środa, 21 grudnia 2016

Randka?

Wybrałem się dzisiaj na randkę. Na ostatniej byłem podczas mojego epizodu z szukaniem miłości w Warszawie, trochę czasu więc już minęło. Pomyślałem sobie: co mi szkodzi? Niby miałem się nie umawiać, ale dobra kawa nie jest zła, a rozmowa zawsze może wyjść na dobre. Skoro facet, nawet dość przystojny i wydawałoby się, że w miarę ogarnięty, wysyła do mnie wiadomość i zaprasza na kawę, to stwierdziłem, że w sumie spoko. Mogę iść. Co ciekawe - napisał do mnie kilka dni temu, ale że przez więcej niż tydzień nie wchodziłem na portal, na którym do mnie napisał, a wszedłem tam teraz tylko po to, żeby to konto zablokować i przez o wiele dłuższy czas się tam nie pojawiać, to mogło się to okazać dobrym znakiem.

Chciał szybko, już i teraz, bo jestem taki interesujący, mam powalający opis i świetne zdjęcia. Mieliśmy się umówić przed 19, a o 20.30 miał mieć wizytę u fryzjera.
- No to może wypijemy kawę, ja cię do tego fryzjera odprowadzę i sam też wrócę do domu?
- Jak chcesz, to możesz iść nawet ze mną, to mój kolega, poczekasz chwilę.

Nadeszło miejsce i czas spotkania. Zamiast "cześć", pada pierwsze zdanie:
- wiesz co, bo teraz ten Kuba do mnie napisał, że mam być o 19.30 u niego i on mnie obetnie.
Myślę sobie, że dobrze, no zdarza się, moje plany też często się zmieniają w ostatniej chwili. Idziemy więc w stronę tego fryzjera. Okazuje się jednak, że ten fryzjer nie przyjmuje w salonie. Przyjmuje u siebie w domu. Po półgodzinnym spacerze uliczkami Poznania wokół Starego Rynku i bardzo przyjemnej rozmowie, dochodzimy wreszcie do miejsca, w którym znajduje się mieszkanie fryzjera. Rozmowa przed bramą wejściową do jednej z kamienic:
- No wiesz co, to ja cię tutaj zostawię i idę do tego Kuby. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy i będziemy w kontakcie. Sorry, że tak wyszło.
- Ee... No... Nie ma sprawy.
-  No to cześć.
- Cześć.

Przez chwilę stałem przed tą bramą i zastanawiałem się, co tak właściwie się tam wydarzyło. A potem po prostu odwróciłem się na pięcie i wróciłem do domu.

piątek, 16 grudnia 2016

Urodziny!

Blog Wiosennego Chłopca kończy dzisiaj 4 lata.

Nie wiem, kiedy to minęło. Ale wiem, ile się wydarzyło i ile wspomnień się tu znajduje (głównie tych związanych z życiem emocjonalnym). Większą ich część stanowią raczej te, których wolałbym nie przeżywać. Tak już wyszło, że blog był raczej miejscem, w którym żaliłem się, gdy coś nie wychodziło. Może nie do końca wykorzystałem jego potencjał i może mogłem wykorzystać go inaczej, ale i tak cieszę się, że go założyłem. A założyłem go głównie dzięki HalfDevilAngelowi, w którego blogu się wtedy zaczytywałem (a który, o zgrozo, umiera - blog, nie HalfDevilAngel) i kolejno trafiałem na następnych. Dziwnych, perwersyjnych, ale też całkiem normalnych, ludzkich. Prym wiedli: Aberfeldy, Sansenoi, Chłopiec z zapałkami, Atlu - to Wam należą się moje podziękowania, bo to Was od początku czytam. Codziennie sprawdzam swoją listę czytelniczą (która od ostatniej aktualizacji bloggera wygląda dość... dziwnie). Wielu blogerów, których czytałem, zniknęło, usuwając swoje blogi i już do nich nie wracając. A szkoda, bo te historie zawsze wnosiły coś do mojego życia. Z kilkorgiem udało mi się porozmawiać, a z niektórymi z Was nawet spotkać. Jakimi jesteście wspaniały ludźmi!

Na co dzień czytam też wielu innych, takich, którzy piszą od niedawna, ale też takich, na których sam niedawno trafiłem. Wam też należą się podziękowania, ale aż nie sposób Was wszystkich wymienić. No, ale trzeba chodzić wspomnieć o Adamie Madulskim, BJu, Pielipowskim (który też chyba zapomniał, że ma bloga, niech go ktoś przywróci do porządku), Mrówce.

Ostatnio tu trochę cicho. Ale u mnie też cicho - skończyłem już jedne studia, za chwilę skończę drugie, szlifuję swój pomysł na doktorat, po zajęciach pracuję. Trochę się wszystko ustabilizowało i wygląda pewniej. No, przynajmniej w tej sferze życia. Jeśli chodzi o sferę uczuciową - pustynia. Nawet nie chce mi się nikogo poznawać. Są dni, kiedy jest mi źle, że nie mam się do kogo przytulić, że nie mam z kim poleżeć pod kocem i obejrzeć filmu, ani też wyjechać na weekend za miasto czy choćby powiedzieć, co mi leży na sercu. Ale na drugi dzień dostaję drgawek na samą myśl, że miałbym się z kimś spotykać, chodzić na jakieś randki, marnować czas na coś, co pewnie i tak nie wyjdzie. Albo wyjdzie na 3 miesiące, kolejny raz. Może czas na randkowanie i poznawanie ludzi jeszcze przyjdzie, ale nie teraz. Teraz jest czas pracy, nauki i kupowania jednego biletu do kina czy teatru. Obiady jedzone w samotności, kawa pita przy pustym stoliku - to też może smakować dobrze. Zwłaszcza gdy nie trzeba dopasowywać do nikogo swojego grafiku.
Istnieje też możliwość, że po prostu to wszystko sobie wmawiam, żeby było mi trochę lepiej i tak naprawdę wcale nie jest kolorowo.

Blogu Wiosennego Chłopca, żyj dłużej. I żyj częściej. :)