środa, 21 grudnia 2016

Randka?

Wybrałem się dzisiaj na randkę. Na ostatniej byłem podczas mojego epizodu z szukaniem miłości w Warszawie, trochę czasu więc już minęło. Pomyślałem sobie: co mi szkodzi? Niby miałem się nie umawiać, ale dobra kawa nie jest zła, a rozmowa zawsze może wyjść na dobre. Skoro facet, nawet dość przystojny i wydawałoby się, że w miarę ogarnięty, wysyła do mnie wiadomość i zaprasza na kawę, to stwierdziłem, że w sumie spoko. Mogę iść. Co ciekawe - napisał do mnie kilka dni temu, ale że przez więcej niż tydzień nie wchodziłem na portal, na którym do mnie napisał, a wszedłem tam teraz tylko po to, żeby to konto zablokować i przez o wiele dłuższy czas się tam nie pojawiać, to mogło się to okazać dobrym znakiem.

Chciał szybko, już i teraz, bo jestem taki interesujący, mam powalający opis i świetne zdjęcia. Mieliśmy się umówić przed 19, a o 20.30 miał mieć wizytę u fryzjera.
- No to może wypijemy kawę, ja cię do tego fryzjera odprowadzę i sam też wrócę do domu?
- Jak chcesz, to możesz iść nawet ze mną, to mój kolega, poczekasz chwilę.

Nadeszło miejsce i czas spotkania. Zamiast "cześć", pada pierwsze zdanie:
- wiesz co, bo teraz ten Kuba do mnie napisał, że mam być o 19.30 u niego i on mnie obetnie.
Myślę sobie, że dobrze, no zdarza się, moje plany też często się zmieniają w ostatniej chwili. Idziemy więc w stronę tego fryzjera. Okazuje się jednak, że ten fryzjer nie przyjmuje w salonie. Przyjmuje u siebie w domu. Po półgodzinnym spacerze uliczkami Poznania wokół Starego Rynku i bardzo przyjemnej rozmowie, dochodzimy wreszcie do miejsca, w którym znajduje się mieszkanie fryzjera. Rozmowa przed bramą wejściową do jednej z kamienic:
- No wiesz co, to ja cię tutaj zostawię i idę do tego Kuby. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy i będziemy w kontakcie. Sorry, że tak wyszło.
- Ee... No... Nie ma sprawy.
-  No to cześć.
- Cześć.

Przez chwilę stałem przed tą bramą i zastanawiałem się, co tak właściwie się tam wydarzyło. A potem po prostu odwróciłem się na pięcie i wróciłem do domu.

piątek, 16 grudnia 2016

Urodziny!

Blog Wiosennego Chłopca kończy dzisiaj 4 lata.

Nie wiem, kiedy to minęło. Ale wiem, ile się wydarzyło i ile wspomnień się tu znajduje (głównie tych związanych z życiem emocjonalnym). Większą ich część stanowią raczej te, których wolałbym nie przeżywać. Tak już wyszło, że blog był raczej miejscem, w którym żaliłem się, gdy coś nie wychodziło. Może nie do końca wykorzystałem jego potencjał i może mogłem wykorzystać go inaczej, ale i tak cieszę się, że go założyłem. A założyłem go głównie dzięki HalfDevilAngelowi, w którego blogu się wtedy zaczytywałem (a który, o zgrozo, umiera - blog, nie HalfDevilAngel) i kolejno trafiałem na następnych. Dziwnych, perwersyjnych, ale też całkiem normalnych, ludzkich. Prym wiedli: Aberfeldy, Sansenoi, Chłopiec z zapałkami, Atlu - to Wam należą się moje podziękowania, bo to Was od początku czytam. Codziennie sprawdzam swoją listę czytelniczą (która od ostatniej aktualizacji bloggera wygląda dość... dziwnie). Wielu blogerów, których czytałem, zniknęło, usuwając swoje blogi i już do nich nie wracając. A szkoda, bo te historie zawsze wnosiły coś do mojego życia. Z kilkorgiem udało mi się porozmawiać, a z niektórymi z Was nawet spotkać. Jakimi jesteście wspaniały ludźmi!

Na co dzień czytam też wielu innych, takich, którzy piszą od niedawna, ale też takich, na których sam niedawno trafiłem. Wam też należą się podziękowania, ale aż nie sposób Was wszystkich wymienić. No, ale trzeba chodzić wspomnieć o Adamie Madulskim, BJu, Pielipowskim (który też chyba zapomniał, że ma bloga, niech go ktoś przywróci do porządku), Mrówce.

Ostatnio tu trochę cicho. Ale u mnie też cicho - skończyłem już jedne studia, za chwilę skończę drugie, szlifuję swój pomysł na doktorat, po zajęciach pracuję. Trochę się wszystko ustabilizowało i wygląda pewniej. No, przynajmniej w tej sferze życia. Jeśli chodzi o sferę uczuciową - pustynia. Nawet nie chce mi się nikogo poznawać. Są dni, kiedy jest mi źle, że nie mam się do kogo przytulić, że nie mam z kim poleżeć pod kocem i obejrzeć filmu, ani też wyjechać na weekend za miasto czy choćby powiedzieć, co mi leży na sercu. Ale na drugi dzień dostaję drgawek na samą myśl, że miałbym się z kimś spotykać, chodzić na jakieś randki, marnować czas na coś, co pewnie i tak nie wyjdzie. Albo wyjdzie na 3 miesiące, kolejny raz. Może czas na randkowanie i poznawanie ludzi jeszcze przyjdzie, ale nie teraz. Teraz jest czas pracy, nauki i kupowania jednego biletu do kina czy teatru. Obiady jedzone w samotności, kawa pita przy pustym stoliku - to też może smakować dobrze. Zwłaszcza gdy nie trzeba dopasowywać do nikogo swojego grafiku.
Istnieje też możliwość, że po prostu to wszystko sobie wmawiam, żeby było mi trochę lepiej i tak naprawdę wcale nie jest kolorowo.

Blogu Wiosennego Chłopca, żyj dłużej. I żyj częściej. :)

wtorek, 20 września 2016

Miłość w stolicy

Dokładnie rok temu temu, jakoś w listopadzie, kiedy zawitałem do Warszawy na konferencję naukową, poszedłem ze swoją przyjaciółką do Łazienek. Aura była piękna. Jesień, zimno, liście, znicze poustawiane na ścieżkach, aby z nich nie zboczyć. I wtedy, podczas rozmowy z K., a był to dla nas dość trudny okres, powiedziałem, że fajnie byłoby przyjść kiedyś do Łazienek ze swoim warszawskim facetem. Na bardzo uroczą randkę w tych pięknych okolicznościach. Faceci tutaj wydawali mi się jacyś inni. Może dlatego, że żadnego z nich nie znałem, w przeciwieństwie do tych poznańskich, których mordy znam już na pamięć, bo od wielu lat nieprzerwanie wyskakują z różnych portali i aplikacji. Marzenie takie, rzucone na wiatr. Może nawet trochę dziecinne. 

Rok później (no, prawie rok, do listopada brakuje kawałka) jestem w Warszawie. Od czwartku gości mnie u siebie D. Według pierwotnych planów wracać miałem w niedzielę. Nie wyszło, więc miałem wrócić w poniedziałek. Ale to też nie wyszło, dlatego wracam dopiero dzisiaj. Gdyby nie fakt, że jutro muszę załatwić formalności w Poznaniu, bo jest na to ostatni dzień, D. pewnie nie wypuściłby mnie do domu jeszcze przez jakiś czas. No i właściwie to całkiem fajnie, bo i D. jest kochany, a i Warszawa jest sympatyczna. Jakoś do Poznania wcale mi się wracać nie chce. Wieczorne spacery po Łazienkach, nocna wizyta w niebieskiej bramie, w której zakochałem się wiele lat temu, oglądając jak szalony jeden z polskich seriali o prawniczce, który był nadawany w czasach, jak jeszcze byłem gówniarzem, kebab na środku ulicy i te bardzo urocze uliczki, wszystko to sprawia, że... Ech...

No i te Łazienki. To spełniające się marzenie dokładnie w tym samym miejscu, w którym wypowiedziałem je rok temu. Tak, D., spróbujmy. Tak, na pewno damy sobie radę.

Nie szukałem teraz nikogo. Tym bardziej na pewno nie w Warszawie, to ostatnia myśl, która przyszłaby mi do głowy. Ale D. pojawił się tak po prostu. Sam do mnie napisał, a rozmowa się tak po prostu potoczyła. No i wyszło tak, że najpierw on odwiedził Poznań, a teraz ja jestem w Warszawie i nie mam zamiaru się z niej ruszać.

Czy to dobry pomysł, żeby ładować się w relację, którą dzieli tyle kilometrów? Nie wiem. Wiem za to, że między Poznaniem a Warszawą nie jest wcale aż tak daleko, a pociągi jeżdżą dość szybko. 

Wiem, bańka, tarcza, te sprawy. Trudno. Może właśnie znalazłem miłość w stolicy.
A jeśli nie? To nic, pozbieram się, posklejam, nie pierwszy raz, o czym stali czytelnicy wiedzą najlepiej.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Bańka

Kiedy człowiek siedzi sam w domu i to siedzenie w samotności trwa przez pół roku, a samotnym jest się przez 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, to tworzy wokół siebie bańkę. Wydaje się, że ta bańka jest bardzo gruba, wytrzymała i odporna, a nic nie jest w stanie jej zniszczyć. Praca w domu, nauka w domu, zakupy do domu. Wszystko w domu, z którego nie trzeba nawet wychodzić i nikogo nie spotykać. No, może jedynie czasami kuriera, który puka do drzwi.

Człowiek taki w ogóle nie myśli o swoich uczuciach, o potrzebie bliskości i innych sprawach, a profile na tęczowym portalu przegląda z pogardą i myślą o tym, że już nigdy nie da się wrobić. I jest mu w tym stanie wyjątkowo dobrze.

Wystarczył jednak tydzień pisania, milion wiadomości, kilka zdjęć, trochę komplementów o moich soczystych ustach i dużych niebieskich oczach, żeby wyjść z domu. Na kawę. Na kawę, która skończyła się nie tylko kawą, a skończyła się tak, jak kończyć się nie powinno pierwsze spotkanie. I na co było tyle pisania, tyle obiecywania, opisywania swojego pięknego światopoglądu, który w całości odpowiada mojemu? Po co było tyle gadania przy tej kawie, śmiania się, opowiadania szczegółów z życia, które tylko przekonywały mnie o tym, że nasze poczucie humoru jest identyczne, że tak samo nie lubimy ludzi i że do większości spraw podchodzimy tak samo. Soulmates. Yay!
No, ale cóż. Potem zero wiadomości, jedna, milczenie. Trzeba było tak od razu mówić, że to tylko o to chodzi.

Może bańka by nie pękła. Może bańka dalej by istniała, a ten robaczek, który pojawił się gdzieś z tyłu głowy, nie drążyłby teraz tej dziury, a świata nie trzeba by było składać jeszcze raz, od początku.
Budowanie nowej bańki czas zacząć. Teraz jednak warto użyć jeszcze bardziej wytrzymałych materiałów, żeby już nikt nie dał rady się przez nią przebić. 

Uczucia

Nie daj się znowu.
Nie myśl za dużo.
Nie angażuj się. 
Bądź ostrożniejszy, proszę.
Ciesz się tym, co masz. Tak po prostu, zwyczajnie.

piątek, 22 lipca 2016

Urlop

Nie chce mi się.

Co z tego, że niby oficjalnie są wakacje, skoro i tak mam tyle roboty, co zwykle?

Z pracy dostaję więcej zleceń (z tego akurat się cieszę), bo są wakacje i zleceń więcej do wzięcia, a chętnych mózgów do pracy mniej. Mój na pracę zawsze chętny. No, to po prostu siedzę i piszę trzy razy więcej tekstów niż zwykle, a pieniądze płyną jak szalone (no, z tym pieniędzmi to może trochę hiperbolizuję).

Zajęć na uczelni nie ma, a w domu więcej roboty z nauką niż przez cały rok, nawet pomijając przygotowania do konferencji. Jednocześnie piszę pracę magisterską na jednym kierunku, pracę licencjacką na drugim (która się rozrasta do niebotycznych rozmiarów. Praca licencjacka, która ma około 250 stron, no fajne) i jakoś czas ucieka, a ja od rana do wieczora (właściwie to do rana) ciągle przy czymś dłubię.
Od rana, bo wstaję jakoś o 8.00, do rana, bo kładę się spać o 3.50, bo nie mogę zasnąć. A jak nie mogę zasnąć, to pracuję. Cały rok akademicki już chyba tak na mnie wpłynął, że ciągle muszę coś robić, mało spać. Nawet w wakacje nie chce mi moje ciało dać chwili wytchnienia. Cztery godziny snu i człowiek rano wstaje jak nowo narodzony, pracować może dalej.

Zrobiłem sobie nawet urlop ostatnio, nad morze pojechałem. Do Świnoujścia. W Świnoujściu byłem pierwszy raz w życiu, ale zakochałem się w tym miasteczku od razu. Plaża piękna, świetna droga rowerowa do Niemiec, z której skorzystałem i pojechałem do sąsiadów na ich ładniejsze plaże (tak, jeździłem na różowym rowerze, bo tylko taki został w wypożyczalni, choć byłem w niej pół godziny po otwarciu), nawet pogoda mi sprzyjała i leżałem na plaży w upalnym słońcu, chociaż średnio to lubię, bo mam jasną karnację i nawet krem z najwyższym filtrem nie pomaga, więc do teraz jeszcze jestem czerwony jak burak i schodzi mi skóra, co strasznie piecze. Mój jednoosobowy pokój w hotelu też był bardzo ładny. Jako jedyny pokój w hotelu miał balkon, co dało mi radość ogromną.
Wstałem nawet o 4.00, żeby zobaczyć wschód słońca. Wstałem? A czy w ogóle się kładłem? Przeszedłem spory kawał plaży, zobaczyłem wschód słońca, który dostarczył mi sporo wrażeń, no i wróciłem do hotelu. Spać mi się nie chciało, więc zacząłem pracować. Tak, w plecaku wziąłem ze sobą na urlop komputer, żeby móc pracować.

Fajnie było. Poznałem nawet K., z którym kilka razy się spotkałem i nie spędzałem urlopu tak samotnie, jak myślałem, że go spędzę. Oglądanie z nim zachodu słońca i picie piwa/cydru na plaży było naprawdę udane. Nigdy nie podejrzewałem, że przez tę głupią aplikację dla gejów będzie można poznać faceta, który okaże się naprawdę świetny i nawet nie będzie do łóżka chciał wejść, ale za to wyjdzie na kilka spacerów, posiedzi na plaży, pogada o wszystkim i jeszcze sypnie paroma komplementami. No, ale cóż, urlop się skończył, ja wróciłem do domu, K. wrócił do swojego domu, na Śląsk. I kolejny raz okazuje się, że świetny facet musi mieszkać od razu na drugim końcu Polski. Pozostanie nam chociaż rozmawianie przez internet raz na jakiś czas.

No, a teraz jest 2.10, mnie się nadal nie chce spać. Popracuję.

To co, na koniec może jakieś zdjęcie ze wschodu słońca? 

poniedziałek, 30 maja 2016

Zmiany potrzebne od zaraz

Potrzebuję zmiany.
Najlepiej zmiany ludzi, miejsca, otoczenia, wszystkiego.
Byle tylko było lepiej. Chociaż trochę.

Połowę dnia spędziłem dziś w bibliotece. A potem spacerowałem po Warszawie.
Fajnie tu. Ładnie tak, ludzie jacyś tacy inni, nieznani, czekający na poznanie. Ładniejsi. Ciekawsi.
Może warci też więcej.

Chcę zmiany. 


środa, 11 maja 2016

Przyjaciele

M.: "Tak, tak, wynajmiemy sobie mieszkanie, żebyśmy mogli mieszkać razem, we trójkę. My już mamy dosyć tego mieszkania, w którym jesteśmy obecnie, a jak ty też chcesz coś wynająć, Wiosenny, to zrobimy to razem i będzie świetnie. Z rachunkami w trójkę sobie bez problemu poradzimy. My z K. możemy mieć pokój razem, jak do tej pory, ale można też znaleźć coś takiego, żeby osobno każda z nas miała."

K.: "Już nie mogę się doczekać! Będę piekła muffinki i ciasta, a Ty będziesz gotował obiady! A potem wszyscy będziemy siedzieć na łóżku i oglądać seriale. W sumie to już moglibyśmy się rozglądać za czymś, jak chcemy razem zamieszkać zaraz po skończeniu studiów. Najlepsi przyjaciele będą mieszkać razem!"

M.: "Zacznę już przeglądać oferty! Będzie zajebiście!"

Dwa tygodnie później.

K.: "A, bo ty chciałbyś już teraz, po studiach? No, wiesz co, bo nam w sumie jest dobrze tam, gdzie mieszkamy, raczej się nie będziemy wynosiły i tam zostaniemy tak długo, jak się będzie dało. Przyzwyczaiłam się do okolicy, do tego mieszkania, do współlokatorów i sobie nie wyobrażam mieszkania gdzieś indziej, więc no, wiesz..."


Tak, wiem.


czwartek, 28 kwietnia 2016

Telefony

Telefon pierwszy. Telefon drugi. Telefon trzeci, piąty, siódmy, dziesiąty.
16 nieodebranych połączeń.

SMS: "Misiek, odbierzesz ten telefon? Proszę, chcę porozmawiać"

Nie rozumiem, dlaczego wciąż zwraca się do mnie w ten sposób.

Kolejne nieodebrane połączenia.
W końcu odbieram, bo przecież nie mogę wytrzymać tego, że może być mu źle. No i nie chcę sprawiać mu przykrości. Taki dobry jestem.

- Wiosenny, przepraszam. Przebacz mi. Wróć. Przecież jesteś dla mnie całym życiem, ja sobie bez ciebie nie poradzę. Nawet obiadu nie umiem ugotować, nic nie miałem w ustach przez kilka dni.
- Biologu...
- Ale proszę. Ja tak bardzo cię kocham, tak bardzo mi zależy. Gdzie ja znajdę kogoś takiego jak ty?
- Kogoś, kogo znowu będziesz oszukiwał?
- Ale ja ciebie nie oszukiwałem! Nie zdradziłem cię! To była tylko zabawa, takie żarty. Już zerwałem kontakt z tymi ludźmi dla ciebie.
- Świetne żarty, w takim razie chyba mamy inne poczucie humoru.
- Wrócisz?
- Nie naciskaj na mnie więcej. Już ci powiedziałem wszystko, co miałem do powiedzenia.
- Proszę.
- Nie.
- Dlaczego chcesz wszystko niszczyć? Nie może być tak, jak było?
- Nie!

Ja. Niszczyć. Ja niszczyć.
Kolejne połączenia. Kolejne wiadomości.

środa, 20 kwietnia 2016

Rozmowa

Wreszcie zebrałem się w sobie i porozmawiałem z Biologiem. Oczywiście, okazało się, że to ja jestem skurwielem i nic nie znaczącym gnojem, a to wszystko moja wina, bo on miał prawo rozmawiać z kim chce i o czym chce. I wysyłać zdjęcia, odbierać też mógł, fantazjować też. Nic mi mówić nie musiał. I to ja go bardzo zraniłem, bo przecież on mnie tak bardzo kochał i by się dał za mnie pokroić.
Moja wina. Wszystko ja zjebałem. Udało mu się wszystko tak odwrócić, że naprawdę zaczynam wierzyć, że to wszystko ja.
I jeszcze prokuraturą mnie straszy.

piątek, 15 kwietnia 2016

Echa przeszłości

To mogłem być ja. Saksofonista, solista przed całą orkiestrą. Lśnić z wypolerowanym instrumentem. Łamać sobie palce na szybkich pasażach i napinać usta przy skokach powyżej oktawy, szczególnie na niskie d i c, które nigdy wchodzą i alikwoty zaczynają brzęczeć.
Ale to nie ja, bo kilka lat temu podjąłem decyzję, której będę do końca życia żałował. Jakim głupim trzeba było być, żeby zrezygnować, ku zdumieniu wszystkich nauczycieli ("Jak to, Wiosenny? Nie rób tego szkole, a przede wszystkim nie rób tego sobie!"), na półmetku edukacji II stopnia.
Szkoda, że czasu nie da się cofnąć.


piątek, 1 kwietnia 2016

Trudne decyzje

Decyzja. Podjąłem ją. Chyba nadszedł czas, żeby zakończyć znajomość z Biologiem.
Nie chcę znosić ciągłych kłamstw. Nie kolejny raz. Owszem, mógłbym udawać, że nic się nie dzieje. W końcu świetnie mi to wychodziło: najpierw przez trzy lata, potem kolejny raz. Ale tym razem nie chcę. Może odcięcie się będzie prostsze, dopóki jest jeszcze tak wcześnie.

Biolog: Przepraszam, że się nie odzywam na Snapie, ale usunąłem. Nie zablokowałem Cię. Tak, ja też tęsknię za Twoimi zdjęciami, niedługo Ci coś wyślę. Znajdziemy inny sposób niż Snapchat.
Nie chcę wykorzystywać kolejnych sytuacji, by znowu po kryjomu czytać następne wiadomości, w których fakty wyglądają nieco inaczej, niż przedstawia je Biolog. Och, Wasze spotkanie z M. było przypadkowe, tak? Świetnie, bo z Twoich wiadomości wynika, że to Ty je zaproponowałeś. Ach, to M. później napisał do Ciebie pierwszy i chwilę pogadaliście? Świetnie, bo z Twoich wiadomości wynika, że to Ty się pierwszy do niego odezwałeś. Uwielbiam drobne kłamstewka w stylu: "zrobiłem coś złego, ale trochę skłamię, żeby nie było na mnie i żebyś nie był na mnie zły". Czy naprawdę w związku ma chodzić o to, żeby kłamać i mówić to, co druga osoba chce usłyszeć? Czy może ja żyję w jakimś alternatywnym świecie, w którym wydaje mi się, że szczerość i prawda...

 Biolog: Niedługo będę w Warszawie, to się zobaczymy jak dawniej. Będzie fajnie, zobaczysz. Nie, z nikim nie jestem, nie martw się.

Po wspólnym czasie na koncercie mam iść z Tobą i z Twoimi znajomymi z pracy na piwo? Ale przepraszam, jako kto? Ach tak, jako znajomy, przecież udajesz przed całym światem, że jesteś hetero i dlatego ciągle pozwalasz, żeby Kobieta Cię podrywała. Przed miejscem spotkania podajesz mi rękę i mówisz: "do zobaczenia kiedyś". Tak, kiedyś. Za jakieś dwie godziny (EDIT: 00:10 - nie wiem, za ile godzin), kiedy wrócisz do Twojego mieszkania, w którym na Ciebie czekam i kiedy będziesz chciał, żebyśmy...

Teraz tylko zebrać się w sobie i mieć wreszcie odwagę porozmawiać.

wtorek, 29 marca 2016

Wniosek

Halo? Świat? Czy można się wypisać? Składam wniosek o wypisanie ze świata.
Do mojego wniosku dołączam prośbę o możliwość uniknięcia wszystkich dupków. Żeby przestali kłamać, oszukiwać i żeby nie wiedli podwójnego życia. Żeby zarówno przy mnie i gdy nie ma mnie obok, to wciąż była ta sama osoba, a nie człowiek o dwóch twarzach. Czy tak się w ogóle da? Byłoby miło, ale cóż. Nie jest. Nigdy nie było. No dobra, przesadzam. Są momenty. Ale ile można tak momentach. Och, oczywiście. Na momentach można długo, czego jestem najlepszym przykładem.
O, do mojego wniosku dołączam jeszcze prośbę o siłę i odwagę. Odwagę do rozmawiania, mówienia tego, co mi się nie podoba, zamiast zwieszania głowy i milczenia ze smutną miną i oczywistego udawania, że nie dzieje się nic.
Chciałbym jeszcze nie być taką emocjonalną ciotą i nie myśleć o tym, że zrobię komuś przykrość, jeśli coś powiem, mimo że ktoś cały czas sprawia przykrość mi i to bez zastanowienia.
Byłoby fajnie, gdybym przestał ciągle narzekać i stał się wreszcie szczęśliwy i zadowolony. Dużo nie trzeba. Moje wymagania nie są aż takie duże. Są zwyczajne.
Halo? Świat? Da się? Proszę.

wtorek, 22 marca 2016

Gdańsk

Wiosenny Chłopiec ma już 24 lata! Jego urodziny, jak zawsze, były w pierwszy dzień wiosny, a więc wczoraj, ale wczoraj nie mógł opublikować postu, bo świętował. Biolog zorganizował urodziny we dwoje i zrobił świetną niespodziankę. To pierwsze urodziny, który przerwały złą passę (hehe). O facetach, którzy zostawiali Wiosennego co roku w jego urodziny, pisać już nie będę.

Widok z molo na plaży w Gdańsku Brzeźnie
Weekend spędzaliśmy z Biologiem w Gdańsku. W sobotę mieliśmy piękną pogodę! Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, odbyliśmy spacer na plaży, byliśmy na pokładzie SS Sołdek, poznaliśmy tajemnice wnętrza żurawia, przepłynęliśmy promem, wspięliśmy się po 400 schodach wieży Bazyliki Mariackiej, posłuchaliśmy brzmienia organów, kolejką wybraliśmy się do Sopotu, by odpocząć na molo i przy okazji minąć kilku celebrytów. Było też dużo wyznań, dużo zapewnień, trochę obietnic i w ogóle fajnie.

Pod względem spędzonego czasu, odwiedzonych miejsc i wspólnych chwil, to był naprawdę bardzo dobrze spędzony weekend. Nie mogło być lepiej.



Ale przy okazji dowiedziałem się też wielu innych ciekawych rzeczy. Nie powinienem, ale nie mogłem się powstrzymać.

B(iolog): Wiesz, jaka jest moja fantazja?
R: No jaka?
B: Jebanie przez dwóch aktywów. Ja leżę na podłodze i po kolei dwóch mnie bierze, najpierw jeden, potem drugi, bez pytania.
R: Uu, no to fajnie, aż mi staje. Ale to trzeba mieć dwie zaufane osoby.
B: Noo. Co Ty na taką akcję? Ja pasywek, Ty jako aktyw i ktoś jeszcze?
R: no byłoby super
B: Marzy mi się jeszcze seks w pociągu, na samą myśl mi staje teraz
R: Jesteś w pociągu, działaj.
B: Ale to ciężko się zsynchronizować, zaraz będę w domu i Wiosenny mnie weźmie :P
R: haha, no to skorzystasz chociaż tyle

Człowiek o dwóch twarzach.

poniedziałek, 7 marca 2016

Odwiedziny

Na weekend przyjechał odwiedzić Biologa jego Długowłosy przyjaciel z Warszawy. Jeśli chcesz kogoś naprawdę poznać, poznaj jego przyjaciół, a dopiero wtedy dowiesz się, z kim masz do czynienia. I tak, dzięki Długowłosemu, poznałem kilka pikantnych historii. O, na przykład takie historie z sauny, o których nie miałem pojęcia. Co prawda Biolog opowiadał mi, że chodził do sauny, ale że był tam tylko kilka razy. Przy Długowłosym okazało się, że był całkiem częstym gościem sauny i to na dodatek działy się tam różne historie. W sobotę też mieliśmy iść na saunę, ale nie chciałem, więc poszliśmy tylko do aquaparku. Nie miałem ochoty na to, żeby patrzył na nas nagich. W sumie na niewiele się to zdało, bo w mieszkaniu i tak paradował prawie nago i w ogóle nie był tym skrępowany. Oczywiście przez cały czas nie odrywał ręki od telefonu, grindra, romka, fellow i jeszcze nie wiadomo, jakich innych portali. Podrywał nawet niektórych bloggerów. :P


A ja znów bawiłem się w złego człowieka i trochę poczytałem tego, czego nie powinienem nawet tykać.
I tak dowiedziałem się o prawie codziennych zabawach, o rozmowach o bardzo silnym podtekście seksualnym, o H., który według Biologa jest "mega seksiakiem" i koniecznie musi się z nim zobaczyć. I prawdopodobnie zobaczy w poniedziałek, bo teraz kombinuje, żeby wracać z domu we wtorek. Pewnie dowiem się o tym dopiero przy kolejnej takiej okazji.
Dowiedziałem się też o tym, że ciągle pisze ze swoim Byłym, którego w niedzielę chciał uniknąć, dlatego szliśmy po drugiej stronie centrum handlowego. Niestety, tak się stało, że nie było go w miejscu, w którym zwykle bywa i spotkaliśmy go w innym, co spowodowało zmieszanie Biologa. Nie rozumiem, dlaczego za wszelką cenę stara się ukryć przed Byłym, że się z kimś spotyka. I nie rozumiem, dlaczego chciał go zaprosić na kolację do jednej z najlepszych restauracji.

W ogóle, to nic nie rozumiem. Wszystko jest, jak zawsze. Kłamstwa, oszustwa, zatajanie. Zawsze ten sam schemat. I ciągłe zapewnianie o miłości, silnym uczuciu, idealnym dobraniu się. To tylko słowa, czynów, lojalności, szczerości brak.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Co zrobisz?

Cześć Wiosenny,

zastanawiałeś się kiedyś, skąd się bierze Twój pech do facetów? Dlaczego kochasz następnego faceta, który Cię krzywdzi i przez którego nie jesteś szczęśliwy, lecz wręcz przeciwnie? Oczywiście, że się zastanawiałeś. Dobrze widzisz, że Biolog Cię oszukuje. Na Twoje poważne pytania udziela wymijających odpowiedzi, kłamie, mówi jedno, robi drugie, dużo przed Tobą ukrywa, choć Ty i tak znasz prawdę, bo sprawdziłeś. Bo za dużo stalkujesz. Jesteś naiwny, Wiosenny i trochę mi Ciebie żal. Nie dziw się więcej, że mężczyzna, który wydawał Ci się bardzo poważnym człowiekiem i który za miesiąc broni swój doktorat, tak naprawdę wciąż jest dzieciakiem i nie myśli o niczym poważnie. Chociaż mówi, że wszystko jest dla niego poważne, to zachowuje się jak gimnazjalista. Owszem, kocha Cię, przynajmniej tak mówi, ale kiedy widzi innego przystojnego faceta, jego nogi lub gdy ktoś po prostu znowu wysyła mu swoje nagie zdjęcia, to jakoś o Tobie zapomina. Ale gdzież! Mówi, że się tym brzydzi, bo myśli o Tobie poważnie, nie jest idiotą i jest lojalny. Ale Ty wiesz. A on nie wie, że wiesz. I co? I nic! Przecież nic z tym nie zrobisz, jak zawsze. Będziesz sobie tak marudził wewnątrz siebie, a na pytanie o to, dlaczego jesteś smutny, odpowiesz, że boli Cię głowa. Jak zawsze.
I będzie jak zawsze. Bo nic nie zrobisz. Chciałbyś, ale nie potrafisz. Przecież nie powiesz tego, co wiesz, bo Twoje stalkowanie się wyda. Żal mi Cię, Wiosenny, żal.

Z pozdrowieniami

piątek, 26 lutego 2016

Lojalność, szczerosć, wierność

Lojalność. Szczerość. Wierność.
A co to takiego?
To takie trzy cechy i wartości, który wyginęły. Szczególnie wśród homoseksualistów. Jeśli masz nadzieję, że ktoś, tak samo, jak Ty, jeszcze w nie wierzy i wyznaje, to porzuć nadzieję, bo nie. Nawet jeśli mówi, że tak, to robi wszystko, żeby temu zaprzeczyć. Więc albo i Ty przestań w nie wierzyć, albo żyj sam, bo nigdy nikomu nie zaufasz.

wtorek, 9 lutego 2016

Kobieta

Wiem, że to, co teraz napiszę, może się wydać dziwne, ale tak, jestem zazdrosny o... Kobietę.
Zwykle mi się to nie zdarza, ale w tym przypadku jestem.
I właściwie to mam żal do Biologa.

Kobieta jest koleżanką z pracy Biologa. Jak to bywa w środowisku naukowym, Kobieta jest po 30, zajmuje się roślinkami i jest samotna, szuka faceta. Biolog jej się bardzo podoba, więc go podrywa. Pisze do niego, pod każdym pretekstem zagląda do jego gabinetu, zaprasza na drinki, piwo, spacery, zakupy. A że Biolog w pracy nie jest wyoutowany i nikomu nie mówi, że ja w ogóle istnieję, to wszyscy myślą, że jest singlem, a Kobieta ma pole do popisu. Nie byłbym zazdrosny, gdyby Biolog jasno określił sytuację, powiedział jej, że nic z tego nie będzie, że ma dać sobie spokój. Ale jest inaczej. Biolog nie mówi nic, chodzi do niej na piwo, często się z nią widuje. Tak jak teraz. Siedzą w jej pokoju. Sami. Piją piwo.
Jesteśmy z Biologiem dość krótko razem, więc nie jestem pewien, czy mogę ufać mu na tyle, żeby mieć pewność, że do niczego między nimi nie dojdzie. Jeśli ona jest zdesperowana i przejdzie do czynów?

Uważam, że zachowanie Biologa jest nie fair nie tylko w stosunku do mnie, ale przede wszystkim do niej. Po co ją zwodzić? Po co robić jej nadzieję? Po co prowokować?
A w ogóle to... po co udawać?

A może ja po prostu przesadzam.

sobota, 6 lutego 2016

Zmieniam się

Zawsze stroniłem od ludzi. Czułem się w domu bardzo dobrze, nie lubiłem z niego wychodzić. Jeśli miałem się z kimś spotkać, to w mieszkaniu moim, jego, ewentualnie na spacerze. Jeśli ktoś proponował kawę i ciastko w jakiejś kawiarni, to robiłem, co tylko mogłem, żeby tego uniknąć. Wolałem zrobić w domu ciastko sam i zaprosić do siebie lub wziąć zrobione przeze mnie ciastko ze sobą do osoby zapraszającej.
Na piwie na mieście nie byłem nigdy. Moja noga nigdy nie przestąpiła progu żadnego klubu, baru, knajpy. Po prostu nie. Znajomym ze studiów zawsze odmawiałem wszelkich wyjść, imprez, ukrywając się za swoimi dwoma kierunkami studiów i wiecznym brakiem czasu, choć tak naprawdę czas by się znalazł, ale ja po prostu nie miałem na to ochoty.
No i znajomych jakoś też zbytnio nie miałem, z którymi mógłbym gdzieś wyjść, a koledzy ze studiów przestali cokolwiek proponować, jak już ze sto razy odmówiłem.

Wszystko się ostatnio zmieniło. To chyba za sprawą Biologa, który pokazał, mi że takie miejsca są bardzo piękne i wiele z nich zasługuje na to, by do nich wracać. To Biolog zabrał mnie na piwo do fajnej knajpy we Wrocławiu i to z nim pierwszy raz piłem piwo na mieście. On pokazał mi kilka fajnych kawiarni.
I od tego czasu chciałbym z tych miejsc nie wychodzić. Nie chce mi się siedzieć w domu. Chcę wyjść do ludzi, chcę pić kawę (chociaż przez całe 23 lata swojego życia nie mogłem patrzeć nawet na jej opakowanie, bo tak jej nie znosiłem). Chcę chodzić z ludźmi na dobre ciasta i pić wieczorem piwo w jakimś fancy miejscu (i nie mam tu na myśli żadnej szalonej imprezy-popijawy), a zwykłe, kulturalne wyjście).
Ale nie mam z kim.
Zawsze mnie dziwiło, że ludzie tak spędzają czas, że mają mnóstwo różnych znajomych, z którymi ciągle gdzieś wychodzą i chyba nawet takim życiem gardziłem.
A teraz chcę wychodzić, chcę odkrywać, chcę poznawać, chcę mieć z kim porozmawiać.
Chcę.
Ale nikogo nie ma.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Dziwne reczy

Nie rozumiem dzisiejszych czasów.
Bo dlaczego:
a) w piątek uprawia się seks ze swoim facetem, a w sobotę uprawia się cyberseks na Snapchacie (nie znoszę tej aplikacji, pedałom nie jest potrzebna do niczego innego)?
b) ma się swojego faceta, a flirtuje się z kilkoma innymi?
c) odbiera się nagie zdjęcia i komplementuje intymne części ciała?
d) wysyła się innym, będąc w związku, zdjęcie swojego penisa koledze gejowi, żeby się pochwalić, że urósł?
e) wysyła się koledze zdjęcie, na którym uwidoczniono seks ze swoim chłopakiem?
f) sprawdza się codziennie anonse, żeby wiedzieć, czy ktoś go szuka?

Takie mamy czasy, że to stało się normalne?  Czy tylko może ja mam z tym problem i uważam, że coś jest nie tak?


PS Żeby nie było żadnych wątpliwości, wyjaśnię, że nie wszystkie punkty dotyczą mnie bezpośrednio. Niektóre "tylko" pośrednio.

wtorek, 12 stycznia 2016

Wycieczka

W miniony weekend byliśmy z Biologiem na małej wycieczce. Pojechaliśmy do Wrocławia na dwa dni. Pozwiedzaliśmy kilka miejsc, byliśmy na wielu spacerach, zobaczyliśmy dużo rzeczy, rozmawialiśmy, uprawialiśmy dużo seksu i mocniej też się ze sobą związaliśmy.

Jest fajnie. Mimo tego że naukowo zajmujemy się rzeczami zupełnie odmiennymi, mamy takie same zainteresowania, o których możemy ciągle rozmawiać. I jesteśmy do siebie podobni pod wieloma różnymi względami. Wspólnie uznaliśmy, że rzadko się zdarza, aby poznać się tak przez zupełny przypadek i tak bardzo do siebie pasować. Dlatego dbamy o siebie. I jest bardzo dobrze. I niech będzie. Mamy stały kontakt, nie ma chwili, w której nie wysłalibyśmy do siebie wiadomości. No i często się widujemy.

Oczywiście, mam wiele wątpliwości i kilka rzeczy mnie martwi, ale po naszych bardzo szczerych rozmowach dochodzę do wniosku, że właściwie nie ma się czego bać. To idealny materiał na moje męża. Grunt to szczerość i zaufanie (a z małymi upiorkami jakoś sobie poradzę, po jakimś czasie mi przejdą).

Pan Biolog jest starszy ode mnie. Trochę (9 lat różnicy to wcale nie aż tak dużo, prawda?). Ale zupełnie tego nie widać, ani tego nie odczuwam. Może dlatego, że sam zawsze czuję się na wiele starszego. W każdym razie dogadujemy się świetnie, różnicy wieku nie widać. Poznał już moich znajomych, z którymi też dobrze się dogadywał, wszystko wskazuje na to, że będzie dobrze.

Będzie. Tym razem będzie. :)