czwartek, 28 kwietnia 2016

Telefony

Telefon pierwszy. Telefon drugi. Telefon trzeci, piąty, siódmy, dziesiąty.
16 nieodebranych połączeń.

SMS: "Misiek, odbierzesz ten telefon? Proszę, chcę porozmawiać"

Nie rozumiem, dlaczego wciąż zwraca się do mnie w ten sposób.

Kolejne nieodebrane połączenia.
W końcu odbieram, bo przecież nie mogę wytrzymać tego, że może być mu źle. No i nie chcę sprawiać mu przykrości. Taki dobry jestem.

- Wiosenny, przepraszam. Przebacz mi. Wróć. Przecież jesteś dla mnie całym życiem, ja sobie bez ciebie nie poradzę. Nawet obiadu nie umiem ugotować, nic nie miałem w ustach przez kilka dni.
- Biologu...
- Ale proszę. Ja tak bardzo cię kocham, tak bardzo mi zależy. Gdzie ja znajdę kogoś takiego jak ty?
- Kogoś, kogo znowu będziesz oszukiwał?
- Ale ja ciebie nie oszukiwałem! Nie zdradziłem cię! To była tylko zabawa, takie żarty. Już zerwałem kontakt z tymi ludźmi dla ciebie.
- Świetne żarty, w takim razie chyba mamy inne poczucie humoru.
- Wrócisz?
- Nie naciskaj na mnie więcej. Już ci powiedziałem wszystko, co miałem do powiedzenia.
- Proszę.
- Nie.
- Dlaczego chcesz wszystko niszczyć? Nie może być tak, jak było?
- Nie!

Ja. Niszczyć. Ja niszczyć.
Kolejne połączenia. Kolejne wiadomości.

środa, 20 kwietnia 2016

Rozmowa

Wreszcie zebrałem się w sobie i porozmawiałem z Biologiem. Oczywiście, okazało się, że to ja jestem skurwielem i nic nie znaczącym gnojem, a to wszystko moja wina, bo on miał prawo rozmawiać z kim chce i o czym chce. I wysyłać zdjęcia, odbierać też mógł, fantazjować też. Nic mi mówić nie musiał. I to ja go bardzo zraniłem, bo przecież on mnie tak bardzo kochał i by się dał za mnie pokroić.
Moja wina. Wszystko ja zjebałem. Udało mu się wszystko tak odwrócić, że naprawdę zaczynam wierzyć, że to wszystko ja.
I jeszcze prokuraturą mnie straszy.

piątek, 15 kwietnia 2016

Echa przeszłości

To mogłem być ja. Saksofonista, solista przed całą orkiestrą. Lśnić z wypolerowanym instrumentem. Łamać sobie palce na szybkich pasażach i napinać usta przy skokach powyżej oktawy, szczególnie na niskie d i c, które nigdy wchodzą i alikwoty zaczynają brzęczeć.
Ale to nie ja, bo kilka lat temu podjąłem decyzję, której będę do końca życia żałował. Jakim głupim trzeba było być, żeby zrezygnować, ku zdumieniu wszystkich nauczycieli ("Jak to, Wiosenny? Nie rób tego szkole, a przede wszystkim nie rób tego sobie!"), na półmetku edukacji II stopnia.
Szkoda, że czasu nie da się cofnąć.


piątek, 1 kwietnia 2016

Trudne decyzje

Decyzja. Podjąłem ją. Chyba nadszedł czas, żeby zakończyć znajomość z Biologiem.
Nie chcę znosić ciągłych kłamstw. Nie kolejny raz. Owszem, mógłbym udawać, że nic się nie dzieje. W końcu świetnie mi to wychodziło: najpierw przez trzy lata, potem kolejny raz. Ale tym razem nie chcę. Może odcięcie się będzie prostsze, dopóki jest jeszcze tak wcześnie.

Biolog: Przepraszam, że się nie odzywam na Snapie, ale usunąłem. Nie zablokowałem Cię. Tak, ja też tęsknię za Twoimi zdjęciami, niedługo Ci coś wyślę. Znajdziemy inny sposób niż Snapchat.
Nie chcę wykorzystywać kolejnych sytuacji, by znowu po kryjomu czytać następne wiadomości, w których fakty wyglądają nieco inaczej, niż przedstawia je Biolog. Och, Wasze spotkanie z M. było przypadkowe, tak? Świetnie, bo z Twoich wiadomości wynika, że to Ty je zaproponowałeś. Ach, to M. później napisał do Ciebie pierwszy i chwilę pogadaliście? Świetnie, bo z Twoich wiadomości wynika, że to Ty się pierwszy do niego odezwałeś. Uwielbiam drobne kłamstewka w stylu: "zrobiłem coś złego, ale trochę skłamię, żeby nie było na mnie i żebyś nie był na mnie zły". Czy naprawdę w związku ma chodzić o to, żeby kłamać i mówić to, co druga osoba chce usłyszeć? Czy może ja żyję w jakimś alternatywnym świecie, w którym wydaje mi się, że szczerość i prawda...

 Biolog: Niedługo będę w Warszawie, to się zobaczymy jak dawniej. Będzie fajnie, zobaczysz. Nie, z nikim nie jestem, nie martw się.

Po wspólnym czasie na koncercie mam iść z Tobą i z Twoimi znajomymi z pracy na piwo? Ale przepraszam, jako kto? Ach tak, jako znajomy, przecież udajesz przed całym światem, że jesteś hetero i dlatego ciągle pozwalasz, żeby Kobieta Cię podrywała. Przed miejscem spotkania podajesz mi rękę i mówisz: "do zobaczenia kiedyś". Tak, kiedyś. Za jakieś dwie godziny (EDIT: 00:10 - nie wiem, za ile godzin), kiedy wrócisz do Twojego mieszkania, w którym na Ciebie czekam i kiedy będziesz chciał, żebyśmy...

Teraz tylko zebrać się w sobie i mieć wreszcie odwagę porozmawiać.