ślina z kącików ust.
Słuchawki. Spotify. Spokój.
Ucieczka.
Pozorny spokój. Pozory są fajne. Można na nich zbudować świat, który nie istnieje. Który nie ma żadnej racji bytu, bo wszystko jest zbyt piękne, zbyt idealne, zbyt spokojne, zbyt wymyślne, zbyt wymyślone, zbyt moje, zbyt nie moje, zbyt nasze (chociaż nas nie ma, nie było i nie będzie), zbyt. Zbyteczne. Zbytek. Pustka, nicość, chaos, ciemność, brak światła. Żadna metafora oświecenia tu nie pomoże. Płomień świecy nie rozjaśni mroków baroku. Nie ma cogito. Albo jest go za dużo.
Człowiek baroku. Tak. Nie. Nie wiem. Tak. Chyba. Chcę. Nie chcę. Nie wiem. Chciałbym. Chyba nie. Chyba tak. Chyba. Nie wiem. Dużo. Za dużo, za bogato, zbyt ozdobnie. A jednak za mało.
Nie będzie. Nie zmieni się. Pociąg się nie zatrzyma. Wiatr będzie wciąż wiał, nie przestanie, ucho odpadnie. Podróż trwa. Skończyła się? Nie. Nie wiem. Tak. Chyba nie.
Podróżowanie podobno jest fajne. Rozwija, poszerza horyzonty, kształtuje charakter, otwiera na nowe, same zalety, nic, tylko pakować walizkę i podróżować.
O destrukcji, dekonstrukcji i późniejszej potrzebie rekonstrukcji po dyseminacji żadnego słowa. A podróż wciąż trwa, chociaż mogłaby się skończyć.
Metafora. Świat jako metafora, życie jako metafora, podróż jako metafora, śmierć jako metafora. Wszystko jest metaforą. Samotność też jest metaforą.
A metafory są niebezpieczne, bo jedna mała metafora wystarczy do tego, żeby się zakochać. Od metafory można też umrzeć.
Za dużo metafor!
Za mało życia!
ŻYCIA!!!
Życia, nie snów i nie marzeń, nie pozorów.
Wędrówki, nie podróży. Przygody. Życiowej przygody, wiecznej, nie chwilowej.
Tak, nie, nie wiem, może, chyba.
Wyjdź z jaskini, porzuć skorupę, otwórz się, żyj, chciej. Chciej chcieć.
Chaos nie gwarantuje porządku.
Brak punktu dojścia z punktu wyjścia. Początek, brak końca, początek, brak końca, początek. Ab ovo, ale nie ab mala.
Tak, nie, nie wiem, może, chyba.
A podróż trwa.

poniedziałek, 14 września 2015

Punkt wyjścia

Odpowiem na komentarz z poprzedniego posta: nie, Sansenoiu, nie zasługuję na odrobinę spokoju i szczęścia.

Miesiąc wyjęty z życia.
K. napisał, że niczego nie poczuł, że nie zaskoczyło. Że zaprosił mnie do siebie, bo miał nadzieję, że zaskoczy, że coś poczuje, ale się nie udało. Dlatego nie spotka się ze mną więcej, bo po jakimś czasie któreś z nas zaczęłoby się męczyć: ja, ponieważ zauważyłbym, że K. nie angażuje się tak, jakbym tego chciał, on, ponieważ nie mógłby powiedzieć niczego więcej ponad to, że mnie lubi, nie mógłby tego przeskoczyć.

Jest mi cholernie przykro, bo K. cały czas sprawiał wrażenie, że jednak też mu zależy, że chce ze mną być, że chce spróbować. Był takim facetem, jakiego właśnie szukałem.

Po co były te wszystkie gesty, słowa, emocje, pieszczoty podczas ostatniego spotkania? Doskonale już wtedy wiedział, że nic z tego nie będzie, do czego też właśnie się przyznał.

Cóż, ślepa uliczka.
Znowu.


niedziela, 13 września 2015

Relacje

Albo ja czegoś, kurwa, nie rozumiem, albo to ludzie są pojebani, albo to ze mną jest coś nie tak.

K. chciał, żebym do niego przyjechał, został na noc. Ucieszyłem się, pojechałem. Niczego nie zakładałem, to miał być miły wieczór z noclegiem, do niczego nawet nie miało dojść.
Tak jednak się stało, że doszło. K. dotykał mnie podczas oglądania filmu po klatce piersiowej, ramionach, szyi, przez co zupełnie nie wiedziałem, o co w tym filmie chodzi. Zauważył drżenie moich mięśni, przyspieszony oddech, mocniejsze bicie serca. Obracał to nawet w żart.
Kiedy znaleźliśmy się w łóżku, zobaczył to samo, powiedział: "Ja wiem, o co ci chodzi, jesteś napalony". Miał rację. Sam zresztą dotykał mnie po udach, chyba nawet specjalnie. Zacząłem go całować, dotykać, ale K. stawiał opór. Zrezygnowałem więc, przytuliłem się tylko i myślałem, że zaśniemy. Tyle że wtedy to K. wkroczył do akcji. Dobrał się do moich majtek, jednocześnie nie pozwalając dotknąć w ogóle zawartości swoich. Zrobił swoje i... poszedł spać. Dziwne, mówię, ale ok, może nie chcieć, ma prawo, muszę to uszanować.

Rano mieliśmy wyjść razem, bo zmierzaliśmy w tym samym kierunku, ale K. poprosił mnie, żebym wyszedł wcześniej, bo ma jeszcze "kilka spraw do załatwienia w domu", a moja obecność będzie go krępować. Zaczęło się, pomyślałem, spławia mnie. I chyba miałem rację. Odezwał się, później zamilkł, a kiedy pod koniec dnia zapytałem czy wszystko w porządku, odpowiedział tylko: "Nie do końca. Odezwę się jutro. Dobranoc!".
Może to znowu ja tylko nadinterpretuję wszystko na swoją niekorzyść, ale wydaje mi się, że doskonale wiem, co jutro (a właściwie to już dzisiaj) usłyszę. A może to wcale nie chodzi o mnie, a w domu stało się coś, przez co nie ma ochoty rozmawiać i dlatego odezwie się jutro?
Może, może, może...

piątek, 11 września 2015

Komplikacje

Życie Wiosennego byłoby zbyt proste, gdyby wszystko układało się po jego myśli.
No bo co Wiosenny może powiedzieć, jeśli okazuje się, że ktoś, na kim zaczyna mu zależeć i wiąże z nim pewne nadzieje, prawdopodobnie wyjedzie w przyszłym roku do Stanów na staż, a potem dostanie pracę i zostanie tam na dwa lata? Oczywiście, że jest jeszcze za wcześnie, żeby Wiosenny mógł powiedzieć, że wcale nie chce, żeby wyjeżdżał, że chce go mieć przy sobie, że się boi, że już wpadł na tyle, że wyobraża sobie pewnie za dużo.
Wiosenny nie może też nic poradzić na to, że ten ktoś nie chce się na razie wiązać, bo się boi, bo ma obawy. I mimo że Wiosenny bardzo by chciał, bo czuje, że może wyjść z tego coś fajnego, poczeka. Poczeka, bo wie, że warto czekać, że wreszcie trafił na coś dobrego. I będzie też wierzył, że jedna z wiadomości wcale nie zabrzmiała jak "jest fajnie, ale się nie przywiązuj".
Poza tym Wiosenny usłyszał też wczoraj kilka słów, które sprawiłyby, gdyby tylko nie leżał, że zwaliłby się z nóg.

sobota, 5 września 2015

Rekompensata

Ogłaszam wszem i wobec, że już nie jesteś cipą - brzmiał komunikat K. Co prawda, to on pierwszy mnie przytulił, ale to ja go pocałowałem!
Teraz będziemy mogli spotkać się dopiero po środzie, bo K. wyjechał. Do tego samego miejsca, w którym ja byłem w poniedziałek. Tyle że ja jechałem tam w celach rozrywkowych, a K. pojechał w celach naukowych. To był chyba najbardziej spontaniczny wyjazd w moim życiu. Kupiłem bilet dla siebie i przyjaciółki, a dwa dni później byliśmy na miejscu. Cztery godziny w jedną stronę, a na miejscu podróż statkiem, zwiedzanie miasta, kąpiel w morzu, ryba z frytkami, zachód słońca przy piwie na plaży i kolejna czterogodzinna podróż. Potem czekanie o 2 w nocy na kolejny autobus nocny, bo poprzedni uciekł przed nosem. I 30 godzin na nogach, bez snu. Odsypiałem przez dwa dni.

Skoro pierwsze bariery z K. przełamane, teraz może być tylko lepiej.
Chcę więcej!
Trzymajcie kciuki.

EDIT: Zapomniałem dodać, że jestem na praktykach w liceum. To ostatnie praktyki w moim życiu!

piątek, 4 września 2015

Cipa

Kiedy K. zaprasza mnie do siebie, po tym, jak odwołał kilka wcześniejszych spotkań (powody były ważne, zrozumiałem, wybaczyłem) i mam wrażenie, że tym razem jakoś wreszcie się do siebie fizycznie zbliżymy, okazuje się, że jednak nie.
Ja chciałem, K. też chciał, ale nie wyszło. Widziałem, że on chce, ale mu nie szło, a ja z kolei nie czułem się jeszcze zbyt pewnie, żeby się na niego rzucać. W naszych rozmowach jakoś tak się ułożyło, że wiszę mu masaż. Przypomniało mu się o tym. Położył się, kazał masować, usiadłem na nim (co za tyłek!), już miałem zacząć, kiedy zadzwonił jego telefon. Bardzo ważny telefon, który koniecznie musiał odebrać. Wstał (nie tylko on, widziałem na własne oczy!), odebrał i już się nie położył. Z masowania nic nie wyszło. Potem tylko usiadł obok mnie. I też nic!
Teraz pisze do mnie, że jestem cipą i to ja mam zrobić pierwszy krok. Dzięki, K., dzięki.
Może rzeczywiście czasami trzeba zaryzykować i niepotrzebnie nie bać się odrzucenia.
Teraz mam za swoje.